Dedykuję : bibliotekom domowym i publicznym, księgarniom i księgarenkom, antykwariatom.
Zwierzęta ratują nas przed bezdusznością a książki przed samotnością i zapadaniem się , zwierzęta uczą nas czułości, a książki łączą nas z innymi ludźmi wprowadzając do naszego życia mądrość i odwagę. Jednakże, by umieć przyjaźnić się ze zwierzętami i książkami, musimy najpierw zatroszczyć się o siebie, o swój wewnętrzny świat. Dzieciom to łatwo przychodzi, bo one żyją swoją pełnią, spontanicznie i radośnie.
„Uczony, który tylko przerzuca kartki papieru, w końcu traci umiejętność myślenia.” (s.47)
„To nie jest tak, że jeśli będziesz pochłaniać książki jedna za drugą , twój ogląd świata sam się poszerzy. Choćbyś napakował sobie do głowy mnóstwo wiedzy, jeśli się nad nią nie zastanowisz, jeśli nie będziesz chodzić śmiało na własnych nogach, wszystko to będzie tylko pożyczką bez prawdziwej wartości.” (s.47)
O arcydziełach
„Przyjemne czytanie tez jest dobre. Ale widoki z górskiej ścieżki, którą łatwo pokonujesz są ograniczone.[..] Kiedy już się wspinasz, wybieraj wysokie góry. Z nich widok jest najpiękniejszy.” ( s.113-4)
„[..] w książkach, którym ktoś poświęcił swoja uwagę, o które ktoś się przez długi czas troszczył, zamieszkuje dusza.” (s.207)
Na czym polega siła książek-„” uczą nas , byśmy myśleli o innych ludziach”, (s. 259) W książkach znajdujemy myśli mnóstwa różnych ludzi.[..] Dzięki temu, że poznajemy historię tych ludzi i ich słowa, dzięki temu, że z nimi współodczuwamy, możemy poznawać dusze inne niż własne […]. Za pośrednictwem książek możemy poznawać ich dusze” ,( s.240).
( cytaty pochodzą z książki Sosuke Natsukawa, O kocie, który ratował książki, tłum. A. Zalewska, FlowBooks, Kraków 2023)
„ podczas gdy ja tonąłem w swojej lekturze[…] w Poszukiwaniu, straconego czasu, tłum. T. Boy-Żeleński, t.1, s.86
Istnieją też „ Książki, które rozbudzają w tobie ciekawość niespodziewaną gwałtowną i niezbyt wyraźnie usprawiedliwioną’ ( Italio Calvino, Jeśli zimową nocą podróżny, przeł. A. Wasilewska, PIW, Warszawa 2023, s.4.)
Nasze domowe zwierzęta chronią nas przed bezdusznością i odnalezieniem stałego gruntu na tych mokradłach, w jakie zamieniliśmy nasz świat i nasze życie społeczne. A książki ratują nas przed samotnością stadną, przed izolacją plemienną. Przed utratą zdolności do krytycznego myślenia i zachęcają do nawiązywania więzi z innymi ludźmi (więzi poznawczych, emocjonalnych i estetycznych). Do czego niezbędny jest dialog, jaki prowadzi się z bohaterami lektur, których należy pytać się, komentować ich wybory i działania, zaprzeczać, czyli zagadywać.” Poznawanie literatury-stwierdza Szahaj- jest też poznawaniem drugiego człowieka w dwóch wymiarach: jako przedstawiciela jakieś określonej kultury (subkultury)a zarazem jako kogoś odrębnego.” [1]Tylko wtedy można zachować twórczy stosunek do słowa pisanego, kiedy praktykuje się go w stosunku do siebie, do innych i do świata. W uroczej opowieści z japońskiego cyklu” cosy novel” w sposób bardzo prosty- na tym polega „cosy” tych książek-mówi się o mocy i duszy książek, które odkryć można tylko wtedy, kiedy je się czyta okularami własnej duszy. Wówczas przeżywa się je i dzięki wyobraźni wnika się w tajniki innego życia. Pisał profesor Markowski, że książki to nie szafa z ubraniami,, ale alternatywne style życia”, które trzeba przemyśleć i przeżyć wraz z losem, jaki innym przypadł w udziale. Są książki pięknie napisane a ich język ma w sobie coś magicznego, bo odkrywa nowe wymiary wyobraźni. Bywają też książki głupie i złe, powstały tylko po to, by kogoś poniżyć, zniszczyć czy zdeprecjonować. Książki chwalono i ganiono już w starożytności, dzisiaj książki stają się przede wszystkim towarem i wiążą się z szeroko rozumianą konsumpcją. Wciąż jednak wielu czytelników przekonanych jest o tym, że książki ratują nas przed bezmyślnością i agresywnością. Są wehikułem, który przenosi nas w inne kultury i w inne światy. Pozwalają też „ poznać, zrozumieć i wyrazić” ( Iwaszkiewicz, Wspomnienia, Wydawnictwo. Lit., Kraków 1957, s.6) siebie, innych i zamieszkiwany przez nas wspólny świat.
