Zdrajcy, kolaboranci i ich nietrzeźwi krytycy

2. „A z tobą kotku nie mogę się przywitać

Przyjaźń Iwaszkiewicza z Miłoszem obfitowała w mniej czy bardziej przyjemne wydarzenia, na których negatywnie zaważyła zdrada Miłosza, związana z jego ucieczką do Francji. Ale krytyka Miłosza i oskarżenia o jego anty-patriotyczną postawę miały swoją długą historię, zaplątaną w przedwojenną politykę, w stosunek do Narodowej Demokracji, do powstań, walk o niepodległość, wypominano mu jego sympatie pro-komunistyczne. Sam autor „ Traktatu moralnego” przyznał, że „patriotą w sensie polskim […] nie jestem, ale może są inne rodzaje patriotyzmu.[…] polskie pojęcie patriotyzmu ludzi zwęża i pęta.” Miłosz chce służyć polskiej literaturze, a nie Polsce w jej mitycznym zrywie narodowym. O czym pisze we wszystkich swoich autobiograficznych tekstach, powołuje się na różne fakty ze swojego życia  i konsekwentnie dystansuje się od przyjęcia na siebie roli wieszcza narodowego. Ucieczkę Miłosza z Polski Ludowej ( 1951)Iwaszkiewicz w liście do żony ocenił jako „najwyższe świństwo, jakie może być.” Zarzucał swojemu byłemu przyjacielowi, że nie chciał podzielać losu Polaków po wojnie , a co jest przecież czymś, co „winno być nas wszystkich udziałem.” Zarzucał Miłoszowi egoizm i oportunizm, z biegiem lat pojednał się z poetą, którego twórczość Iwaszkiewicz bardzo cenił. Rozważmy tę sytuację w kategoriach zdrady jako emanacji idei patriotyzmu; Miłosz wybierając powtórnie los emigranta (pierwszy raz, kiedy opuścił Litwę i przyjechał do Polski)  godzi w trzy narodowe mity: odpowiedzialności wieszcza, jego wierności i solidarności z losem narodu. Sam poeta przez lata tłumaczył swój wybór niezależnością twórcy, dla którego punktem odniesienia jest uniwersalna kultura, a nie polityka uprawiana w „ paranoicznym i chorym narodzie”. Ta ostra krytyka narodu i jego przegranych powstań i walk o niepodległość, jego bezwładności i dumy z męczeństwa wywoływała u wielu oburzenie, a sam Miłosz stał się przedmiotem personalnych ataków. Trudno się temu dziwić, bo po wojnie trwał proces rozliczeń, prowadzony zarówno przez organy władzy ludowej jak i przez samo środowisko literackie. Podobnie jak młody Miłosz zafascynowany był twórczością Iwaszkiewicza tak młody Herbert cenił poezję Miłosza. W 1968 doszło pewnego lipcowego dnia do wielkiej awantury między Herbertem a Miłoszem, której znaczenie dobrze określił Franaszek””symbolicznie spotkały się dwie Polski.” Żona Herberta tak tę kłótnię skomentowała „ Ten spór był [..] sporem dwóch pijaków, którzy popili i prowokowali się nawzajem.” Pijany Herbert zarzucał Miłoszowi nienawiść do Polski przedwojennej, do Powstania Warszawskiego i AK . Oskarżenia dotyczyły nie tylko zdrady wobec okupowanego narodu polskiego, ale również stosunku do powojennego aparatu partyjnego oraz do rządów komunistycznych. Nietrzeźwy Miłosz nie szczędził swojemu „ uczniowi” złośliwych uwag, próbując bez powodzenia wyłożyć swój światopogląd w sposób spójny i co ważniejsze, przekonywujący. Już wtedy orientacja lewicowa i prawicowa, katolicka i socjalistyczna, nacjonalistyczna i szowinistyczna, rasistowska i antysemicka znaczyły dla każdego z nich co innego i niosły ze sobą różne wartości. Na ich podstawie wzajemnie sobie zarzucano ciasny patriotyzm utożsamiony z postawą nacjonalistyczną i antypatriotyzm zwolenników komunistycznej władzy. Dla Herberta antykomuniści reprezentowali polski patriotyzm, dla Miłosza byli to ślepi szowiniści. Niemniej jednak przyjacielskie więzy, jakie łączyły obu poetów, zostały jeśli nie zerwane, to przynajmniej zawieszone. Minęło od tej awantury kilkanaście dni, kiedy Herbert napisał do Miłosza „chcesz czy nie chcesz będę Cię prześladować moją dziwną miłością do końca życia […].Proszę, bądź dla mnie wspaniałomyślny i wybaczający.”