(„Tyle wiemy o sobie/ Ile nas sprawdzono” ( frag, w:.W., Szymborska, Minuta ciszy po Ludwice  Wawrzyńskiej)

Nasza własna moralność jest  zawodnym sterem, zawsze po sobie spodziewamy się  więcej: więcej dobra, szlachetności i mądrości niż w jesteśmy w stanie spełnić. W swoich wyborach, czynach i ocenach, chociaż  bywa też i odwrotnie, nie spodziewamy się po sobie ani wielkiej  odwagi ani męstwa. Powołam się na dwa przykłady, w  których albo ktoś jest sobą rozczarowany,  zawstydzony  albo przeciwnie,  zaskoczony swoją determinacją.

Przykład pierwszy: rodzina spędza weekend na działce, wszyscy  zgromadzeni są przy stole, spożywając obiad przywieziony w termosach. Domek jest drewniany, kiedy wybucha pożar w kuchni, ogień gwałtownie obejmuje pokój, w którym ojciec z matką i dwojgiem dzieci już zaczynają krzyczeć i dusić się od dymu. Ojciec próbuje dostać się do kuchni, by wodą ugasić pożar, dusi się od czadu i w przerażeniu, że za chwilę spłonie, rozpaczliwie stara się wydostać od ściany ognia, uciekając na zewnątrz. Udaje się, co prawda ubranie tli się na plecach, ale je z siebie ściągnął. Przeżył, uciekł, widział przed sobą palący się domek i tumany ciemnego dymu, wydostającego się z otwartych drzwi. Już biegną z pomocą sąsiedzi z gaśnicami, zanim przyjedzie straż pożarna przez nich wezwana. Powoli dociera do niego przerażająca myśl o dzieciach i żonie, którzy zostali tam w środku. Zanim ich zobaczy, opatulonych w koce, zadymionych, kaszlących i zapłakanych, prowadzonych przez sąsiadów, czuje wciąż paraliżujący strach. Zaczyna się wstydzić,  kiedy musi  wielokrotnie odpowiedzieć na pytanie, jak doszło do pożaru i dlaczego znalazł się na zewnątrz, a rodzina została wewnątrz palącego się domku. Od tego czasu minęło 40 lat i Władysław do tej pory nie wie, dlaczego tak postąpił. Jedni z sąsiadów go potępili  ( głównie kobiety), inni mówili, że człowiek w takich sytuacjach traci głowę i nie wie, co robi. Sądzę, że określenie „nie wie, co robi” jest  adekwatne, ponieważ nie są to działania przemyślane, ale podyktowane przez nieopanowaną panikę. W tym nieopanowaniu tkwi zagrożenie dla  moralnych decyzji, o czym wiedziano od starożytności. Dopóki człowiek pozostaje pod wpływem  namiętności to jego możliwości świadomego działania są albo ograniczone albo wręcz żadne. Etycy od wieków podpowiadają, przy pomocy jakich  duchowych ćwiczeń, można pokonać ten stan. W rzeczywistości jednak, „tyle o sobie wiemy ( o swojej kondycji moralnej -E.P.) ile nas  sprawdzono”.

Drugi przykład:” Najgorsze było później.. Bo gdy uratowałam te dwie maleńkie dziewczynki, miałam potem wyrzuty sumienia, że się nie nadaję do konspiracji, bo tu nas rozstrzeliwują , a ja dzieci niemieckie ratuję? To jest sytuacja trudna dla każdego człowieka, a ja byłam dzieckiem. Ale przecież nie można dzieci zostawić! I ten czas ukształtował mnie jako człowieka.” (wywiad z W. Tkaczyk-Stawską pt. To jest obraza, po prostu obraza, w: Newsweek25.10.2021 ). Uratowanie  małych, niemieckich  dzieci pogrąża  sumienie małoletniego żołnierza Powstania Warszawskiego i wprowadza je w stan moralnego zamętu. Sprawia, że czuje się on rozdarty między przekonaniem, że dzieci nawet wroga trzeba ratować a świadomością, że Niemcy zabijają wszystkich, łącznie z dziećmi i ich matkami. To właśnie widok rozstrzelanego niemowlaka przez Niemca, spoczywającego na ręku matki zdecydował o tym, że 12 letnia Wanda postanowiła zostać żołnierzem i „ strzelać i zabijać.” Obudziła się w niej „ potrzeba odwetu”.  Tym bardziej uratowanie tych dziewczynek musiało doprowadzić do  głębokiego, wewnętrznego rozdarcia; między różnymi i niespójnymi porządkami moralnymi. „ I ten czas ukształtował mnie jako człowieka” . Dojrzałość moralna oznacza między inni świadomość tego, że wybór  i jego konsekwencje należy zawsze do nas i  obciąża nasze sumienie. Na tym  opiera się moralna dojrzałość człowieka, który musi dokonać wyboru jednej wartości mając  świadomość, że podważa pozostałe, uznawane przez siebie wartości i normy.