(Komentarz wstępny: w  tym tekście odwołuję się  tylko do  kilku poetów i do kilku utworów, nie roszcząc sobie pretensji do wyczerpania tematu w jakimkolwiek jego aspekcie)

Poeci posiadają dar  otwierania w słowach tych stanów i uczuć, które zwykle wymykają się , giną, rozpraszają się w naszej codzienności. Mówimy o wielkich poetach i wielkiej poezji i o wielkich sprawach. Egzystencjalnych, duchowych, doświadczanych w różnych rejestrach bólu, radości, samotności i solidarności  w różnym czasie. Starość traktuje się jako pewien status bycia, ale też jako pewien sposób przeżywania siebie i świata według kapryśnej aury pamięci. Można to czynić jak Rembrandt, studiując każdą fałdę i zmarszczkę na twarzy, które układają  się w  jakiś  nowy pejzaż świata  wewnętrznego. Można też potrząsać pamięcią jak sakwą, by wyłuskać z niej jakieś znaczące momenty, coś, co zostanie, a przynajmniej  daje nadzieję, że przeszłość nie odejdzie. Zostanie razem z niedokończonym listem, laską porzuconą w korytarzu czy fotelem, który stał się ostatnią przystanią. Poeci dotykają wszystkich czułych i bolących miejsc starości: znikania i odchodzenia, samotności i trwogi, braku  odbicia czasu , światła oddechu”, ciszy, która nastaje po latach zgiełku/niepotrzebnych pytań/i odpowiedzi/otoczyła mnie cisza”  „Rachunek/ w powijakach starości”/( T. Różewicz, Zwierciadło; z Wierszy nowych) zawsze jest niekorzystny, bo przecież starość to swoiste odwrócenie młodości; kiedy wszystko można, wszystko jest możliwe, a nic nie jest jeszcze skończone, pożegnane. Stary człowiek bywa dla innych niewidzialny, dlatego kiedy „ upadł w błoto i  śnieg, wstaje przepraszając”. Za co przeprasza? Ze jeszcze żyje, co sprawia innym ambaras, muszą zatrzymać się w biegu, pochylić, podać rękę leżącemu. Uśmiecha się więc  przepraszająco, zapewnia że  czuje się  dobrze  i  znika najszybciej jak potrafi ze swoim obolałym ciałem. „Stary człowiek nie straszy nikogo własną śmiercią, nie dzieli się z nikim swoją rozpaczą i nie skarży się, że wszystko było dla niego dopiero za wcześnie, a potem za późno. Fakt, że wszyscy, łącznie z tymi młodymi  beztrosko się  śmiejącymi, też umrą i też będą żyli pod pręgieżem czasu i rozpaczy, nie jest ani pociechą ani świadectwem. Śmierć to zawsze doświadczenie osobiste, już nie jest przygodą, ale ostatecznym wyrokiem. Może dlatego „ Pamięć starego człowieka jest pamięcią ludzkości.”( J. Hartwig, Stary człowiek upadł w błoto, w: Inna wyspa)

Starość okazjonalnie  bywa celebrowana, wszak wszyscy lubimy jubileusze, spotkania ze świadkami odległych wydarzeń, wywiady z sędziwymi twórcami  kultury i nauki.” [..] przyjdzie telewizja, skierują na mnie lampy/ będzie mi bardzo gorąco, ale będę się uśmiechać/ Potem wszyscy sobie pójdą /…/wepchną mój fotel do kąta i zdrzemnę się tam spokojnie”/ .( J. Hartwig, Pożegnanie, w: Inna wyspa) W tej historii wszystko układa się na miarę praw natury, o ile młodzi nie rozumieją starości ( i dzięki Bogu) o tyle starzy już jej nie doświadczają, żyją w swoim świecie, drepczą swoimi ścieżkami i widzą przed sobą horyzont, który kurczy się coraz bardziej  Mijają sąsiadów, znajomych i rodzinę, czasami „ Stary człowiek, pogodny, lubiany przez sąsiadów, pozdrawia przechodniów, zazdroszcząc im niewinności./Czyli tego, co mają –myśli-bo nie byli poddani próbie).” (Cz. Miłosz, Emeryt, w; Na brzegu rzeki, 1994).)  Starość, ta widziana przez poetów i przeżywana na co dzień, nie zamyka się tylko w bólu, w lamentach, w pożegnaniach, jest w niej obecny los każdego człowieka -od początku do końca i czułość do świata, który daje  nam wszystkim schronienie. Być może, że w tej jedności tkwi prawda o życiu i w niej należy szukać nas samych. Starość ujawnia;  kim jesteśmy w swej niewinności, a przesłanie to najlepiej i najgłębiej odczytują poeci, ponieważ sami siebie poddali  próbie.