Cztery kwestie sporne w sprawie książek
Lektury zakazane?
Czy trzeba palić, publicznie unicestwiać książki takie jak pamiętniki czy zapiski słynnych morderców i psychopatów? Przywódców czy wodzów usprawiedliwiających i gloryfikujących zbrodnie ludobójstwa? A czy kryminały lub horrory nie powinny znaleźć się na tym samym indeksie ksiąg zakazanych? Są przecież pisane z nieukrywana intencją, by zaspokoić najniższe ludzkie instynkty, niezależnie od bardziej lub mniej literackiej fabuły. Można tę listę rozszerzać na różne gatunki i rodzaje powieści, które ze względu na swoją treść zniszczyć jak to tyle razy już robiono. Z różnych powodów: moralnych i religijnych, politycznych i obyczajowych. Historia pokazuje, że zabranianie wydawania i czytania wspomnianych książek nie przynosi pożądanych rezultatów, ponieważ jedyne antidotum znajduje się w naszych głowach i gustach literackich. Odwieczny apel, by lektury szkolne pełniły taką funkcję zawsze się kończy fiaskiem ( sprawdziany, testy, wypracowania podlegają podręcznikowym schematom). Pozostają kluby literackie, teatralne i filmowe na terenie szkoły, pozostaje kwestia mody na tzw. dobrą, trudną lekturę, niektóre gry komputerowe video z ich ciekawymi historiami. Kultywowanie opowieści rodzinnych, albumów, dzienników i pamiętników, a przede wszystkim codzienne formy komunikacji.
Arcydzieła i dzieła?
Kanony lektur są zmienne, podobnie jak indywidualne kryteria i smaki, chociaż w literaturze światowej, globalnej (a więc popularnej, dostępnej na każdym stoisku lotniska czy dworca np. kryminały Nesbo czy Kinga) i narodowej nastąpiły zmiany w klasyfikacji arcydzieła. Zaczęto stosować do nich miarę indywidualnych lektur czytelników, to, co jest powszechnie czytane zasługuje na miano dzieła o zasięgu światowym. Wprowadzenie literatury w jednostkowy świat poznania, uczuć i wartości sprawia, że wiedza i zaangażowanie czytelnika/czytelników decyduje o jej klasyfikacji; ” Im większa jest jednak wiedza, tym większa zdolność do samodzielnego tworzenia literatury światowej”[2] Pojawiają się tutaj uwarunkowania i tryby, które wychodzą poza Gombrowiczowskie „dlaczego wielkim poetą był”. Do mojej obecnej listy arcydzieł np. dołączam różne pozycje, ale trwałe miejsce w niej znajdują m. in. baśnie Andersena, Lalka Prusa, A na samym piedestale znajduje się W poszukiwaniu straconego czasu Proust’ a i Czarodziejska góra Manna. Prawdę rzekłszy nie dlatego, a przynajmniej nie tylko dlatego, że te dwie powieści uznane są za arcydzieła literatury europejskiej, ale że od lat do nich wracam., By znaleźć się w tym samym a zarazem w innym świecie, z nowymi myślami i przeżyciami, podobnie się dzieje kiedy po raz trzeci czy czwarty zwiedza się ulubione miasto i wędruje się znanymi uliczkami. Świecą te same latarnie, ale jest inna pora roku, pada deszcz i wszystko wokół nabiera innych barwi i wymiarów.
