(Bliskim, którzy odeszli w starszym wieku.)
„ Jestem dumna ze swoich 81 lat, bo każdy dzień , tydzień i miesiąc i rok uczciwie przeżyłam.” ( p. Jarka, Ukrainka pracująca od lat w Polsce)
„ Jestem stara, chora, nieszczęśliwa i samotna i tylko czekam na śmierć.” ( p. Agnieszka, lat 78, malarka)
Grono moich starszych Bliskich i Przyjaciół składa się z niewielkiej ilości Osób, ale każda z nich żyje w moich wspomnieniach, przychodzi czasami w snach, zagaduje przez rzeczy , miejsca i wydarzenia. Czasami budzi wyrzuty sumienia, czasami upomina albo zachęca do śmiechu. Album ten otwiera babcia Franciszka ( wielkoduszna, mądra i uczciwa), wielokrotnie zraniona przez ludzi i wojnę) , za nią, bywa też że obok niej kroczą Jej siostry: ciocia Maria ( pracowita, mądra i opiekuńcza) , ciocia Hela z Piastowa ( babcia Frania miała cztery siostry: Mariannę, Helę, Katarzynę i Józefiną), która była bardzo pracowita i inteligentna. Mistrzyni wszelkich tzw. robótek i zajęć kobiecych, potrafiła wczuć się w sytuację innych, wysłuchać i poradzić. Muszę wspomnieć też o Pani Jadwidze , mieszkającej w dziupli na ul. Klarysewskiej (kochała ludzi i konie, miała dużo fantazji i stryjaszka znanego pisarza, którego żadnej książki rozmyślnie nie przeczytała). Zawsze jest mi bliska Droga Halinka-miłośniczka gór, kotów, psów i ludzi ( kolejność dowolna), o niespożytej energii i jej krewny Zdzisław –gentelman i opowiadacz o dawnych podróżach, o nieistniejących już miastach i restauracjach oraz nieżyjących ludziach. Po zjedzeniu źle przyprawionego befsztyka na znak protestu opuścił Paryż. Znawca samochodów, wiecznych piór i radioodbiorników. Kolejna fotografia jest z Bożenką – bywalcem wystaw, przedstawień i koncertów, wrażliwa i odważna, kolekcjonerka wszystkiego. Nie tyle pasjonowała ją sztuka, ile samo bywanie miało dla niej wartość towarzyską. Spotykała się też z Zosią, naukowcem, badaczką, niezmordowaną podróżniczką. Jej legendarne wyprawy we wszystkie zakątki świata, zamiłowania muzyczne ( miała abonament w filharmonii i stryja, znanego kompozytora), zawsze mnie imponowały. Nie była typem wędrującej harcerki, reprezentowała urok staroświeckiej podróżniczki. Podziwialiśmy ją za to, że nie poddawała się ani wyniszczającym chorobom ani wynikającym stąd okresom hospitalizacji. Planowała kolejne egzotyczne wyprawy i jak zwykle umawiała się z kosmetyczką. Wspólną naszą znajomą była pracowita, optymistycznie nastawiona do życia Ania, która lubiła gromadzić ludzi wokół siebie. Z ciekawością poznawała nowe technologie, nie dając się pod tym względem wyprzedzić młodszym współpracownikom.
Kiedy o nich rozmawiam, wspominam również te wszystkie drobne przywary, naleciałości ( np. językowe), gesty, miny, sytuacje zarówno tragiczne jak i te, które skłaniają do śmiechu. Te małe drobinki pamięci , rozsiane w czasie i w przestrzeni skutecznie zamazują każdy portret lub też go zwielokrotniają. Z kilku przyczyn nie można odczytać jednostkowego życia na podstawie jednej fotografii, jednego wspomnienia czy jednej historii. Ona przecież przebiega w różnym czasie, podobnie jak my podatna na zmiany i przemiany, ugruntowana ( przyszpilona?) jedną czy dwoma anegdotami, jakaś kłótnią czy sporem, zazdrością czy zaskoczeniem. Wszyscy, prawie wszyscy jesteśmy uwikłani w takie dwuznaczne sytuacje, które przyjmują symbolicznie postać karykaturalną. Wyjątek stanowi moja babcia, bo nie znam Jej wad, ale już ciocia Mania ma swoją rodzinną, zasłużoną legendę. Zawsze kierowała się w swojej ocenie ludzi dwoma kryteriami: pochodzeniem klasowym i wykształceniem, co często prowadziło do zaskakujących kompromitacji. Jej siostra, ciocia Hela była leciutko skąpa i bardzo zazdrosna, pani Jadwiga odrobinę lekkomyślna, gdy chodzi o obstawianie wyścigów. Halinka bałaganiła i sprzątała, z takim samym zaangażowaniem, obiecując, że już nigdy… Zdzisław lawirował między skłóconymi ze sobą synami, do czego się sam przyczynił, Bożenka nie zawsze była szczera, a Ania lubiła trochę poplotkować. Kalejdoskop tych małych przywar pozwala indywidualnie wyróżnić każdą ze wspomnianych osób, przywołać sceny i wydarzenia, usłyszeć nawet głos. W przypadku zalet ( cnót) nie zachodzi taka gra wyobraźni z pamięcią, brakuje jakiś żywych, emocjonalnych reakcji. Czy polubiłabym panią Jadwigę, gdyby nie jej miłość do koni i wiara, że wygra fortunę na wyścigach? Czy słuchałabym opowiadań cioci Mani o pannach kanoniczkach i hrabinie O.., gdyby nie jej anegdoty o szlachetnie urodzonych? O tych pięciu pannach Cz., i każda z nich miała zeza? Do dzisiaj próbuję je sobie wyobrazić np. kiedy siedzę na fotelu dentystycznym lub muszę słuchać kolejnej suplikacji mojego szwagra o pożyczkę. Te wszystkie historie o dziejach i życiu ożywiają ucieszną dykteryjką, jak chociażby ta, kiedy Ciocia Hela po pożegnaniu wróciła ponownie prosząc o swoje pudełko z resztą ciasteczek. Kiedy je dostała i chciała włożyć do torby, ciastka rozsypały się i pies sąsiadów wszystkie je połknął. (To „skąpstwo” cioci Heli nie przeszkadzało organizować jej przyjęcia dla całej rodziny). Moja babcia zwróciła się do zrozpaczonej cioci: „nakarmiłaś Helu dzieci i psa, to bardzo po chrześcijańsku”. Słynne też były słomiane herbatki u cioci Mani lub jej przypalone kotlety. Każdy wielbiciel herbaty przemycał jej trochę w kieszeni i ukradkiem dosypywał do szklanki- reakcja cioci na widok nagle „zbrązowiałej herbaty” zawsze nas śmieszyła. ” Znowu wsypałam za dużo”. Te historie są też dowodem na to, że łączą nas ze sobą opowieści straszne i śmiesznie, w których odnajdujemy tyleż portrety bliskich osób jak i ich niedokończone szkice, kilka płynnych kresek, które układamy w mniej czy bardziej dowolne wzory. Każdy ma swoje cienie, a te padają pod różnymi kątami, nie poddając się żadnym jednoznacznym schematom. Pozostają otwarte na grę pamięci i wyobraźni, bo przecież nie wszystko wiemy o naszych Bliskich i oni też w pełni nie znali siebie. Ta druga, nieznana strona pozostaje z nami i wspominając, nadajemy jej nową postać. Może dlatego tak potwornie kiczowate i zakłamane są wszelkie mowy na cześć, łącznie z mowami pogrzebowymi. Chociaż przetrwamy wszyscy w opowieściach, to tylko te, które jeszcze nie zostały spisane otwierają przed nami nowe możliwości uchwycenia cieni. Za pomocą pytań, które tylko w obliczu starości nabierają uniwersalnego znaczenia. Właśnie dlatego, że starość obejmuje wielką i zróżnicowaną przestrzeń życia, że jest zarówno metaforą jak i konkretem, ze niesie ze sobą unikalne doświadczenia. Starość zamyka pewne egzystencjalne horyzonty i otwiera nowe, porusza się we własnym, nieodwracalnym czasie i redukuje przestrzeń. Dla jednych jest symbolem nieszczęścia, dla drugich stanowi oazę spokoju i dystansu, inni uważają, że jest to czas radości, wypoczynku i medytacji. Filozofowie, nawet tak rozważni jak Cyceron, wypowiadają się o starości tak jakby studiowali leżakujące wino w beczce; gdy tymczasem mówimy o najbardziej płynnym wieku, na który składają się indywidualne ludzkie losy. W ramach poszczególnych kultur spotykamy się z różnymi, utrwalonymi wzorcami starości, począwszy od zamożnego emeryta do wynędzniałego staruszka, umierającego na ulicy. Od pochwały wieku starszego do jego potępienia, od przypisania starości najwyższych cnót na czele z mądrością do jej potępienia i poniżenia. Starość może być samotna i zagubiona albo otoczona troską i miłością ze strony rodzinny i przyjaciół. O położeniu osób starszych decydują nie zawsze oni sami, wielką rolę w tym procesie odgrywa kultura wspólnoty lub jej brak w danym społeczeństwie, ekonomiczna walka pokoleń czy panująca ideologia. Ostatecznie jednak to los rozstrzyga o tym jak ułoży się życie na starość i jak długo będzie ono trwało. Starość może się zacząć po 60 roku życia, ale bywa że ktoś znacznie młodszy pielęgnuje w sobie mentalność człowieka starego. W szeroko rozumianej opinii publicznej sprowadza się ona do: lamentowania, narzekania, do rozmów o chorobach ( realnych i domniemanych), do tego dochodzi ostra, nieracjonalna krytyka współczesności; ludzi, instytucji, polityki. Jednym słowem: gadanina dziadka, paplanie babci, którym zawsze towarzyszy motto „ a za moich czasów to było dużo lepiej”.
