„aktorzy politycznej sceny, ale też i my sami, podzieleni na skłócone szczepy czy klany, niczym Baron, Pykal i Ciumkała wszczepiamy się w siebie, jeśli nie ostrogami, to zawiścią i frustracją”( A. Franaszek, Gwiazda Piołun. Opowieści o poezji, podróżowaniu i przyjaźni, Znak, Kraków 2022, s.40)
Dwa dni temu, spacerując z psem spotkałam w parku panią, która do nas dołączyła. Pani miała 67 lat i za sobą długie życie rodzinne i zawodowe. Zżynając się na robotników, którzy poszarpali piłami wielką, piękną topolę zaczęła pani Henia ubolewać, że „przy władzy jest ten T..zdrajca, agent i kłamca. I jeszcze mur chce stawiać, co przedtem tak krytykował! Ludziom też odbiera, co im obiecał dać i chce wsadzać do więzienia prawdziwych patriotów, żeby publicznie nie zdradzili przekrętów, jakich narobił w Brukseli. Nienawidzę go, po prostu gołymi rękoma bym go udusiła”-złościła się starsza pani. Uspakajałam ją, proszę się nie irytować, szkoda Pani zdrowia, proszę samej starać się odpowiedzieć na pytanie, gdyby Pani miała władzę, co by Pni zrobiła w sprawie uchodźców i emigrantów? Podatków i np. projektu zielonego ładu? Kto powinien nas reprezentować w Brukseli, jakie posiadać kompetencje, jakie znać biegle języki, jaką mieć wiedzę i kulturę osobistą?
Pani Henia żachnęła się „ja.. ja ..ja ..( zacinała się) przecież nie mam zielonego pojęcia o tych sprawach! Oglądam programy w TV Republika i Info, czasami czytam „Do rzeczy”… i tam inni się wypowiadają.” Oczywiście, mówię, ale na jakiej podstawie może Pani ocenić kto ma rację w tych sporach? Odpowiedź Pani Heni i dosłownie i metaforycznie zbiła mnie z pantałyku. „Bo ja proszę Pani mam serce z prawej strony i jestem patriotką.” To wspaniale, próbowałam jeszcze, ale z tego co Pani mówi, to przypadek, kto ma serce po której stronie, a żyć musimy pod jednym dachem i wspólnie planować przyszłość. Na to pani Henia oświadczyła z wyraźną ulgą, „ale to już nie moja broszka. Zresztą ja w te zmiany klimatyczne nie wierzę, to takie mąciwody i agenci Bóg wie jakich służb rozpowszechniają wygodne dla siebie kłamstwa.” Więc może jednak pani Heniu warto samemu trochę dowiedzieć się, co z tym klimatem, murem, podatkami? Przecież to wszystko dotyczy bezpośrednio nas, naszego życia. „Ano właśnie-sentencjonalnie powiedziała pani Henia-dlatego interesuję się polityką i codziennie oglądam programy w TV, bo ja wierzę K.. i jego ludziom. A sama niczego nie wymyślę.”
Oczywiście, już nie dopytywałam się skąd ta wiara, skoro Pani Henia ma serce po prawej stronie i jest patriotką. Dla mnie bardziej istotna była inna kwestia, dlaczego zwolennicy tej czy innej partii i jej wizji rzeczywistości zwyciężają w odwiecznym pojedynku człowieka między jego rozumem a życiem emocjonalnym. Dlaczego wojny kulturowe i plemienne toczą się w sposób tak prymitywny, związany zawsze z próbą zdegradowania „przeciwnika”, na czym buduje się własny tryumf. Kwestie gospodarcze, ekonomiczne, sytuacja na globalnych rynkach finansowych, od których w istocie zależy stan społeczeństwa, państwa i każdego z nas nie tylko pozostają poza partyjnym widowiskiem, ale także poza polem zainteresowania publiczności. Widowisk, do jakich sprowadza się obecnie debata polityczna na szklanym ekranie, w sejmie czy na spotkaniach. Reprezentują one różne poziomy w zależności od potrzeb i oczekiwań widzów- mogą przypominać albo ring bokserski albo ‘ Rozmowy przy wycinaniu lasu”. Kiedy głosy z ekranu przejmują władzę nad nami? Kiedy wiernie powtarzamy zasłyszane frazy, epitety, oskarżenia w przekonaniu, że to nasze własne sądy, oceny i spostrzeżenia? Kiedy to, co mówmy i to co widzimy, to czego doznajemy i to, co z tego rozumiemy rozbiega się w różne strony, które skleja ze sobą każdego wieczoru owa ekranowa polityka? Upraszczam oczywiście, ale kiedy widzę żar i waleczność spokojnych zazwyczaj ludzi, kiedy rozprawiają jak Pani Henia o „polityce”, to trudno uciec od pytania; czy z kartezjańskiego podmiotu została nam już tylko sztuczna inteligencja?