Powieść kryminalna; fikcyjny przewodnik po naszym ludzkim świecie
Profil mordercy. Dlaczego upadłeś?
Kto walczy z potworami, niech uważa, by sam się nie stał potworem. Bo gdy długo spoglądasz w otchłań, otchłań spogląda na ciebie. Fryderyk Nietzsche
Żyłem już dość długo- i liść życia
Zaczyna więdnąć, żółknąć. A nie dla mnie
To, co jest zwykłą osłodą starości:
Szacunek, miłość, posłuch, tłum przyjaciół:
Moim udziałem-przekleństwa mruczane
Pod nosem, skryta, głęboka nienawiść,
Hołdy służalców; powietrze, którego
Nieszczęsne serce chciałoby się wyrzec,
Lecz musi nim oddychać.”
( Makbet, przeł. S. Barańczak, akt V, scena trzecia, s.130)
W powieściach kryminalnych spotykamy się z wymyślonymi, fikcyjnymi postaciami morderców, opisami ich ofiar, detektywów i komisarzy. Fabuła polega na inteligentnej, błyskotliwej grze, jaką prowadzą ze sobą morderca ze śledczym albo na swoistej dynamice akcji, w której musi się bardzo dużo dziać. Czytelnik do powieści kryminalnej ma ten sam stosunek, co do serialu detektywistycznego; zbrodnia ma być perfidna, zbrodniarze wyrafinowani a przy tym wszystkie ważne postacie powinny być konkretne, wyraziste i intrygujące. Ważne jest też tło: egzotyczne miejsca, zamknięte enklawy bogaczy lub świat mafii, przeplatane znanymi miastami, wydarzeniami, kulinariami. Rzeczywistość ta zostaje przekształcona na miarę potrzeb fabuły, przypomina więc reklamy czy zdjęcia z kolorowych magazynów. Według najnowszych standardów kryminał powinien wciągać i zaskakiwać, bawić opowieściami o coraz to bardziej mrocznych i zawiłych zbrodniach. Ukrywać tajemnice, sekrety, prowadzić przez zakamarki, odbijać teatr luster, w których zły wygląda na dobrego, dobry na złego, gdzie nic nie jest takie, jakie wydaje się być. Łączyć rozrywkę z rozpoznawalną rzeczywistością, sprowadzoną do roli ukrytego narratora. Swoją popularność kryminał zawdzięcza nie tylko ekscytującym opowiadaniem o zbrodni, zbrodniarzu i komisarzu, ale przede wszystkim niekończącym się eksperymentom formy, stylistyki i treści. Czasami kryminały zaskakują inteligentną grą wyobraźni i logiki, czasami sprowadzają się do bzdurnej historii, ale opisanej z humorem. Na ogół jednak reprezentują raczej tandetą rozrywkę i zaliczają się do lektur, „ jednorazowego użytku”. W której rywalizują ze sobą dwie konwencje; gotycki horror i melodramatyczna fabuła.[1] Co sprzyja ich popularności i zachęca kolejne rzesze autorów do pisania kryminałów według kilku, sprawdzonych schematów. Sekret czytelnictwa tej literatury rozrywkowej polega na tym, że „Tandetę łatwo się konsumuje i równie łatwo wydala. A z Dziełem jest trudniej. Uwiera, niepokoi, każe przeżywać, przemyśleć, może się zaśmiać, może zapłakać.”[2] Czytając taką opinię, można zacząć dyskusję na temat tego, czym jest tandeta i czy podlega ona jakimś ostrym kryteriom, ale chyba nie ma potrzeby. Masowym gustom tak długo wmawiano, że są one dla siebie wystarczającym kryteriom, że dzisiaj trudno powoływać się na głosy krytyków literackich. Nie warto więc licytować się, która z powieści „niepokoi i uwiera”:, a który z kryminałów nadaje się do łatwej i szybkiej konsumpcji. Jest ich tak wiele, że nawet bardzo staranny przegląd zeszłorocznych tytułów nie byłby pod tym względem wiarygodny. Kryminały przypominają kroniki naszych czasów, kreślą mapy miast, tajemniczych miasteczek, osnutych mgłami zapomnienia, odtwarzają nasze słowniki, opisują wnętrza mieszkań, kawiarni lub pokoi hotelowych. Dzięki temu stają fragmentarycznym zapisem naszego życia, naszych udręk i radości, nawiązujących do wyobraźni społecznej i jej przekazów kulturowych. Kryminały, jeśli nawet aspirują do