Niezależnie od tych licznych uwarunkowań pozostaje otwarta kwestia; czy starość czegoś nas uczy, czy powinniśmy traktować ją jako swoiste fatum, wzbudzające w nas lęk i trwogę czy to kolejny, niezwykły etap życia? W którym więcej wiemy, więcej poznajemy i zbliżamy się do tajemnicy, łączącej ludzkie życie ze światem. Czy starość jest tym jedynym okresem w życiu człowieka, kiedy można doświadczyć jednocześnie tego, co skończone i tego, co nieskończone- co próbują przekazać mistycy i poeci, wielcy twórcy i ludzie nieznani szerszemu ogółowi , którzy ukochali góry i rzeki, konie, psy i koty, gwiazdy i drzewa. Pytania tak postawione są banalne, ale odpowiedzi są złożone, a właściwie nigdy niedokończone. Bo przecież nie można opowiedzieć historii każdej starości, która już się wydarzyła, bo składa się na nią oprócz czyjeś przeszłości także epoka, w jakiej żył, ludzie, którzy mieli na niego wpływ a także te tysiące okoliczności, uwarunkowań, sytuacji mniej czy bardziej podatnych na identyfikację. Starość to obecnie modny temat z dwóch powodów; starzenia się społeczeństw europejskich i sprowadzenia populacji starszych do wielkiej grupy konsumentów wszelkiego rodzaju usług, świadczeń, wygód, diet, wypoczynku, pielęgnacji, hospitalizacji itd. Medycyna obiecuje przedłużenie życia, populistyczne rządy rozdają emerytom 13-stki i 14-stki oraz rozmaite dodatki, nie zwracając uwagi na głośne protesty i alarmy ze strony socjologów i ekonomistów. Ci ostatni wskazują na malejące szanse dobrze płatnej pracy dla młodszych pokoleń, ponieważ dla doraźnych celów politycznych starsze pokolenia stają się beneficjentami władzy. Do tych zainteresowań starością, podyktowanych pragmatyką, dochodzą różne kulturowe wyzwania. Częściowo wynikają one z przekonania, że w tym coraz bardziej rozregulowanym świecie tylko starsze pokolenia doświadczyły małej stabilizacji lub odwrotnie, to starsze pokolenia były świadkami przemian, które doprowadziły do obecnej sytuacji chaosu, ryzyka i niepewności. W tej atmosferze powstało kilka znaczących dla literatury współczesnej powieści i kilkanaście prac o starości, łączących badania naukowe, społeczne, antropologiczne z eseistyką. Np. J. Amery’go „O starzeniu się” czy Baśń zimowa Przybylskiego. Te pięknie napisane książki w swojej warstwie literackiej i estetycznej, niosą w sobie okrutne przesłanie o zgorzkniałej starości, strasznej i pozbawionej nadziei. Od tego czarnego i ponurego świata starości, uwalnia czytelnika Said swoją poznawczo wyrafinowaną monografią o ostatnich dziełach starzejących się mistrzów. Pozostajemy więc w kręgu pytań o starość, mając świadomość jak bardzo jest to zjawisko złożone i nieuchwytne, a zarazem określające nasze jestestwo ( „bycie ku śmierci”), naszą egzystencję, która jest zawsze uwikłana w czas oraz naszą świadomość ( przeznaczenie) i nasz los (lęk i strach).
1.Etyka i starość
Z przytoczonych powyżej racji zainteresowania etyków problemem starości idą w kilku kierunkach: moralnego prawa do opieki ( kto, dlaczego, w jakim zakresie rozumiana jest opieka), moralnego prawa do szacunku ( z czym związana jest obecność starszych w życiu społecznym i na forum publicznym -chodzi tutaj nie tylko o niezbędne świadczenia i pomoc, ale np. o zapewnienie odpowiedniej infrastruktury, o mobilność itd.) oraz o rozwiązania problemu uporczywej terapii i eutanazji- w ramach zagadnień bioetycznych. Druga grupa zagadnień dotyczy obowiązków osób starszych względem siebie-troska o własny rozwój mentalny i kondycję fizyczną, uczestnictwo w życiu rodzinnym i sąsiedzkim oraz ochrona środowiska: ludzkiego i zwierzęcego. To ważne, bo pokolenie dzisiejszych 70 i 60 latków przyczyniło się do zniszczenia ekosystemów i ono pierwsze powinno poczuwać się do obowiązku ich ochrony-w takim zakresie, w jakim jest to możliwe. Jest jeszcze jeden aspekt społecznego odbioru starości, do którego przyczynia się pewna kultura bycia, i ściśle powiązana z nią etykieta. Chodzi o to, jak się seniorzy ubierają, jak się zachowują, jak mówią, co w aurze kultury masowej nie podlega zwykle żadnym kryteriom. Jak niedawno pisał Ireneusz Kania w swojej godnej uwagi książeczce pt. „ Trzy przypisy do naszych czasów” rozpowszechniły się obyczaje typowe dla lumpenproletaryzacji kultury, obejmujące wszystkie rodzaje obecności człowieka na forum publicznym. Zanik stylu, obowiązujących norm i kryteriów został zastąpiony nie tyle swobodą np. w dobieraniu odzieży do wieku, środowiska czy własnych aspiracji, ile po prostu łachmaniarstwem. Przekłada się ono na ogólny sposób życia, np. zaniedbywanie edukacji w starszym wieku, ćwiczeń fizycznych, braku pasji, narastającej pretensji do świata i agresji wobec innych. Starsi stają się łatwym kąskiem dla polityków, demagogów wszystkich anty.. Starość bez własnej tarczy ochronnej, staje się bezbronna wobec własnych upiorów, lęków ii strachu przed śmiercią, chorobą, biedą, bezdomnością..” Moherowe berety” to symbol nie tylko fanatyzmu religijnego i partyjnego , który ma mało wspólnego z wiarą i polityką, ale to również zbiorowy portret seniorek w oczach młodszego pokolenia. Określenia takie jak: dziadersi czy boomerzy są ciekawym zjawiskiem dla socjologów, ponieważ grubą kreską podkreślają pewną obcość pokoleń i ich doświadczeń. Młodzi są przekonani o tym, że żyją w innym świecie i inaczej się w nim poruszają niż seniorzy. Mają niewątpliwie rację, każde pokolenie zawłaszcza świat dla siebie – zanim się zorientuje, że co prawda gadżety elektroniczne ułatwiają życie, ale go nie zastępują. Niemniej jednak na skutek ostatnich strukturalnych i globalnych przemian traci na swej aktualności idea państwa obywatelskiego, głoszona przez dzisiejszych dziadersów. Rodzi się inna, oparta na wspólnocie ludzkości w walce z kryzysem ekologicznym i klimatycznym. To przejście między narodem, społeczeństwem, państwem a wspólnotą ludzkości jest nowym wyzwaniem dla seniorów. Jak pisał sędziwy Jarosław Iwaszkiewicz, starość jest z natury czasem filozofii, bo z głębi wieku zadaje się pytania o sens życia i śmierci, o Boga i los żywych i zmarłych. Starsi żyją w innym rytmie niż młodsze pokolenia, ale każde z nich coś wnosi w społeczną kulturę współistnienia. Ani młodzi nie powinni naśladować starszych ani tym bardziej starsi niech się nie stroją w piórka młodości. To, co nas wszystkich łączy to troska o świat, nasze wspólne domostwo. Często zaniedbujemy tę wspólnotową stronę życia, zdając się na różne organy, instytucje, stowarzyszenia, co sprzyja izolacji i poczuciu wykorzenienia. Nie rozmawiajmy ze sobą, nie dzielmy się doświadczeniem, wiedzą i wyobraźnią, by ocalić to, co najbardziej wartościowe w naszym świecie.