Lektura arcypowieści wymaga szczególnej oprawy, nie można się w nich zanurzyć np. w poczekalni dentystycznej czy na dworcu. W takich miejscach podlegają trywializacji, pozbawia się je wyłączności naszej uwagi, na którą zasługują. I tak znalazłam się w samym środku sporu o to, czy kanon arcydzieł opiera się na obiektywnych strukturach, kryteriach i ustaleniach, czy też współtworzą go indywidualne preferencje czytelników. Warto powtórzyć za Calvino, że istnieją książki, „które rozbudzają w tobie ciekawość niespodziewaną gwałtowną i niezbyt wyraźnie usprawiedliwioną”. W tobie czy we mnie, ale nie we wszystkich czytelnikach książki te budzą gwałtowną ciekawość. Nie wiemy, a przynajmniej nie potrafimy racjonalnie wyjaśnić, dlaczego zachwycamy się np. powieściami Myśliwskiego czy Tokarczuk. Można nawet cenić jakiegoś pisarza, ale nie lubić czytać jego powieści. Ostatecznie przecież to książki nas wybierają i albo się temu ochoczo poddajemy albo przymuszeni ( szkoła, przynależność do środowiska, zawód) traktujemy taką lekturę jako zło konieczne.
Nie podważając istnienia obiektywnych arcydzieł, począwszy od greckich tragików, postuluję, by tworzyć swoje własne biblioteczki arcydzieł, złożone z ulubionych dzieł, książek, które nas ratują przed zapadaniem się w siebie, znikaniem. Można odnaleźć w nich nieskończoną wzniosłość Autentyku, jego ekstatyczną moc, o której tak pięknie pisał Bruno Schulz „ zwykłe książki ą są jak meteory. Każda z nich ma jedną chwilę, moment taki, kiedy z krzykiem wzlatuje jak feniks […}.wszystkie książki dążą do Autentyku. Żyją one tylko wypożyczonym życiem, które w momencie zlotu wraca do swego starego źródła.”[3]
Czy należy nakazać czytanie książek?
Kiedy chciałam podarować mojej 11 letniej kuzynce przepięknie ilustrowaną książkę ’Mapy”, usłyszałam wtedy, że ma dosyć takich prezentów. Woli pieniądze albo nowy smartfon, ew. smartwatch najnowszej generacji. Dostała je od rodziców i innych krewnych, dwa lata później musiała korzystać z korepetycji, praktycznie obejmujących wszystkie szkolne przedmioty. Będąc w 7-mej klasie w dalszym ciągu nie lubi książek i nie lubi czytać. Rodzice, bojąc się o następstwa wynikające z tej abnegacji, nakazali jej czytanie lektur, co zakończyło się zdecydowaną odmową. 13-latka nie roztaje się ze smartfonem, co może mieć też pozytywny wpływ na zmianę jej stosunku do lektur. Chodzi o wyzwania takie, jak o samodzielne przygotowanie przez ucznia czy grupy uczniów wirtualnego programu z lektur, czy zespołowe opracowanie scenariuszy filmowych itp. Powtarzające się pytania „ Po co mam czytać te bzdurną nowelkę Prusa czy te nudne fragmenty Trylogii?” mają swoje uzasadnienie nie tylko w tym wieku. Po prostu książki z kręgu literatury pięknej nie są „do czytania”, ale do poznawania i interpretowania. Gorzej, kiedy ludzie dorośli sięgają tylko po poradniki lub szukają w lekturze tylko rozrywki. Są to ich prywatne wybory i zwykle nie podlegają one ocenie publicznej i środowiskowej. Przedstawiciele władzy niejednokrotnie z dumą wyznają, że nie czytają Tokarczuk czy Gombrowicza, nie znają też prozy Chwina. Z czego jasno wynika, że kariera zawodowa nie jest uzależniona od tego, co się czyta i czy w ogóle umie się czytać ze zrozumieniem. Inaczej rzecz się ma z kulturą osobistą i społeczną, tutaj wyraźnie ujawniają się braki wynikające z ograniczonego kontaktu z książkami. Przejawiają się one w sposobie myślenia, niezdolności do współdziałania i biernej, społecznej postawie.