nowoczesnych powieści obyczajowo-psychologicznych, to muszą w jakiś sposób nawiązać do zbrodni, jej sprawców i tych, którzy w świetle prawa zobowiązani są do ich ściągania. Ten rodzaj „opakowania” może okazać się bardzo użyteczny, gdy podnosi się kwestie z tzw. zaplecza politycznego czy bankowego. Ponieważ kryminały wiążą ze sobą różne fabuły i mogą prowadzić do trzech, różnych rozwiązań; 1. każdy z nas jest winny i może zostać oskarżony przez dowolny sąd ( Kafka, Proces),wybitny intelekt śledczego w powiązaniu z jego osobistym zaangażowaniem jest w stanie odkryć i ujawnić każdą zbrodnię i każdego zbrodniarza (U.Eco, Imię róży), dobro i zło jest nierozdzielnie związane z życiem ludzkim; na nich opiera się kategoria winy i kary, sprawiedliwości i odpowiedzialności ( każdy kryminał).
W najnowszych powieściach kryminalnych nie ma bohaterów, są raczej „modułowe” postacie, które bezustannie podlegają zmianie wraz ze swoją osobowością, nastrojami i formami aktywności. Wiąże je z czytelnikiem tęsknota ( nostalgia) za światem określonym, zorganizowanym i regulowanym przy pomocy prostych, racjonalnych zasad. Zbrodnia jest tym faktem, który poniekąd powołuje do istnienia świat złożony z setek drobnych odkryć i odpowiednio odtworzyć trzeba zaangażować wybitnego śledczego. Tego, który umie przedrzeć się przez zasłonę niewiedzy, przez zastawione pułapki i dotrzeć tam, gdzie rozum, intuicja i wyobraźnia tworzą jedność. To rodzaj kryminalnej mistyki, za którą śledczy płacą najwyższą cenę; piją, znieczulają się narkotykami, tracą najbliższych, będąc podwójnymi outsiderami: w stosunku do siebie i do czytelnika. Zagadka kryminalna zawiera w sobie szereg innych ukrytych tajemnic, które nie tyle wyjaśniają samą zbrodnię, ile wskazują na okoliczności jej sprzyjające. Rozbudowana, wielowątkowa fabuła dzieje się w różnym czasie, w odrębnych miejscach, gdzie pojawiają się rozmaite postacie z własnymi historiami. Tworzą one sieć niejasnych podejrzeń, zadeptanych śladów, fałszywych tropów. Jedynie inteligentny, doświadczony komisarz, w pełni oddany sprawie, jest w stanie odczytać wszystkie szyfry, jakie kryją się za konkretną zbrodnią. Obsesyjna pogoń, szaleńcza determinacja i umiejętność zinterpretowania znaków, niewidocznych lub przeoczonych przez innych. Czytelnik lubi takich szaleńców, bo przywracają ład i utraconą wiarę w wewnętrzną logikę świata. A czynią to kosztem swojego życia i zdrowia – poobijani, z ranami po kulach czy straconym palcem. Nie potrafią utrzymać stałych związków z rodziną czy przyjaciółmi, wieść spokojne, ustabilizowane życie.. Jednym słowem, komisarz prowadzi albo skromne, samotne życie modelując np. historyczny sprzęt wojenny albo oddaje się tzw. rozpuście i hazardowi czy pijaństwu. Będąc i w tej sferze outsiderem, czyli wybierając ten styl życia, który nie jest popularny, a czasami ma smak owocu zakazanego. Dystans, jaki dzieli czytelnika od powieściowego/serialowego komisarza wynika z faktu, że każdy chociaż raz w życiu pragnął żyć inaczej, atrakcyjniej, aktywniej, wyrwać się z tzw. codzienności. Kryminał w jakimś stopniu odpowiada na te potrzeby, wprowadzając postać komisarza, który się wykrwawia, walczy na śmierć i życie, traci bliskich i ostatecznie odnosi trumf, rozwiązując zagadkę. Na ekranie lub w powieści spotykamy takich samotnych, piekielnie dociekliwych komisarzy, urokliwych i przystojnych albo zgorzkniałych panów z dwoma podbródkami i grubymi szkłami okularów. Ich genialny, siódmy zmysł decyduje o tym, że jesteśmy zafascynowani nimi i ich metodami prowadzenia śledztwa. Czy to jest bajeczka dla dorosłych czy potrzeba odurzenia zbrodnią, spotkania ze złem ?