Etyka musi dzisiaj podnosić te kwestie i próbować je zrozumieć, bo zajmując się problematyką zła, krzywdy, szkody, winy itd. obejmuje wszystkie ich przejawy związane ze świadomą aktywnością człowieka. Proponuję przede wszystkim na terenie etyki potraktować starość w kategoriach egzystencjalnych jako okresu, w którym upływ czasu jest doświadczany jako zjawisko nieodwracalne. Z perspektywy przyszłości nie zmieni się nic z tego, co się już przeżyło, a dzisiaj nie można zastąpić jutrem. Ta zmiana projekcji czasu zaostrza uważność, ale też zmusza do bardzo rozważnego dysponowania czasem. Cokolwiek zrobimy to nie znikną choroby ani też nie opuszczą nas wszystkie lęki i strachy, który im towarzyszy. To „czarny portret starości”, który można rozpisywać na różne przypadki, wskazując np. na demencyjne choroby, których szczególnie się wszyscy boją. Nie dowiemy się już ani skąd przychodzimy, ani gdzie jesteśmy ani tym bardziej, gdzie będziemy-ale idąc za radą pisarza Józefa Hena możemy właśnie o tym pisać, uczynić ze starości materiał literacki. Niczego nie zmienimy, ale stworzymy perspektywę, dzięki której starość stanie się doświadczeniem i tworzywem literackim. Doświadczeniem nie tylko indywidualnym, pokoleniowym, ale też społecznym i ogólnoludzkim. Bo starość to najbardziej nieprzewidzialny okres w naszym życiu, zmiany przychodzą nagle, nieoczekiwanie i odbierają to, co jeszcze wczoraj było „moim światem”, tracąc z nim kontakt starsi ludzie epatują albo swoimi chorobami albo opowieścią powtarzaną do znudzenia o nadzwyczajnych talentach wnuka czy wnuczki. Jest w tym „szaleństwie” coś nadzwyczajnego, coś co może jedynie literatura uchwycić i opisać, a mianowicie ludzka potrzeba przeżywania swojego życia, kiedy zawodzi wszystko; zmysły i rozum , a pozostaje tylko uczucie skierowane do siebie albo do innych. Nie poddające się zdrowemu rozsądkowi, obowiązującym konwencjom, uczucie uwolnione od jakikolwiek dylematów czy wątpliwości. Może na tym właśnie polega wewnętrzna prawda o nas samych, kiedy już niczego nie trzeba udawać ani kontrolować własnych stanów emocjonalnych? Jerzy Stuhr w jednym z ostatnich wywiadów wyznał „ Starość jest zapadaniem się w swoje myśli. W swoje przyjemności. I coraz mniej potrzebni mi są do tego ludzie.”( Swoje wzloty już przeżyłem. Rozmowa A. Pawlickiej z Jerzym Stuhrem, w; Newsweek, 8-14.04.2024, s.17.)A to także znaczy, że starość jest ze swej istoty wydarzeniem literackim, które można opisać w konwencji komedii lub w dramatu, ale nigdy nie obejmie się jej w całości. Na tym polega jej wielka tajemnica; starość otwiera i zamyka niekończącą się opowieść o człowieku, jego narodzinach, życiu i śmierci.
Z bliskich, znanych mi starszych osób ( od 70 do 99 lat)nigdy ani nie próbowała „ani czarować” swojej starości ani tym bardziej wyrzekać się jej na rzecz wiecznej młodości. Co nie znaczy, że wszyscy podchodzili do niej w ten sam sposób, chociażby ze względu na ich kondycję psychiczną i fizyczną oraz społeczne i kulturowe uwarunkowania. By rzecz bliżej skomentować, trzeba wprowadzić dwa kryteria; historyczne i charakterologiczne ( a więc pośrednio: społeczne i kulturowe).Zdzisław, babcia, ciocia Mania i ciocia Hela, Halinka, pani Jadwiga to pokolenie przedwojenne, Bożenka i Zosia były małymi dziewczynkami w okresie okupacji, Ania urodziła się kilka lat po wojnie. Starsze pokolenie nie miało problemu ze swoją tożsamością i wynikająca z nich możliwością wyboru. Do czego przyczyniła się edukacja i ich życiowe doświadczenie, w którym wybijała się kategoria pracy pojętej jako naturalny obowiązek człowieka. Dopóty to było możliwe starali się prowadzić na tyle aktywne życie, na ile warunki im na to pozwalały( marne emerytury w, PRLu nie rozpieszczały seniorów). Zwłaszcza panie dbały o podtrzymanie życia rodzinnego, zajmując się wnukami, zapraszając na uroczyste obiady. Babcia serwowała pyzy z pieczenią cielęcą, ciocia Mania (kiepska kucharka) zawsze tego samego, przesolonego Strogonowa, Halinka lubiła przygotowywać wytrwane potrawy, ale prawdziwą mistrzynią kuchni była ciocia Hela z Piastowa. Zawsze wystawiano w jej domu obiad trzydaniowy, często poprzedzony przystawkami i na najlepszej porcelanie. Jadło się nieśpieszno, dużo gawędziło, nigdy o polityce, raczej poruszano sprawy rodzinne i sąsiedzkie. Piło się domowe wina, likiery i nalewki, podane w karafkach. Była moda na kwas chlebowy i domowe piwo. Oczywiście część naczyń z serwisu ślubnego była lekko wyszczerbiona, a brakujące posrebrzane łyżeczki zastępowano metalowymi. Ciocia Mania, Babcia Franciszka, Helenka i Zdzisław mieli za sobą pracę zawodową w szkole, w instytucie, w radiu, w pracowni architektonicznej. Ciocia Mania otarła się o świat arystokracji, co miało swoje wymierne, rodzinne skutki. Ciocia przede wszystkim ceniła wykształcenie i dlatego popierała i finansowała edukację młodego pokolenia. Nazywałam Ją żartobliwie Rodzinnym Ministrem Oświaty i pamiętam jak już sędziwa Ciocia cieszyła się z mojego dyplomu ukończenia studiów wyższych. Wspomnieć też wypada o tym, że Ciocia wspomagała finansowo całą Rodzinę, co niektórzy niecnie wykorzystywali. To mały przyczynek do tego, jak młodzi ludzie oszukują seniorów , a rodzice chwalą córeczkę/synka , że jest taki zaradny. 11 letni kuzyn Cioci, syn jej podopiecznej miał zwyczaj wykręcać korki w Jej mieszkaniu, by je z powrotem wkręcać za opłatą. Jedni nazywali to zaradnością i sprytem, a inni po prostu naciąganiem i łajdactwem. Starsza siostrzenica Cioci sprytnie „wyciągała” od niej biżuterie, opowiadając łzawe historie o prześladujących ją chorobach. Na krytyczne uwagi, owa siostrzenica odpowiadała zawsze tak samo ”przecież jej to już niepotrzebne te złote pierścionki”. Ta dwuznaczność ocen była charakterystyczna nie tylko dla tego pokolenia, czemu towarzyszyły różne doświadczenia życiowe; np. handel w okresie okupacji. Ale problem był i jest głębszy, ten brak jednej formy , jednego kulturowego tworzywa, stylu czegoś, co pozwala każdemu określić siebie według standardów: barbarzyńca-obywatel, człowiek przyzwoity-łajdak oraz szlachetny ( wspaniałomyślny) i prostak. Stosowano inne kryteria: patriota-Polak katolik, zaradny i frajer oraz panisko i chłop ( czyli cham), tym samym preferując nie tzw. indywidualne i zbiorowe cnoty, ale pochodzenie, spryt i narodowość. Jednym ze źródeł takiej skali wartościowania (co najmniej immoralnych i niehumanitarnych) jest fakt, że Polacy dumni są z przegranych wojen i powstań. Że odnoszą się z pogardą do innych, małych państw, ani nie znając ich historii ani też nie wnikając w ich kulturę np. Czech, Litwy, Łotwy, Estonii czy Słowacji By nadać im rangę mitu narodowego należało z wad uczynić zalety, a przegranej nadać rangę zwycięstwa moralnego; a przede wszystkim walki te potraktować jako zryw narodowy, co oczywiście mija się z prawdą. W powstaniu warszawskim wzięło czynny udział 30 tys. ludzi, z czego co piaty był uzbrojony. A powstanie listopadowe..? Jeszcze gorzej, a skutki społeczne opłakane.