Czy życie bez książek jest gorsze np. etycznie niż życie w otoczeniu bibliotek? Nie, z pewnością nie, wszyscy znamy takie dzieci jak moja nastoletnia kuzynka, które mogą mieć w sobie dużo miłości i czułości, a także babć i dziadków opiekuńczych i dobrych, którzy nigdy nie sięgali do książek bez praktycznych powodów. Tylko, że im trudniej zaakceptować swoje ograniczenia, pogodzić się ze swoim losem i ze znalezieniem dla siebie miejsca w tak szybko zmieniającym się świecie. Z wiekiem człowiek pragnie, by jego życie miało jakieś znaczenie dla niego samego i dla innych. Bez mocy książek ulega się łatwo wszelkiego rodzaju demagogii, łatwo też ludzie stają się łupem ideologii czy ofiarami teorii spiskowych. Książki nas przed tymi plagami chronią, ostrzegają i ratują pod warunkiem, że chcemy i potrafimy wykorzystać ich moc. Lektura ulubionych książek przynosi ze sobą pocieszenie i podnosi na duchu, otwiera inne możliwości indywidualnego i wspólnotowego życia. Literatura popularna, np. w wersji ostatnio modnej, japońskiej cosy novel spełnia ważną funkcję terapeutyczną, związaną również z rozrywką. O czym przekonałam się podczas wizyty w szpitalu, kiedy to chory kolega skarżył się, że żona przynosi mu Miłosza i Tołstoja, a on potrzebuje „jakiegoś nieskomplikowanego kryminału”. Znajoma po śmierci najbliższych, w dziennikach pisarzy znalazła „ pokrewieństwo losów, dusz i cierpienia”. To jeszcze jeden dowód na to, że w różnych sytuacjach i okolicznościach potrzebujemy różnych lektur, z wyższych i niższych pólek. Budzą one czasami sentymenty, bawią i ciekawią (mój ulubiony Klub Pickwicka, a z drugiej strony regału tom Gogola), czasami przyjaźnią się z czytelnikami. Bywa, że oddalamy się od nich na dekady, by znowu do nich wrócić z przekonaniem, że się nigdy ich nie opuściło, że zawsze nam towarzyszą. Kiedy przyglądam się swojej bibliotece, znajduję w niej prezenty od Bliskich. Z dedykacją, z życzeniami, z pamięcią chwili, kiedy spod papieru ukazywała się okładka i obietnica nowej, fascynującej lektury. W tym roku pod choinką powinnam znaleźć pierwszy tom Dzienników J. Iwaszkiewicza, od dwóch lat przeze mnie poszukiwany. Z niecierpliwością czekam na spotkanie z autorem Panien z Wilka i ludźmi z jego otoczenia, by poznać i zrozumieć bliżej Iwaszkiewicza i jego świat. W trakcie lektury postacie z książek stają się zarazem realne jak i fikcyjne, co umożliwia utożsamienie się z nimi i ich losem. Bywa ono tak silne, że czytelnik stara się kontynuować opowieść, przerwaną w tym miejscu, w którym wypełnia je jego ciekawość i wyobraźnia.
Można więc dojść do wniosku, że o ile zwierzęta łączą nas ze wspólnotę istnienia, to książki wiążą nas z losem ludzkim; moim, twoim, naszym. W czym wyraża się ich pokrewieństwo z Autentykiem, z Księgą ksiąg. Wniosek; trzeba i powinno się zachęcać ludzi do czytania, ale nigdy nie wolno zmuszać ich do tego pod presją kary! Zasada ta nie stosuje się do uczniów, którzy skazani są na czytanie lektur według klucza ocen a nie indywidualnego zainteresowania.