Niektóre kryminały oferują o wiele więcej niż tylko ekscytującą pogoń za zbrodniarzem, bo pokazują nasz świat i nas samych w krzywym zwierciadle. Co ma tę zaletę, że w tej scenerii każda zbrodnia jest aktem okrutnej, irracjonalnej przemocy. Można ją przedstawić w różnej formie i stylistyce, poruszyć problematykę historyczną i ekologiczną, religijną i polityczną, stworzyć traktat filozoficzny lub alchemiczny. Wszystkie te wątki muszą jednak wiązać się z kryminalną intrygą i ją współtworzyć. Razem z postacią mordercy i śledczego, przy tym ten ostatni podlega pewnej typologizacji ze względu na to, że uznani autorzy kryminałów wprowadzają do swoich powieści postać detektywa/komisarza, który towarzyszyć będzie czytelnikom w kolejnych tomach. Powstaje wówczas duet morderca i komisarz, prowadzą oni ze sobą tyleż emocjonalnie angażującą walkę, co zaskakującą intelektualnie. Znajomość upodobań, słabości i fragmentów życiorysu komisarza bezustannie poddana jest próbie w konfrontacji z jego nieprzewidywalnymi reakcjami, nieznanymi przedtem faktami z jego życia zawodowego i prywatnego oraz ukrytymi cechami charakteru. Spotkanie z mordercą naraża śledczego na długotrwałą, wyniszczającą walkę, w trakcie której sam pośrednio staje się jej ofiarą.
Współczesne kryminały kładą nacisk nie na morderców, ale na tych, którzy ich ścigają, a więc na śledczych, detektywów, bo z ich perspektywy śledztwo przyjmuje rodzaj prywatnej walki, a nawet pojedynku. Prowadzą samotnie swoje śledztwo, w pogoni za zabójcą nie przestrzegają żadnych prawnych procedur, jednocześnie są zmuszeni współpracować z organami ścigania. Za każdym razem zdarza się komisarzom przekroczyć również te moralne granice, które sami sobie wyznaczyli. W konsekwencji, wraz z rozwiązaniem zagadki, muszą się zmierzyć z własną, moralną klęską. Pisząc zatem o profilu mordercy należy także uwzględnić tych, którzy ich ścigają, doprowadzając do ich aresztowania i oskarżenia. Jedną z figur opisujących ten stan jest upadek, osuwanie się człowieka w zło, które przyjmuje nad nim władzę. Upadek jest wydarzeniem radykalnym i sam w sobie jest czymś złym, chociaż jego skutki mogą być różne np. wtedy, kiedy ktoś się z niego podniósł. W mitach, religiach czy baśniach upadek wieńczy pewien stan, epokę czy formę życia, by na ich miejscu pojawiły się nowe, do tej pory nieznane stany, epoki czy formy. W kryminałach zbrodnia jest albo przyczyną upadku człowieka albo jej następstwem, zawsze jednak pozostaje związana ze złem. Zgodnie z nakreśloną przez Marcina Zdrenkę trajektorią metafory upadku należy wyróżnić:”1) jakiś stan równowagi, dobrostanu, ładu, 2) geometrycznie opisywana ścieżka, szlak, linia prowadząca do „upadłego finału” – w której pojawiać się mogą fenomeny potknięcia, zsuwania się po równie pochyłej czy gwałtownego usunięcia się gruntu spod stóp […], 3)sam punkt „upadnięcia”.