Czy praca zawodowa miała wpływ na życie Bliskich mi seniorów? Z tego okresu zostały znajomości, anegdoty i wspomnienia. Dla Zdzisława wszystko, co przeżył, czego doświadczył, co sobie zapamiętał było opowieścią o swojej pracy, podróżach, o znajomych, która z każdym dniem rozrastała się o kolejne dzisiaj. Halinka nie koncentrowała się na przeszłości, a przynajmniej nie zagłębiała się w niej, lubiła planować przyszłe wypady do Krościenka, do Jaworek. Zosia jeden raz w roku zapraszała swoich współpracowników, znajomych i rodzinę, by podjąć ich wyśmienitym obiadem, przygotowanym przez panią Galę. Zabawne były ciche podchody, jakie goście prowadzili ze sobą, walcząc o krzesło lub miejsce na kanapie. Nas było 23 osoby a siedzisk około 10/11, przy tym poszczególne dania napływały w dużych odstępach czasu. Trzeba było więc konsekwentnie okupować swoje miejsce. Ania miała wielki salon połączony z tarasem i wystarczająco dużo miejsca, by zaprosić swoich 20-stu znajomych z pracy. Wspominano, plotkowano, umawiano się na wspólne wakacje. Jedni żyli przeszłością, a inni jeszcze przyszłością zapisaną w kalendarzu; wizyta u dentysty, wieczór w filharmonii, kosmetyczka. Ciocia Hela, Mania i babcia nie były sentymentalne, za dużo w życiu doznały krzywd, by lamentować, sprawiały wrażenie starszych kobiet, które cieszyły się tym, co miały „tutaj i teraz”. Halinka pracowała prawie do 80-tego roku życia, wnosząc ze sobą dużo młodzieńczego zapału i starczego bałaganu. Tzw. komunikatorem wówczas było radio, nieliczni mieli aparaty telefoniczne, a kontakt z rodziną i sąsiadami był czymś oczywistym i naturalnym. Kiedy pojawiły się odbiorniki telewizyjne, korzystano z nich rzadko i z rozmysłem wybierano: np. Kobrę ( TTV), a i tak ciocia Hela siedziała zawsze z robótką w ręce, oglądając spektakl. A wiara, religijność? Zdzisław był zaprzysięgłym ateistą, ciocia Mania z kolei należała do niewiast bardzo pobożnych i właśnie dlatego krytycznie nastawionych do księży pouczających wszystkich z wyjątkiem..siebie. Zosia wraz ze zmianą władzy i pierwszymi objawami raka znalazła w sobie duże pokłady patriotyzmu i katolicyzmu. Dalej podróżowała, wykładała i prowadziła badania razem z matematykami. Wiara Halinki była bardzo osobista, skupiona i głęboka, a moja babcia nigdy nie afiszowała się ze swoją religijnością, podobnie jak ciocia Hela. Starsze pokolenie nie opuszczało progu swojego domu, żyli w świecie zamkniętym nawet wtedy, kiedy ruszali zagranicę nie zdejmowali domowych papuci. Wozili ze sobą słynne weki, a ich wiedza o życiu miała dla kolejnego pokolenia już tylko wymiar nostalgiczny, przecięty czarną, żałobną wstążką wojny. Zmieniały się warunki i formy życia, zindywidualizowały się i zróżnicowały. Młodsi dążyli do samodzielności, oderwania się od gniazd rodzinnych, od babcinych nauk i porad. Zosia i Bożenka układały swoje życie same; planowały, inwestowały i wybierały, bez zobowiązań rodzinnych. Zosi droga naukowa, szlaki wędrówek i przyjaźni prowadziły ją przez wszystkie kontynenty. Stan wojenny odciął Bożenie możliwości powrotu z Nowego Yorku i została tam, organizując sobie życie od nowa; praca ( pani sprzątająca w prywatnych domach), mieszkanie, grono znajomych. Zosia i Bożena układały swoje życie tak, by przyniosło im jak najwięcej satysfakcji indywidualnej, kulturowej i społecznej. Od lat 80 XX wieku życie społeczne przechodziło dwie rewolucje; tę prześnioną, o której pisał prof. Leder i Solidarnościową. Ania działała na tym polu w różnych okresach, w jej życiu gen kreatywności spotykał się z poczuciem głębokiej odpowiedzialności za los innych. Humor przeplatał się z pracą i pasją, bo Ania nie potrafiła z dystansem podchodzić do życia. Uprawiała różne sporty, wiele lat spędziła w USA i Meksyku, studiując i pracując naukowo. W domu zajmowała się dużym ogrodem, ale też gotowała, piekła, przyrządzała sałatki i przyjmowała znajomych. Był w niej głęboko zakorzeniony gen rodzinny obok równie silnej potrzeby samodzielności. Była perfekcjonistką w tym, co robiła i była lojalną żoną, przyjacielem i członkiem zespołów badawczych. Nie miała w sobie ani narcyzmu ani dobrze czy źle pojętego egoizmu, trudno też było o Ani myśleć jako o osobie starszej w kategoriach medycznych lub społecznych. Zapewne była publicznie odbierana jako starsza kobieta z trzech powodów: wyglądu ( zmarszczki i bruzdy wokół ust, Ania nie korzystała z zabiegów medycyny estetycznej), statusu zawodowego ( profesor) oraz domowego stylu życia ( ani kawiarnianego ani restauracyjnego). Jej małżeństwo studentki z profesorem o 20 kilka lat od niej starszym starczyło by na grubą książkę Przyglądając się w kaplicy cmentarnej dwóm, stojącym obok siebie urnom z prochami Napoleona i Ani, nikt ze znajomych nie mógł pogodzić się z takim absurdalnym końcem. Upragniona operacja zakończyła się sukcesem, ale w trakcie szpitalnej rehabilitacji wdała się sepsa ( tak sądzimy). Śmierć wszystkich pozostałych Bliskich, o których pisałam była konsekwencją chorób i wieku. Otarli się albo przeszli przez ciemny tunel tzw. pośredniej starości ( od 75 do 89 lat) lub późnej starości ( od 90 ), z wyjątkiem Ani ( 69 lat), która zatrzymała się pośrodku tzw. wczesnej starości ( 60-74). „ Każdy człowiek nosi w sobie całkowitą postać ludzkiego stanu” ( tyle cytat z Locke’a), warto dodać, że każdej z nich przypadł w udziale inny los. Tym samym historia o starości staje się historią o nas, żyjących tu i teraz i o przyszłych pokoleniach, słowem o ludziach. Jest więc ze swej natury humanistyczna i humanizująca w znaczeniu, jakie nadali temu pojęciu twórcy renesansu. Spróbujmy –idąc za radą poety-właśnie starość i starego człowieka potraktować jako punkt wyjścia dla współczesnej etyki. W czym się on ujawnia i dlaczego właśnie starość i jej doświadczenie nie tylko mówi najwięcej o nas samych, ale utożsamia się zarówno z nami jak i z tymi formami egzystencji, które przypadły nam w udziale? Z tej perspektywy można zobaczyć nie tylko, co w życiu jest ważne, ale również i to, co w nim jest konieczne, i nie chodzi tutaj o konkretne dobra, ale o postawę człowieka wobec siebie i innych. Chociaż pracuje się na nią całe dorosłe życie, to można ją stracić w jednej chwili pod wpływem choroby, nieszczęścia, straty najbliższych. Przypomina więc tragedię grecką, w której los decyduje o naszym położeniu. Nikt i nic nie daje nam gwarancji, że swoją postawą obronimy się przed upadkiem w biedę, w obłęd czy w samotność. A jednak to, co możemy zrobić ze sobą i swoim życiem, to usilnie zmieniać je na lepsze, pełniejsze. To banalne określenia, ale kryje się za nimi tajemnica przemijania i trwania wiążąca ze sobą indywidualny los człowieka z przeznaczeniem jednakowym dla wszystkich. Los i przeznaczenie stanowią ramy dla każdego: starego i młodego, ale linia życia prowadzi od końca ( który nie jest jeszcze ostateczny) do początku i tą drogą pójdziemy, podpierając się spisanymi żywotami innych. Czy jednak –wbrew wszystkim piętnom, skazom i ranom, jakie zadaje starość, można dopatrzeć się w niej czegoś niezwykłego, jakiegoś klucza czy lustra, bez których nigdy nie przeżyjemy w pełni losu ludzkiego? „Moim najcenniejszym skarbem, który w ciągu trzydziestu lat noszę i pomnażam, jest ukochanie życia i pokazywanie go w mojej twórczości od najdrobniejszych zdarzeń do największych zdarzeń w perspektywie drobnego szkła, które mam przed sobą.” ( J. Iwaszkiewicz, Przemówienie w;” Odrodzenie 1947, nr 32,s.1.)
