I. Miłosz oskarża Iwaszkiewicza, swojego mistrza i przyjaciela z czasów młodości.

      W wielu swoich tekstach Czesław Miłosz wracał do wspomnień i uwag na temat wieloletniej znajomości z Iwaszkiewiczem. Od czasu, kiedy 19-letni Miłosz zawitał na Stawisku po wysłaniu tylekroć już cytowanego listu, zaczynającego się od wyznania młodziutkiego poety do starszego kolegi: „Uwielbiam Pana…”.

      Czesław Miłosz po śmierci Iwaszkiewicza powiedział o nim, że po wojnie jego stosunek do władzy ludowej można określić jako rodzaj „kolaboracji” i dodał „kompromisu”. Nie jest to odosobniony osąd – wiele osób związanych w latach 50–80 XX wieku z kulturą podziela opinię Miłosza. Iwaszkiewicz był prezesem ZLP (w latach 1959–1980) i nie tylko pomagał swoim współpracownikom i pisarzom, ale też redagował najbardziej niezależne literacko pismo lat 60., jakim była „Twórczość”.

      Iwaszkiewicz nikogo nie skrzywdził, pomagał ludziom, korzystając ze swoich wpływów w KC. Biorąc to pod uwagę, Miłosz przyznał, że Iwaszkiewicz miał osobowość niezwykle złożoną i był przy tym wielostronnie utalentowany. Tym większe jego zdziwienie budzi fakt, że w jednym okresie swojego życia postępował mądrze, a w innym głupio.

      Warto dodać, że w tym felietoniku nie chodzi mi o przypominanie odległych historii, ale – jakby powiedział Nietzsche – o archeologię takich ocen i wynikającą z nich dwuznaczność postaw wielkich twórców, uznanych za niepatriotyczne. Rozpatrywane zarówno w wymiarze politycznym, jak i moralnym – te pierwsze podlegają relatywizacji w innych, historycznych epokach, a te drugie odnoszą się do konkretnych wyborów podjętych w konkretnych życiowych sytuacjach.

      Uwagi te dotyczą wybitnych pisarzy uwikłanych w historię i w politykę, której nie wybrali, a jednak to właśnie oni są publicznie oceniani i przywoływani do obowiązków względem narodu. Kolaboracja Iwaszkiewicza z komunistyczną władzą wynikała, jak sądzą krytycy, z poglądów pisarza, mających swoje źródło w jego biografii. Pisał Franaszek, że „Obok Historii i Socjologii jest też Dusza Pisarza” – z jego umiłowaniem życia, rozpamiętywaniem śmierci i miłości.

      Kolaboracja Iwaszkiewicza, jak ocenia Jacek Trznadel, uwiarygodniała władzę ludową, a przyjmowanie nagród i wyróżnień z rąk przywódców polskich i radzieckich niektórzy traktowali jako jawną zdradę. Miłosz, pisząc o kolaboracji Iwaszkiewicza, odwołał się do ugody, kompromisu, jaki zawarł pisarz z powojenną władzą, sam uznając, że taka jest potrzeba chwili.

      Jednocześnie Iwaszkiewicz świadomie został w Polsce Ludowej, przekonany o tym, że na tym polega jego powinność pisarza i obywatela. Był patriotą czy kolaborantem, był konformistą, ketmanem czy człowiekiem kierującym się realną oceną sytuacji i opowiadającym się za absolutną wartością życia wobec przemijającej historii?

      W zapisanej rozmowie Iwaszkiewicz wyznaje, że dla niego bycie Polakiem jest ważniejsze niż fakt, że jest pisarzem. Przecież w domu, w Stawisku, „tai się i chowa wszystko […] cała moja namiętność życia i miłości.”

      Kogo i co zdradził Iwaszkiewicz? Wolę narodu, idee narodu, czy interes narodowy? (trzy definicje patriotyzmu, o których pisał Andrzej Walicki). Sądzę, że przede wszystkim lojalna i ugodowa postawa – nie służalcza! – Iwaszkiewicza godziła w narodowe wyobrażenie pisarza-wieszcza narodowego.

      Dla niego samego ów kompromis był wygodny, korzystał z niego także ZLP, którym kierował, służył więc i polskiej kulturze. Wymagał wielu osobistych umiejętności oraz odporności psychicznej, ale też jakiejś wewnętrznej miary uczciwości, w imię której, chociaż Iwaszkiewicz nie podpisał „Listu 59 intelektualistów”, to zabiegał o uwolnienie jego sygnatariuszy.

      Dylemat: zdrajca, kolaborant, czy rozsądny pragmatyk lub człowiek o duszy dworzanina pozostaje otwarty – w teorii. W praktyce wszystkie te postawy można ze sobą pogodzić i zniuansować, jak tego dowodzi przykład Iwaszkiewicza.