[…]”.(Ethos,3(2018), s.142). Innymi słowy, upada się zawsze z czegoś-z krzesła, z posady, z uznawanych zasad postepowania, proces ten trwa i ma swoją DRAMATURGIĘ, a finałowy upadek może być w głównej mierze spowodowany przez np. okoliczności zewnętrzne. Dla rozważań z pogranicza etyki i filozofii egzystencjalnej każdy z tych tropów pełni inną rolę w interpretacji samego upadku, kolejno 1) odtwarza stan pierwotny, wyjściowy, 2) wyjaśnia i porządkuje, 3) pozwala na zrozumienie dlaczego doszło do konkretnego upadku i kto upadł: człowiek czy pożądana przez niego wizja życia? W pierwszym przypadku filozofowie mówią o utracie podmiotowości, o niemocy woli, czyli o zaniku sprawczości, a w drugim o tym, że ktoś stracił nadzieję na lepsze życie .Upadek wskazuje nie tylko na wewnętrzną dramaturgię, ale też na towarzyszące mu okoliczności. Ich szczegółowy opis wymaga uwzględnienia szerszego tła historycznego, społecznego, kulturowego czy biograficznego.
Pisząc o profilu mordercy chciałabym pokusić się o pewien eksperyment i wbrew ostrzeżeniem zdrowego rozsądku, pragnę sięgnąć do dzieł Szekspira. A konkretnie do dwóch prototypów morderców: Klaudiusza ( ojczyma Hamleta) i Makbeta. Zdrowy rozsądek wręcz krzyczy, że etyka nie ma odpowiednich narzędzi , by naświetlić odpowiednio ich profil biorąc pod uwagę Szekspirowskie rozumienie natury historii, ludzkich namiętności i pragnień, złudzeń i iluzji, bez których człowiek- a zwłaszcza człowiek z ambicjami- nie potrafi żyć. Nawet w koszmarze zbrodni, czy przede wszystkim w tym koszmarze, w którym zawsze można się zadusić od nadmiaru ambicji i żądzy . Dlatego potrzebny jest ktoś lub coś, mara czy człowiek, zjawa czy duch, który temu szaleństwu zbrodni nada jakiś racjonalny rys. Klaudiusz i Makbet opętani są racjonalnym szaleństwem, co sprawia, że przeżywają katusze rozdwojonej świadomości, tej która usprawiedliwia popełnione zbrodnie, i tej, która je bezwzględnie potępia. Nie chodzi im tylko o to, by zabijając utorować sobie drogę do tronu, wspomniani bohaterowie szekspirowskich tragedii próbują zerwać sieci samej zbrodni. Ona ich dusi, tłamsi ich wolność, odbiera resztki nadziei, że to się któregoś dnia skończy. Wtedy można zamknąć drzwi za sobą, odciąć się od własnych zbrodni i znaleźć się znowu w wolnym świecie. Bez prześladujących upiorów, bez snów-koszmarów, bez strachu przed podejrzeniami ze strony rodziny i dworzan.