2. Czy starość wszystko ci powie o sobie?
„Nie chciałbym jednak umrzeć nie powiedziawszy wszystkiego, co mam do powiedzenia, przynajmniej próbuję to powiedzieć.” ( C. Monet)
„ […] w dziele późnym spotykają się, a do pewnego stopnia nawet rozbrajają; tropy spełnienia, wyczerpania i przeznaczenia.” (J. Gutorow, W stronę stylu późnego, w; E.W. Said, O stylu późnym. Muzyka i literatura pod prąd, Ossolineum, Wrocław 2017, s.202)
„Dopiero niedawno, mając już skończonych lat siedemdziesiąt siedem , znalazłem się nad brzegami Newy.[…]Nie spodziewałem się , że mogę przeżyć coś podobnego jeszcze raz w tak późnym wieku.” , J. Iwaszkiewicz, Petesburg, PIW, Wraszawa 1981, s.5/6
W powyższym wyznaniu Moneta kryje się klucz do wiedzy, którego wszyscy poszukujemy, zwłaszcza wtedy kiedy już zbliżamy się do progu starości. Nabiera on znaczenia, gdy uwzględni się konkretne postawy ludzi, którzy dawno temu przekroczyli ów próg, Ich życie potwierdza przekonanie greckich mędrców o tym, że całe życie pracujemy na swoją starość pod warunkiem, że nie zabierze jej choroba lub jakieś tragiczne wydarzenie, które położy się cieniem na dalszym życiu. Choroba zamyka swoje ofiary w bólu i samotności, w beznadziejności i często upokarzającej zależności od innych. Zmienia się wtedy hierarchia wartości, i dla chorego lepsza jest zasłona niewiedzy i nieświadomości niż męka człowieka, który zna swoje położenie i niczego nie może w nim zmienić, bo leży np. sparaliżowany. Dla ciężko chorego, kiedy już nie ma nadziei na powrót do lepszego stanu, ciało staje się ważniejsze od najwspanialszych intelektualnych spekulacji, chwila wolna od bólu bardziej pożądana niż dobra duchowe. Z tej perspektywy można powiedzieć, że los decyduje o tym, jak i po co żyjemy; jednym pozwala tworzyć, pracować i dążyć do perfekcji a innych skazuje na powolne i bolesne konanie albo wędrowanie w głuchym i mrocznym labiryncie, z którego nie ma wyjścia. W starości zdarza się to częściej niż w innych okresach życia, stąd starość bardziej docenia –a przynajmniej powinna doceniać-wszystko to, co w życiu jest dobre, piękne i kruche-w swojej normalności, codzienności i zwyczajności. Przynajmniej tak o tym mówią ci, którzy podobnie jak Alosza Awdiejew znany, krakowski artysta Piwnicy pod Baranami, aktor, naukowiec ( emeryt. profesor)kończąc 80 lat deklarował, że w najbliższych latach chciałby” Niczego nie zmieniać. Utrzymać kondycję mentalną, czemu sprzyjają książki filozoficzne […] wciąż dbać o formę fizyczną, ćwicząc regularnie i pracując w ogrodzie [..] mogę sobie pozwolić na wariant slow.”( Alosza Andrejew. Szczęśliwy Rosjanin nad Wisłą, rozmawiał W. Krupiński, w; Kraków, nr10(182), Styczeń 2020, s.37.) Dalej pracować, dalej rozwijać się, dalej dbać o kondycję fizyczną, starość w tym przypadku oznacza większą troskę o siebie, a więc o to dzieło, jakim jesteśmy dla siebie. Prof. Awdiejew pracuje nad kolejną publikacją naukową i ta postawa jest jeszcze bardziej widoczna u sędziwego, bo 90 letniego Miłosza. Poety, profesora, eseisty, autora licznych prac z zakresu literatury, powieściopisarza, tłumacza. Pisał „ Pod dziewięćdziesiątkę i jeszcze z nadzieją,/ Że powiem, wypowiem, wykrztuszę” ( fr. wiersza Modlitwa).Miłosz był znany nie tylko ze swych niezwykłych zdolności, ale też i pracowitości, do tej pory powtarzane są anegdotki, jak znakomici krakowscy znajomi i przyjaciele Miłosza bali się jego pytań o sprawy i rzeczy najważniejsze, które wymagały najwyższych rejestrów wiedzy i inteligencji. A przecież w jego poezji, zwłaszcza w ostatnich latach do głosu dochodzi wielka, ludzka moc współczucia. Dla każdego , a więc również dla zapomnianych i zagubionych w historii jak i tych, którzy zostali pochowani na Skałce. Przypominam sobie spotkanie z innym emerytowanym profesorem, też związanym z Krakowem i Czesławem Miłoszem, o wielkich zasługach w dziedzinie filozofii i kultury. Profesor Stróżewski w trakcie swojego publicznego wystąpienia powołał się na dwie najwyższe wartości: na solidarność międzyludzką i współczucie. Dla poety współczucie oznacza więź z każdą formą przemijającego życia, dla filozofa oznacza ona przede wszystkim pewien rodzaj epifanii. Nie chodzi jednak o egzegezę poezji Noblisty, ale o to, że zmieniła się tonacja jego wierszy, pisanych w ostatnich latach. Mądrość nie zamyka się w nich jak w hermeneutycznym naczyniu, ona wciąż się kształtuje, nabiera znaczenia o te doświadczenia i przeżycia, które przychodzą wraz z wiekiem.” Az minęło.. Co minęło? Zycie./Teraz nie wstydzę się mojej przegranej/.
Starość pociąga za sobą nie tylko zmiany w stylu życia, w komunikacji, ale również prowadzi do jego przewartościowania i to w obrębie tych wartości, które wydawały się zawsze oczywiste. Chodzi o rzeczy, ludzi, wspomnienia, miasta, które kiedyś wydawały się cenne i bliskie, były częścią naszego życia, wyrażały je i ozdabiały. Powoli, z wiekiem oddalają się, tracą swoją egzystencjalną moc, powoli znikają, nastaje inna epoka, całkiem do poprzednich niepodobna. Ponieważ własna śmierć staje się częścią życia na wiele różnych sposobów: spisywanie testamentów, porządkowanie zdjęć w albumach, podróże sentymentalne „” Kiedy jedno z nas umrze, pojadę do Paryża”. Dla wielkich twórców „oddech śmierci” staje się elementem twórczym, określa i wyodrębnia ich dzieła ostatnie, te które kreślą „styl późny” tak charakterystyczny dla kompozytorów i pisarzy, poetów i malarzy, reżyserów tej miary co Viscontti czy Wajda. Zwłaszcza ostatnie lata twórczości Beethovena skupiają uwagę teoretyków i krytyków muzycznych ze względu na swoje śmiałe nowatorstwo przeniknięte „ duchem powrotu” do stylu poza epoki, zapomnianego i dawno porzuconego. To wyprzedzanie swoich czasów i zarazem zwrócenie się w stronę tego, co już dawno przeminęło, nie ma w sobie nic z mocy odzyskanego czasu. Jest to raczej efekt epifanii, widzenia związków pokrewieństwa między dwoma nieistniejącymi światami; tym który nadchodzi i tym, który został już dawno zapomniany. Starość obdarza wielkich artystów pewną sferą zrozumienia, które wyprowadza rzeczy, krajobrazy i ludzi z platońskiej jaskini, by przywrócić im pierwotne miejsce. Ale też ma się wówczas więcej miejsca dla innych, więcej wyrozumiałości i troski o złamane drzewo w parku, błąkającego się kota czy poidełka dla ptaków. Taka była Halinka czuła i wrażliwa, przy tym wymagająca od siebie zawsze za dużo i obciążającą się ponad miarę. Wylatując z Polski do córki znała już wyniki badań, ale na lotnisku serwowała nam herbatę z ciastkiem zamiast śmiertelnych pożegnań. To też przykład stylu późnego i twórczości złożonej z trzech podstawowych składników: osobowości, charakteru i tej dzielności, którą opiewali starożytni filozofowie. Pewnie Arystoteles nazwałby taką postawę pięknym człowieczeństwem i jest w nim zawarta szlachetność, która nie poddaje się rachunkom zdrowego rozsądku, wykracza poza wszelkie spekulacje, gry i interesy.