Elity i..reszta
W nieodżałowanym kabarecie Olgi Lipińskiej śpiewano „ Po co nam elita, która nudne książki czyta” – trwa od trzydziestu lat walka z elitami ( „łże elity”), zarzuca się jej, że ma pretensje do pouczania innych, do mędrkowania i do wywyższania się. W 2019 roku Jacek Dukaj wydał niezmiernie intrygujący zbiór esejów pt. „ Po piśmie” , stawiając w nim równie radykalne jak i kontrowersyjne tezy, oparte na spornych diagnozach, niemniej jednak bardzo ciekawych i dających do myślenia. Nie rozwijając tej arcyważnej i aktualnej problematyki, jaką podjął autor „ Lodu”, nawiąże do jednego, wybranego wątku. Dukaj rozpatruje świat najbliższej przyszłości, w której egzystować będą obok siebie-a nie razem – niepiśmienne tłumy i wąska elita „czytających”, a więc posiadających zdolność do abstrakcyjnego myślenia. Wymagającego koncentracji i szukania najbardziej doskonałych i nowatorskich rozwiązań. Istnienie tych elit nie jest usankcjonowane politycznie czy społecznie, ma swoje źródło w systemie zarządzania postępem technologicznym. Upraszczam wywody Dukaja, ale chodzi mi o wskazanie na związek miedzy elitą a książkami, myśleniem abstrakcyjnym a np. poezją i filozofią. Czytanie „Fenomenologii ducha” Hegla czy „Bojaźni i drżenia” Kiekiegaarda w istocie staje się ich studiowaniem, w którym czytelnik skupia się na zrozumieniu zaróno ich treści jak i kryjącego się za nimi sposobu myślenia. Przenikają się w nim sfera znaczenia, rozumienia i doświadczania bytu pośród innych bytów, samoświadomości pośród innych świadomości oraz egzystencji pośród rożnych innych form życia. To przykład książek, które stawiają przed czytelnikiem jeden, ale za to konieczny warunek; musisz myśleć tak głęboko, by wyjść poza zwykły ogląd siebie i świata. Oczywiście wspomniane książki, a w tym również np. poezja Różewicza i Miłosza, czy Rilkiego i Eliota nie są masowo czytane i analizowane, należą głównie do lektur uniwersyteckich. Ulubione powieści, reklamowane w ramach kultury popularnej albo są jak większość kryminałów produktami przeznaczonymi do jednorazowego użytku albo wynikają z poczucia/ przeżycia wspólnoty. „ Jednoczą nas social media. Jednoczą nas celebryci.[…] Stąd takie desperackie wysiłki celebryckie pisarzy; przeżyj mnie! Mnie, mnie przeżyj! I wówczas-może-zechcesz przeżyć moją literaturę.”[4] Według Dukaja to los takich pisarzy jak Houllebecqa, Knausgarda czy Twardocha.
To , jakie książki czytamy i pod jakim kątem wynika nie tylko z naszej indywidualnej wrażliwości, wyobraźni i oglądu świata, ale także z naszej sytuacji życiowej. Niektórzy socjolodzy przekonani są o tym, że kiedy polityka i kultura podlegają masowym gustom, dominuje w nich narcyzm, kiczowatość i populizm, a to prowadzi do wtórnego barbarzyństwa. Alosza Awdiejew, emerytowany profesor UJ zauważył, że „Nasza kultura polityczna jest bardzo niska. Słuchając niektórych polityków, dobrze wiem, jakich książek nie czytali.”[5]
Te krótkie i niezborne uwagi miały prowadzić do dwóch konkluzji, pierwsza mówi o tym, że niezależnie od tego, jakim politycznym i społecznym grom podlega elita to istnieje ona chociażby po to, by wymyślić te gry. Po drugie, myślenie abstrakcyjne, które jest źródłem wszystkich ludzkich osiągnięć zarówno w sferze zaawansowanych technologii jak i w sztuce kompozytorskiej, rozwija się na gruncie m. in. wiedzy książkowej i wyobraźni z niej wynikającej. Pięknie to wyłożył profesor Szahaj, pisząc, że „Literatura była i jest laboratorium myślenia, w którym można zaprojektować i wypróbować różne warianty wspólnotowego i indywidualnego istnienia, jednym z najważniejszych mechanizmów społecznego i jednostkowego uczenia się, wehikułem zmiany kulturowej.” [6]
[1]A. Szahaj, O interpretacji, Universitas, Kraków 2014, s.91.
[2] P. Czapliński, Literatura światowa i jej figury, Teksty Drugie 2014. 4, s.26.
[3] B. Schulz, Sklepy cynamonowe, Wyd. Literackie, Kraków 1964, s.171-172.
[4] J. Dukaj, Po piśmie, Wyd. Literackie, Kraków 2019, s.302.
[5] Rozmowa z A. Adwdjewem, Szczęśliwy Rosjanin nad Wisłą,Kraków, nr 01 (182), styczeń 2020, s.37.
[6]A. Szahaj, dz.cyt., s.91.