Badanie wspomnianych związków od strony literackiej i językowej, z nawiązaniem do konstrukcji tragedii zostawmy szekspirologom i ich niestrudzonej pracy nad analizą dzieł mistrza. W tym wykładzie proponuję na przykładzie Klaudiusza i Makbeta zastanowić się nad ich upadkiem moralnym oraz nad naturą zła. Sam termin „upadek moralny” jest metaforą, która nie sprowadza się ani do jednego aktu, ani do jednego zjawiska ani tym bardziej do wąsko pojętych treści moralnych. Ogólnie chodzi o taki stan, w którym człowiek nie potrafi sam zrezygnować ze zła jako jego sprawca, mimo świadomości tego, jaką sobie krzywdę wyrządza. W przypadku ludzi np. uzależnionych od alkoholu czy narkotyków jest to proces zrozumiały, chociażby z tych względów, które trafnie opisał Frankfurt[3]. Interesować mnie będą ludzie, którzy świadomie, intencjonalnie wybrali zło, z czym nie mogli się psychicznie pogodzić, a mimo to popełniając kolejne zbrodnie. Walka ze sobą, jaką prowadzili Makbet i Klaudiusz, była jednocześnie rodzajem pojedynku między tym „ja” , które upada i tym „ja”, które chce się podnieść. W konsekwencji utrata wewnętrznej równowagi prowadzi do niemocy woli, w rezultacie czego pozostaje czekanie na koniec tej krwawej historii. Czekanie, któremu towarzyszy całe pasmo udręk, od którego Makbet pragnie się uwolnić, co może uczynić wtedy, kiedy „zginie cały świat”. On sam już nic nie może dla siebie zrobić, ponieważ cierpi na niemoc woli. Jest to złożone zjawisko, bo składa się na nie z jednej strony konflikt między pragnieniem a pożądaniem, a z drugiej wypieranie ja przez nie ja. Chcę zostać królem, zabijam więc brata, przyznaję się przed sobą, że zabiłem, ale nie uznaję siebie za jego mordercę. Makbet czeka na ostateczny cios, który przyniesie ze sobą nie tylko klęskę, ale też wyzwolenie. Od dalszych zbrodni, od siebie, od nawiedzających go upiorów.
Terminy takie jak: wola, podmiotowość, ja czy sprawczość itd. mają swoje podwójne konotacje: filozoficzne i kulturowe. Należy posługiwać się nimi ostrożnie, starannie oznaczając mapę ich znaczeń, interpretacji, ale także i fałszywych tropów, do których prowadzą. Zwłaszcza literatura jest czuła na takie nieuprawnione, dogmatyczne twierdzenia. Dodajmy, że Szekspir zajmuje się nie tyle opisem zbrodni, ile samym zbrodniarzem, próbuje dociec; co się dzieje z człowiekiem, który zaczyna zabijać? Zbrodnia czyni z niego zbrodniarza, czy może odwrotnie, zanim ktoś kogoś zabił już się przygotował do tego aktu? Nie mam na myśli opracowanie planu czy wyznaczenie celu, ale intencje głęboko tkwiące w podświadomości. Skąd się zrodziły, czy coś lub ktoś sprawił, że Makbet staje się mordercą? Czy o tym świadczy kontekst, sytuacja, a może podświadome pragnienia? Motyw ujawnia się wraz z kontekstem, ale to zupełnie inna opowieść i w przypadku Makbeta to Lady wprowadza go w labirynt zbrodni. Stwierdza Nesbo, autor Mackhbeta „ Po tylu latach połapałem się, że Makbet to przede wszystkim znakomita historia miłosna. To uczucie napędza Makbeta i jego Lady, dwie osoby przepełnione ambicjami, samotne, które odnajdują się w wyjątkowych okolicznościach.”[4] Wracając do metafory labiryntu, to odsyła ona do podwojenia zabójstwa, które dokonuje się zarówno w czynie jak w bytowej tożsamości sprawcy zbrodni. Zabić to przecież nie tylko pozbawić kogoś życia, ale stać się zabójcą. Co oznacza więcej niż tylko zmieniony stan samoświadomości. „ Ten człowiek jest zbrodniarzem, mordercą”, a więc dokonana przez niego zbrodnia określa jego tożsamość. Bycie, sposób, w jaki odnosi się do innych i do siebie- morderstwo to akt o potrójnym, powiązanym ze sobą znaczeniu: metafizycznym, egzystencjalnym i moralnym. Zbrodnia nigdy się nie kończy, chociaż może za sobą pociągnąć tylko jedną ofiarę, ponieważ od tej pory obejmuje ona wszystkie wymiary życia sprawcy i zamyka je jak w obręczy.