W późnym stylu zmianie ulega perspektywa oceny tego, co tu i teraz uchodzi za nowoczesne i dawne, dobre i złe, piękne i brzydkie, bo rozszerza się ich widzenie, rozumienie, przeżycie o nieskończoność. Zrozumieć to i dostrzec może tylko stary człowiek, ponieważ starość inaczej doświadcza życia, świata, sztuki. Co oczywiście ( Zdzisław by powiedział „naturalnie”, a Ciocia Mania użyłaby zapewne swojego ulubionego zwrotu” co się rozumie samo”) przekłada się na indywidualne teksty, kompozycje , obrazy które posiadają własną siatkę znaczeń i powiązań. Późny styl można rozpatrywać z różnych punktów widzenia, łącznie z życiem codziennym, podróżowaniem czy robieniem zakupów. Wtedy należałoby wprowadzić inne kryteria dotyczące przyzwyczajeń, nawyków, rytuałów a także zmian, wymuszonych przez liczne dolegliwości i zagrożenia jak i tych, które pojawiają wraz z nowym sposobem zagospodarowania czasu. Jeden z moich kolegów narzekał „ tata zawsze sobie obiecywał, że na emeryturze będzie zwiedzał muzea i galerie, a teraz głównie przesiaduje na kanapie, wpatrzony w telewizor. Mówi, że należy mu się odpoczynek”. Zdzisław żałował, że wszyscy jego znajomi i koledzy z pracy albo nie żyją albo nie są w stanie samodzielnie się poruszać po mieście. A on sam powoli tracił wzrok i zdolność chodzenia, musiał zadowolić się audiobookami i przy ich pomocy starał się przypomnieć sobie rosyjską literaturę klasyczną. Reprezentowaną przez dzieła Tołstoja, Turgieniewa, Czechowa i Gogola. Mówił, że ta czwórka genialnych pisarzy powiedziała wszystko o człowieku, dotknęła każdej jego struny i opowiedziała wszystkie historie. To było jego wielkie odkrycie, wynikające z własnych doświadczeń, pogłębionych o przeżycia bohaterów tych czterech wielkich twórców. Spróbuję je wyjaśnić, odwołując się do fr. tekstu z Dziennika Iwaszkiewicza „Zadziwiające wydarzenie[…] otóż nagle uprzytomniłem sobie owe nici wiążące pokolenia. […] Jak te nici przechodzą z epoki do epoki- co w Maćku ( wnuku- uzup. E.P.) jest ze Stanisława Lilpopa, promotora przemysłu polskiego, co z mojego ojca-Litwina? ;…] jak się owa rodzina kształtuje w przemianach społecznych i historycznych ostatnich pięćdziesięciu lat? Mój dziadek urodził się w roku 1812! […] to tak jakbym dotknął namacalnie owej przemiany czasów, resztek żyć ludzkich, które się tak w skromnej mierze opierają czasowi i przechodzą przez dziesiątki lat-zawsze ukazując jakieś nowe i niespodziewane aspekty. Narzeka człowiek na starość, ale tylko starość obdarza nas takimi doświadczeniami. W naszej kulturze uczuć-tylko starość potrafi dostrzec te sprawy i nagle odkrywają one przed nami nieskończone perspektywy wieków, rzuty trwania sięgające w nieskończoność. Bardzo cenne- przeżycie.”( zapis w Dzienniku, t.II, 26 grudnia 1955r
W przywołanym fragmencie zapisu z 26 grudnia, 1955 roku Iwaszkiewicz pisze o tym, z jakiego doświadczenia starości wypływa ten późny styl, który można odnaleźć w twórczości Beethovena, Rembranta, Moneta i innych wielkich artystów. Może tu tkwi odpowiedzieć na pytanie dlaczego Zdzisław zrozumiał czym jest los i przeznaczenie człowieka ( jego i innych) słuchając powieści tak genialnych pisarzy, jakimi są Tołstoj i Turgieniew, Czechow i Gogol. Starość obdarza nas odkrywaniem trwałości tego, co pozornie przeminęło, ale przecież trwa w jakieś niewidzialnej więzi łączącej tych, co odeszli z tymi, którzy żyją. Starość jest usytuowana między nimi i dlatego dostrzega znowu epifania) te nieskończone perspektywy „rzutujące w nieskończoność”. Wracamy więc do metafizycznego czy quasi religijnego doświadczenia wspólnoty które daje widzenie całości . Z niej wszyscy pochodzimy, by na starość odkryć „ jak daleko stąd i blisko” do nieskończoności.
3.Starość a pogoda ducha
Jest jeszcze inny wymiar starości, prawie zapomniany przez współczesną kulturę masową, a mianowicie zachowanie pogody ducha jak długo jest to możliwe. Już od starożytności rozwijając sztukę życia, filozofowie stoiccy czy epikurejczycy zalecali, by cieszyć się w starości pogodą ducha. A rozumiano przez nią albo mądrość życiową albo umiejętność cieszenia się z tego, na co człowiek ma wpływ, niezależnie od ograniczeń fizycznych. Przyjaźnią, pięknem natury, życzliwością ludzką, a więc tym wszystkim co wymaga pewnego nastawienia do życia, które stanowi przeciwieństwo lęków i strachu, zgorzknienia i lamentowania. Ciocia Hela podobnie jak i Zosia narzekały na tych krewnych, którzy nieustannie opowiadają o swoich chorobach, operacjach , bólach.. „Każdego w tym wieku coś boli, ale po to ma się rozum, żeby o tym wiedzieć i nie zanudzać innych.” Zosia jeszcze dodawała ; że tak się użalać nad sobą mogą tylko dzieci i ludzie o słabym charakterze. Babcia zawsze pytała nas o zdrowie i martwiła się naszymi przejściowymi dolegliwościami, kiedy pytałyśmy się z siostra dlaczego chodzi w kapciach po ulicy, odpowiadała ze śmiechem że zgubiła na balu nie jeden, ale dwa pantofle. W istocie miała chore, powykręcane palce u nóg i artretyzm. Dostałyśmy od niej stary, przedwojenny egzemplarz Pana Tadeusza wydany na papierze delikatnym jak aksamit. Nie ku pokrzepieniu serc, ale byśmy nauczyły się obcować z pięknem poezji. Jej muzyczną nutą, która łagodzi, uspakaja i zachwyca.
Jest wiele odmian pogody ducha związanych z wiekiem, z indywidualnym położeniem człowieka, z osobistą kulturą i z wrodzonym poczuciem humoru. W jednych formach pogody ducha jest więcej wyrzeczeń i dystansu niż radości płynącej z życia, w innych dominuje ta radość, witalność i ciekawość świata. Spokój, harmonia, dystans wobec losu, jaki przypadł nam w udziale. Za tymi postawami kryje się mądrość praktyczna, którą starożytni tak cenili, a prowadzą do niej dwie drogi: wychowanie i ćwiczenia. Dzisiaj o pogodzie ducha piszą psychologowie, w licznych poradnikach można przeczytać, jak ją nabyć; by długo i dobrze żyć w przyjaźni ze sobą i ze światem. Nie podejmuje się ani egzegezy egzystencjalnej ani metafizycznej, z wyjątkiem tych etyków, którzy zainteresowani są nastrojem, nawiązując do lęku i strachu opisanych przez Heideggera jako kategorii egzystencjalnych. Nastrój wypływa ze sposobu, w jaki odnosimy się do swojego bycia. Heidegger, pisze że bycie nastrojonym zabarwia nasz stosunek do siebie, do swojego egzystencjalnego położenia, które „Jest […] ono egzystencjalnym podstawowym rodzajem jednakowo pierwotnej otwartości świata, współjestestwa i egzystencji, jako że ta z istoty jest byciem-w świecie.” ( M.Heidegger, , Bycie i czas, przełożył B. Baran, Wydaw. Nauk. PAN, Warszawa 1994, s. 195). Pogoda ducha wypływa właśnie z tego szczególnego rodzaju odnoszenia się do siebie i do innych, który nie polega na konwenansach towarzyskich czy kulturowych, ale na sposobie, w jaki człowiek przeżywa siebie, swoje istnienie. Jest więc rzeczą naturalną, że na te nastroje wpływ mają czynniki zewnętrzne i wewnętrzne, a wśród nich czas i świadomość przemijania odgrywają zasadniczą rolę. Pogoda ducha, która pojawia się w starości zasługuje na miano serenite i jest najbardziej subtelnym nastrojem odnoszenia się do siebie i swojego losu.
