Zacięta, pomarszczona twarz, złośliwa i uparta, skora do kłótni, bywa, że agresywna. Często tzw. polityka rekompensuje jej pustkę w życiu, samotność, bóle reumatyczne i  ograniczone finanse, a z kranu już od miesiąca kapie woda. Zięć obiecał wpaść i naprawić, ale wciąż zapomina albo nie ma czasu. A lawinowo pojawiają się wciąż nowe rachunki; wzrasta czynsz, dopłata za ciepłą wodę i  za centralne ogrzewanie. Boi się, że jej nie starczy na wszystko, że wyrzucą ją z mieszkaniu i skończy w jakimś domu opieki społecznej. A przecież tutaj   osiedlili się z Romusiem 45 lat temu, byli tacy młodzi i biedni. Jak wszyscy naokoło, na wersalkę to zbierali przez rok, bo mąż najpierw pracował na budowie, a później jak mu coś pękło w krzyżu to był tam za stróża. Ona wychowywała trójkę dzieci, a  najmłodsze trzeba było  nosić wciąż na rękach, bo jak nie zapalenie płuc to koklusz. Może przez to ma teraz takie opuchnięte nogi  i każde buty ją cisną. Ubiera się od lat w tzw. bazarowe ciuchy jak jej wszystkie sąsiadki. W domu żadnych luksusów tylko telewizor z dużym ekranem, co to jeszcze córka z zięciem kupili jak u niej razem zamieszkali. Nigdy nie interesowała się polityką, bo po co? Nigdy nie myślała o jakieś szkole, czy o kursach, nie było na to czasu.  Za Gierka trochę się im poprawiło, bo zaczęła jeździć do Niemiec, na handel. Razem z sąsiadkami śmiały się, nazywając te wyprawy „międzynarodową wymianą towarów”. A potem to już jakoś szło, jeździła do rodziny męża na wieś i kupowała tam mięso i nabiał, a potem sprzedawała zamożniejszym sąsiadom. Mieli też działkę, własne owoce i warzywa, część z nich też szła na handel, mogli więc z Romusiem pomóc dzieciom. Najstarsza mieszkała na stancji w Krakowie, bo nie było miejsca w akademiku. Jak chorował maż to wydała wszystkie oszczędności na lekarzy i bioenergetyków, bo w tym czasie ludzie wierzyli w „uzdrawiające ręce”. Nie pomogło, biedak męczył się jeszcze ze dwa lata zanim zmarł. Pierwszy raz była sama ze wszystkimi kłopotami, a czasy były coraz cięższe, dzieci się rozjechały i tyle z ich nauki. To sąsiadka zachęciła ją do słuchania najbardziej znanego katolickiego radia, modlitwa, jasne przesłanie, silne poczucie wspólnoty. Siedziała przy łóżku, piła swoją ziołową herbatkę i miała wrażenie, że nie jest sama, że ktoś o niej pamięta, za nią i z nią się modli. Kiedy dzieci przyjeżdżały na święta to odkryły, że mama  zawzięcie  politykuje, osądzając  kto jest dobry, a kto zły, kto jest patriotą a kto zdrajcą, kto  jest, uczciwy, a kto jest złodziejem. A skąd mama to wszystko wie? A z radia, a  tam tylko prawdę mówią. Jak się zaczynali śmiać i mówić o moherowych beretach, to mama wpadała w złość i wyzywała ich od antychrystów. Więc milczeli dla świętego spokoju i wstyd im było przed dziećmi wywoływać awantury. Wystarczyło, że  zbliżały się kolejne wybory do sejmu i senatu, a już babcia zaczynała swoją rodzinną kampanię. W ten sposób ratowała najbliższych od zdrady, kraj od zagłady, a siebie od poniewierki, jaka czekać ją mogła  w domu opieki.  Zięć mówi, że teściowa  zgłupiała na stare lata, córka ubolewa, że mama nie potrafi znaleźć sobie jakiegoś rozwijającego  zajęcia. Jak na przykład lekcji rysunków albo lekcji angielskiego dla seniorów. „ To przecież prosta baba, a ty byś chciała   z niej zrobić  wytworną damę!- drwił sobie zięć

Pointa jest prosta, chociaż banalna: ludzie starsi potrzebują  społecznego uznania i troski, jeśli ich nie znajdują wśród najbliższych, szukają po omacku. To nie jest kwestia ambicji czy „roszczeniowości”,  ale elementarnej, psychicznej potrzeby bycia kimś dla kogoś. Dzisiaj chętnie sięga się po „starość” dla celów konsumenckich, dla  interesów politycznych i dla budowania barykad przeciwko onym, tamtym, innym. Baby ulegną, bo jak  wspominał poeta, są ładnie kuszone, a damy?