Pytając się o to, czy Klaudiusz i Makbet są przypadkowymi mordercami, w gruncie rzeczy jeszcze raz powracam do figury złego i do zła; czy jest ono przypadkowe czy konieczne? Kto jest na nie skazany, kto musi ( czy musi? ) zostać zabójcą? Zagadnienia te nawiązują do problematyki trafu moralnego, ludzkiego losu i historycznych mechanizmów władzy. Z jednej zbrodni wynika druga, a ona w przeciwieństwie do pierwszej nie była ona wyborem, ale koniecznością. Szekspir pozawala widzom-czytelnikom uważnie przyjrzeć się swoim bohaterom, wniknąć w ich życie na dworze i w alkowie, wsłuchać się w ich wewnętrzne monologi, w końcu posłuchać, co o nim mówią inni: rodzina, przyjaciele i otoczenie. Makbet i Klaudiusz są postaciami publicznymi, a więc ich zbrodnie odbijają się też na życiu innych, do którego wprowadzają strach i terror. Po dokonaniu pierwszej zbrodni ich życie uległo gwałtownej zmianie, miejsce bliskich i przyjaciół zastąpiły upiory, koszmary, widma. Zbierają się one tam, gdzie człowiek chce uciec przed sobą, w jego snach. Dlatego Makbet nie może zasnąć, nie może zaznać spokoju, nie może też ukryć się przed sobą.
Makbet z każdą kolejną sceną rozsypuje się wewnętrznie pod wpływem namiętności, które go gubią, niszczą, unicestwiają i z czego zdaje sobie sprawę. Kott pisze o psychice Makbeta , że jest w strzępach[5]i dodaje ze w nich odnajdujemy siebie; swoje niepokoje, niewyraźne pragnienia i zagubienie[i]. Szekspira interesuje historia wybitnych postaci, ich ambicji i determinacji, która przebiega według tragicznego scenariusza- od tryumfu do upadku, od swobodnego działania do zniewolenia.´ Co zaczęła zbrodnia, umacnia nowe zbrodni dzieła” (akt trzeci, scena druga, s.73) A może jednak to wolne działanie było od początku złudzeniem, ukryte moce ( „wiedźmy”) nimi sterowały Kim lub czym one były? Niejasnymi uczuciami, nieokreślonymi ambicjami a może losem? Makbet nie czyni tego, czego chce ale robi to czego nie chce, a może należałoby napisać, że Makbet nie czyni tego, co chce, ponieważ musi działać zgodnie ze swoim przeznaczeniem. To byłaby bardzo uproszczona wersja sytuacji, w jakiej się on znalazł. Wówczas rozbiciu ulega nie tylko osobowość Makbeta, ale wszystkie jego więzi z otoczeniem; przyjaźnie, odniesione wspólnie zwycięstwa ( braterstwo krwi), romans z Lady. Kiedy już Makbet ma świadomość tego, że nie może się cofnąć i nigdzie się schować – wówczas życie staje się dla niego koszmarem. Na uczcie pojawia się upiór Bianca, widziany tylko przez Makbeta i zasiada na jego miejscu, co wywołuje w królu zarówno furię gniewu jak i strachu. Zachowanie i reakcja Makbeta były przyjęte przez biesiadników jako objaw szaleństwa. A Makbet zrozumiał, ze to duch zamordowanego Banquo go ściga i prześladuje (‘ Precz, potworny cieniu!, akt trzeci, scena czwarta, s.83), a on sam osuwa się w piekło. Morderstwo „Codziennie zjada ciebie. Człowiek, którego masz w sobie, ginie.”[ii][6] Co po nim zostaje? To pytanie pozostaje bez konkretnej odpowiedzi, ale skoro zostało postawiono należy rzecz uczciwie przemyśleć.