Czym jest owo serenite: uspokojeniem, uśmierzeniem, pogodzeniem się, wynikającym z rezygnacji ,ze świadomości, że nigdy nie poznamy czy nasze życie miało sens i jaki?. Serenite jest spokojem i rezygnacją, uśmierzeniem i rozpogodzeniem – jest tym wszystkim będąc wiedzą negatywną ( wiem, że nie wiem). Jest zgodą, która wypływa z przekonania, że cokolwiek się w naszym życiu zdarzyło dobrego lub złego, to nasz w tym udział był znikomy. Srenite to pożegnanie z życiem, a właściwie ze złudą, że znajdziemy w nim jakieś przesłanie metafizyczne, jakąś wyższą formę oświecenia. Wyrzeczenie się i ogołocenie ze złudzeń, które przecież są tak naturalną potrzebą człowieka. Uwolnienie się od niej prowadzi też do niezwykłej konstatacji, że w istocie wiedza ta nie jest najważniejsza wobec samego nastroju, wobec serenite. Dotykamy tutaj drugiej ważniejszej „prawdy” o, pogodzie ducha, która może stać się kolejnym złudzeniem, może stać się osobistym mitem „ To uspokojenie, ten przepiękny pejzaż i ten znakomity komfort są dla mnie koszmarem to i spać nie daje.” Przypominają się osławione szwajcarskie sanatoria, pensjonaty i domy spokojnej starości, gdzie majętni, starsi ludzie w komforcie i luksusie spędzają miło i kulturalnie czas; pod opieką wybitnych specjalistów. Tutaj pogoda ducha jest poniekąd wpisana w obowiązujące menu i wraz z jego zmianą ulega unicestwieniu. Serenite jest zarówno postawą wobec siebie, swojego życia jak i jego egzystencjalną ekspresją. Pojawia się w tym momencie życia, kiedy nie można – mimo ponawianych prób-podporządkować własnego życia jakieś jednej prawdzie, jednemu celowi czy idei a zarazem przeczucie śmierci staje się coraz bardziej odczuwane. Pogodzenie się z takim przemijającym życiem jest zarazem akceptacją bliskiej śmierci. Korzystając z języka Heideggera, który został już tutaj przywołany, serenite jest nastrojem pojawiającym się między lękiem i trwogą, nie sprowadza się do nich ani też z nimi nie utożsamia. się z nimi. Serenite to także gest czułości wobec kruchości istnienia, niepowtarzalności i odrębności historii każdej formy życia, cierpień , które je dotyka.” Czułość dostrzega między nami więzi, podobieństwa […],.”( fr. z mowy Noblowskiej Olgi Tokarczuk)
„Nocami, leżąc w łóżku, myślę sobie , że za parę dni tygodni czy za parę miesięcy zamkną mnie w pudełku i wyniosą precz, a ja nie wiem i nie będę wiedział, co to wszystko znaczy: niebo gwiaździste nade i mną i prawo moralne we mnie. I nawet nie mam komu, o tym powiedzieć”. Znowu cytat z Iwaszkiewicza, tym razem jego opowiadania „Serenite”, sięgam po tego mistrza małych form, ze zdumieniem odkrywając w nim przewodnika i nauczyciela po szlakach starości. Serenite nie pokonuje lęku i trwogi, one wciąż czyhają, gromadzą się „za drzwiami”. Starzec siedzi w środku pokoju, ale czuje ich obecność, wie, że są już w nim, ale przyjmuje to ze spokojem. Ta późna forma pogody ducha jest zwiastunem tego, co tak aforystycznie wyraził Iwaszkiwicz „[…][zapomina się o jednym, że śmierci zaprzeczyć nie można, że jest to jedyna rzecz, jaką człowiek posiada, jedyna wartość człowieka. A zbawić świata i człowieka nie trzeba, śmierć wszystko wybawia”.( I. Iwaszkiewicz, Serenite, w Ogrody, Czytelnik, Warszawa 1974, s.123/124. Wszystkie cytaty z opowiadania Serenite pochodzą z tego wydania).
Ciocia Mania –jak głosi rodzinna opowieść-miała 89 lat i czekała na śmierć siedząc na krześle, by nie zabrudzić pościeli, którą przeznaczyła dla ubogich. Moja babcia Frania umierała w obecności córki, która trzymała Ją za rękę, na przemian modląc się i szepcząc jakieś zaklęcia. Po udanej operacji Ania wybierała się do domu pełna optymizmu, jeszcze w szpitalu chciała nauczyć się chodzić z nową protezą. Zosia zawsze chciała umrzeć w ruchu, między jedną a drugą podróżą, wykładem, telefonem. i tak się stało. Bożenka to z jedna z pierwszych ofiar COVIDu. Zdzisław miał już 99 lat, z trudem się poruszał i z jeszcze większym trudem próbował żyć samodzielnie. Dopadała go starcza demencja, gwałtownie, bez litości pozbawiła go wszystkiego. Jeszcze się bronił, miotał, próbował zdemolować kuchnię, parząc sobie ręce i twarz. Mówiono, że i tak dożył sędziwego wieku, za co należy Bogu dziękować. On sam cieszył się zawczasu, że zdążył kiedyś wykupić grób na Powązkach, blisko Alei Zasłużonych. Pani Jadwiga ze Klarysewskiej pamiętnej, mroźnej zimy, złamała sobie nogę i leżąc w szpitalu powoli odchodziła. Skarżyła się, że wśród innych chorych czuje się stara i bezsilna, bez swoich koni i barwnych opowieści o tułaczce powojennej.
4. Czy starość nie udała się Panu Bogu?
„Oni są już tym niczym, snem, jasną smugą , podczas gdy mnie się wydaje , że „jestem”, że „ czuję”, że „tworzę”. I nie wiem, kto mnie przyjmie na swoje łono: nicość, materia czy Bóg? ( Iwaszkiewicz, Serenite, s.124).
Bycie ku śmierci otwiera przed człowiekiem, jego nastrojami, świadomością, postępującą degradacją cielesną i fizyczną metafizykę, z jej wiecznymi pytaniami i naiwnymi odpowiedziami. W pytaniach, wątpliwościach pojawia się cały rejestr możliwych dróg, przyczółków, zakamarków. Możemy się tam znaleźć bez naszej wiedzy, bez zgody, bez jakiejkolwiek alternatywy, często ubezwłasnowolnieni, z plastikową torbą, w której mieści się całe nasze życie, z jego materialnym i duchowym dorobkiem. Szpital, zakłady opiekuńcze, domy seniora to czarne dziury , wrzuceni do nich staruszkowie znikają ze świata. A przedtem gehenna bólu, cierpienia, zdanie się na łaskę opiekunów czy rodziny, kiedy nie ma nadziei na odzyskanie sił czy sprawności. Kiedy zawodzi wzrok, słuch, smak, nie cieszy ani książka ani wirtuozeria Goulda i grane przez niego fugi Bacha. Nie ma też dobrych snów, ani podróży, wizyty meczą, są za to stosy lekarstw i kartek z informacja, kiedy i w jakiej ilości należy je zażywać. Stroje wiszą w szafie nieużywane od lat, piżama zastępuję suknię lub garnitur, a fotografie kontakt z bliskimi. Tylko kto jest na tym zdjęciu, mama czy jej siostra?” Oni są już tym niczym, snem, jasna smugą..”z czasem przestaje się szukać okularów, aparatu czy protezy..przestaje się przeglądać w lustrze i rejestrować czas czy daty. Taki postój w nieznanej miejscowości, gdzie któregoś dnia ktoś się znalazł z torbą plastykową, bez dowodu i paszportu. Na chwilę czy na kilka lat, to w sumie nie ma znaczenia. Jeszcze wydaje mu się, że jest, że czuje, że tworzy własne życie, ale w istocie nie jest to takie pewne, bo stracił wszelkie dowody swojej tożsamości. Jest po prostu starym człowiekiem i nikogo nie interesuje, co myśli, co czuje i co chce robić. On sam szybko zapomina, że miał posprzątać ze stołu, a jeśli nawet pamięta to odłoży to do jutra. Nie ma siły, bo „ Starość to bardzo ciężka rzecz. Nie uwierzy pani, jak ciężko jest staremu ubierać się z rana i rozbierać wieczorem, układać się do snu, a z jakim strachem patrzy na najwygodniejszą nawet poduszkę. Ale starość powinna być spokojem, zapomnieniem, myślą o tych wszystkich, którzy pozostali wiecznie młodzi.[…]. I wszystko, co pozornie przepadło, istnieje we mnie i mogę się oprzeć o te pnie we śnie, słuchać tych dźwięków przez sen.” ( Serenite, s.120/121)
Starość, jeśli się jej dożyje, zamyka koło żywota wraz ze wszystkim, co się zdarzyło i co miało się zdarzyć w jednym, odrębnym życiu. Jest tym stanem, w którym to ”co przepadło, istnieje we mnie”i niezależnie od tego, czy jestem tego świadomy, moje życie wciąż trwa na innej planecie. Panują tam inne prawa i zasady, a starość nie jest w niej zwiastunem mądrości ani ludzkiej nędzy, ale nowego gatunku. Kiedyś byli po prostu ludźmi, teraz są istotami zamieszkującymi tą planetę, mają inną skórę podatną na bruzdy i wypryski oraz inne, schorowane organizmy, inaczej się poruszają ,odczuwają i myślą. Mają przed sobą nieskończony horyzont a za sobą kurczący się skrawek wysepki, którą opuścili dawno/ niedawno, bo i czas uległ zmianie; stoi w miejscu albo goni do przodu albo jednocześnie stoi i goni. Na tej planecie psy i koty, drzewa i owady, kwiaty i zwierzęta, chmury i woda tworzą jeden świat, w którym życie krąży między różnymi jej mieszkańcami. Planeta Urania jest wszędzie tam, gdzie dobrnęli staruszkowie; w ich mieszkaniach, w szpitalach, w domach opieki..Nie określa ją przestrzeń, tylko sposób istnienia. Kim są ci staruszkowie-istoty zebrane na planecie Uranii? Strażnikami własnej przeszłości, ofiarami życia czy mędrcami, którzy niczego co prawda nie napisali, ale przeżyli wszystko to, co najważniejsze? Jak zwykle to poeta potrafi mówić o sprawach błahych i tych, które wymykają się pospolitej mowie:
„Uranio, sosno. Siostro
[……]
Uranio, muzo dnia ostatecznego,
Bogini Końca, bogini trwałości
Zniszczeń bogini i wszystkiego złego
Stójże na straży domu i nicości.
Wezwij mnie w swoje grzywy, ty szalona
Wyszarp mi ręce, co już nie wyrosną
Pogrzeb mnie, ratuj , daj swoje korony,
Bym także był Uranią, nicością i sosną,
( J. Iwaszkiewicz, fr. wiersza Urania)
Dopiero z planety Uranii widać piękno świata i jego niezniszczalność ( „ Świat będzie zawsze piękny, Ludko. I beze mnie”-fr. wiersza Jarosława Iwaszkiewicza” Do Prawnuczki”. Starość to początek i koniec naszej wędrówki, w której nic nie jest takie jakie było, czy raczej zdawała się, że jest. Bo zegary były poprzekręcane na inne godziny-nie na wieczność, a przestrzeń sama się skracała-by nie zahaczyć o nieskończoność. Dopiero starość doświadcza tej ukrytej, metafizycznej struktury świata, zupełnie niezależnej od wszystkiego, co kiedyś było naszym życiem. Ale dotarcie do tych źródeł bywa nadmiernie kosztowne, bolesne, męczące i wtedy już staruszkowie nie mają sił, by zagłębić się w żywot Uranii, w jej rozległe krajobrazy, szumiące gaje, pachnące łąki. Trzeba w życiu pokochać poezję i muzykę, by to wszystko, co oferuje Urania przeżyć i doświadczyć serenite. Wszystko przecież jednocześnie się rodzi i umiera, a więc i śmierć się rodzi, w każdej chwili naszego życia. Jeśli więc Bogu nie udała się starość, to nie udało się również życie. Ale jakie życie, czyje i dlaczego??? Mój siostrzeniec od kilku lat przebywa w domach opieki ZOLu, ma 50 lat i jest w pełni niesamodzielny; tzn. że jest skazany do końca życia na opiekę ze strony innych, nawet karmienie go staje się wyzwaniem dla personelu. Wie, że jedyne co mu pozostało to ”zdychać” ( jego słowa) bez nadziei na poprawę. Pozostaje tylko prośba- apel do odwiedzjących „ zabijcie mnie”. Stan pozostałych chorych jest podobny, z czasem tracą chęć do podtrzymania jakiejkolwiek aktywności. W obliczu takiego nieszczęścia nie zawsze narzekanie na starość ma swoje uzasadnienie, dla wielu jest to czas pełnego dojrzewania do człowieka, którego nosimy w sobie. To późno dzieło powstaje całe życie, ale dopiero na starość ujawnia się w pełni. Zmarszczki, pochylona sylwetka, proteza i laska to tylko zmieniające się i wtórne rekwizyty starości, w istocie w wieku późnym najważniejszy staje się człowiek.
Moja babcia zawsze powtarzała, że życie jest śpiewem, raz wesołym raz smutnym a czasami jest to pieśń bez słów. Cisza. W tej ciszy słychać bicie serca ( scena- stoję oparta o futrynę drzwi pokoju, lekarz trzyma leżącą mamę za rękę i szepcze „ serduszko jeszcze bije , ale coraz słabiej”. Mama patrzy się wprost, w okno, w nieskończoność. Co widzi i czy jeszcze widzi? Nigdy się nie dowiem, będąc po tej stronie życia. Wspomina Szymon Piotrowski ostatnie chwile życia Iwaszkiewicza „ On był w stanie półprzytomnym i przez cały czas bardzo intensywnie wpatrywał się w okno. Tak jakby w tym oknie widział coś, czego ja nie mogłem zobaczyć, jak gdyby ktoś do niego przychodził” J. Romaniuk, Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza, t.2, Iskry, Warszawa 2017, s.641,) Na planecie Uranii moi Bliscy mają swoje miejsca, z których patrzą się na siebie, na swoje życie nie oddalając się od tego, co już znają, co czyni ich szczęśliwymi na miarę serenite; Halinka wpina się na Wysoką, szczęśliwy Zdzisław w swojej Wołdze, kupionej od poety Broniewskiego jedzie do Budapesztu, Babcia na Filtrowej, w swoim małym mieszkanku smaży placki kartoflane dla córki i wnuczek, ciocia Mania śpieszy się na mszę poranną, a ciocia Hela karmi kaczki i kury w ogrodzonej dla nich części ogrodu w Piastowie, Zosia szykuje się na kolejną wyprawę do Kambodży, a może Birmy? Bożenka pomaga koleżance wieszać obrazy w nowo otwartej galerii na Powiślu, a Ania przygotowuje wykłady z myślą o nowym roku akademickim. Pani Jadwiga obstawia „pewniaka” na wyścigach. Tutejsze zegary nie odmierzają czasu, nie istnieją też pory roku, to co tam się robi albo nie robi jest tylko opowieścią, odległym i zacierającym się wspomnieniem, ale wciąż jedynym, który pozwala zachować na Uranii swoją tożsamość. Czyli myśleć, marzyć, wyobrażać sobie i czuć! Poza wolnością wyboru i poza koniecznością.
Starożytni rozprawiali o trzech drogach wtajemniczenia, które prowadziły przez oczyszczenie ( krąg fałszywej wiedzy i złych nawyków, przyzwyczajeń), krąg oświecenia ( wiedza dana w pojęciach) i krąg zjednoczenia z ideą, prawdą czy Bogiem ( czyli wszystkim).Urania to właśnie obszar oświecenia, położona między oczyszczeniem a zjednoczeniem, gdzie poznanie rzutuje na sposób istnienia, a istnienie staje się źródłem poznania. Wielość istnień pociąga za sobą wielość rodzajów poznania; poznaje się uczuciem, rozumem, intuicją i wyobraźnią. Układają się one w stosunku do siebie, raz tworząc złożoną całość, a za drugim razem nieprzechodni ciąg odrębnych rejestrów nastrojów, wiedzy, odczuć i obrazów. Podróż do Uranii jak-każda podróż-powinna być długa i niespieszna-taką jest podróż do starości, która zanim odkryje przed przybyszem serenite, stawia mu twarde wymagania. Życie powinno być pracowite, uważne i czułe, podpierać się poezją i ta muzyką .Poezja starości i muzyka starości już nie bawi, nie relaksuje, ale prowadzi na szlaki nieskończoności, nie odpowiada na pytania, bo na tej drodze są one zbędne. Poezja i muzyka ( jako emanacje słowa –zob. I.Kania, Czy możliwa jest uniwersalna filozofia muzyki?, Austeria, Kraków 2024), tworzą tę duchową przestrzeń dzieł wiecznych, których obecność w życiu starego człowieka staje się źródłem serenite.
„ To nie śmierć. To mocne jak starka
Życie pachnące ziemią jak wiosenna łąka
Spójrz! Jeszcze dobra ciocia Parka
Ostatni złoty orzech wyciągnęła z worka.” (J . Iwaszkiewicz, fr. wiersza, Ach jeszcze nie wszystko, mój kochany chłopcze )