Jedna z możliwych dróg rozwinięcia tego zagadnienia prowadzi do wydarzenia, jakim jest upadek moralny. Pojęcie „ upadek moralny” wymaga doprecyzowania i uzupełnienia o konkretne przypadki, ponieważ każdy upadek nosi na sobie indywidulne piętno. Wydarzenie, jakim jest upadek moralny dotyczy indywidualnej zdolności do kontrolowania siebie, swoich reakcji i swoich działań. Nie jest to prosty mechanizm, bo co np. znaczy, że ktoś dysponuje odpowiednią wolą, by poczuwać się do odpowiedzialności moralnej?. Za siebie i za innych, bo każdy czyn pośrednio lub bezpośrednio dotyka innych. By zapobiec zbędnym dywagacjom, przyjmijmy wstępnie, że wola zawsze przynależy do kogoś ( konkretnego sprawcy), kto znajduje się w określonym położeniu. Zło może stać się przedmiotem świadomego wyboru, może też być efektem albo błędu poznawczego albo szantażu, przymusu, strachu. Doświadczenia ludzkości ostatnich dekad jasno pokazują, że przed ludzkim złem –zamachy terrorystyczne, wojny, tortury, handel ludźmi itd.- nie chroni ani rozum, ani wola, ani deklarowane prawa człowieka. Zło pociąga za sobą poczucie siły i namiętność, staje się często świadomie wybraną strategią, walcząc ze złem można je ograniczyć, ale nie pokonać. Ponieważ zło pojawia się w naszym życiu w różnych postaciach, często też bywa nierozpoznane, zatuszowane i rozmyte.
Każdy z nas może znaleźć się po tamtej stronie zła; czy to znaczy, że zło prowadzi do upadku czy też upadek moralny pociąga za sobą kolejno zło? Zło stanowi rodzaj pętli: człowiek upada pod wpływem zła i będąc w tym stanie czyni zło, bo nic innego nie potrafi robić[iii]. Czy mogę się z tego stanu podnieść, czy muszę zostać podniesiony przez innych? Czy upadek zostawia jakieś ślady na życiu i psychice jednostki, jeśli uda się jej „ podnieść się”, czy wróci do pozycji poprzedzającej upadek czy znajdzie się w nowym położeniu? Logika współczesnych powieści kryminalnych opiera się na trzech, powiązanych ze sobą konfiguracjach zła: zła w postaci czynu i jego ofiary, złego sprawcy i zła, które dotyka i niszczy życie powieściowego komisarza. Przy tym zło jest w różny sposób obecne w człowieku, łącząc to, co podlega kontroli rozumu z tą warstwą, w której dominuje emocjonalnie szaleństwo, jakaś ślepota i brak jakichkolwiek hamulców. Przed opętaniem złem nic człowieka nie chroni, przekonują nas autorzy najpopularniejszych kryminałów. A życie? Czy nie podpowiada innych odpowiedzi? Chociażby przypadek młodego Norwega, Breivika, który zdecydował się zamordować dziesiątki młodych ludzi, ponieważ był przekonany o tym, że jego powołaniem jest chronić Norwegię przed zalewem emigrantów. O swojej misji i planach jej realizacji pisał na forach Internetowych w głębokim przekonaniu, że zyska sobie wyznawców. „Mesjanizm i prometeizm dotykają nie tylko narody, ale także jednostki.”[7] Ten rodzaj zbrodni, który pochłonął 77 śmiertelnych ofiar sytuuje się między szaleństwem a racjonalną postawę. Wszystkie zaplanowane działanie konsekwentnie były przez Breivika realizowane. Zbawcza misja, jaką sobie wyznaczył, przeraża nie tylko ilością niewinnych ofiar, ale też wiarą w nieomal boskie prerogatywy mordercy-wybawiciela.[8].Jeszcze jedna uwaga, ten rodzaj zbrodni wymaga innego śledztwa, niż typowe, związane z profesją komisarza czy detektywa. Czy można powstrzymać człowieka przed dokonaniem zbrodni, który publicznie deklaruje swoje pragnienia ocalenia Norwegii dla Norwegów i w tym celu -jak zapowiada -będzie mordował? Ludzki mózg jest w stanie zracjonalizować każdą szaloną misję, podobnie jak owe misje są wymysłem szaleńca. Jakieś malutkie ziarenko tego szaleństwa władzy musiało się pojawić też w świadomości Klaudiusza i Makbeta Wspominam o tym, bo we współczesnych kryminałach zainteresowanie się takimi bohaterami, bywa często opatrzone ciekawymi, psychologicznymi komentarzami ( np. w cyklu Nesbo o Harrym Hole). Szekspir zostawia nas ze zbrodniarzami ( Klaudiusz, Makbet) o silnej osobowości, o mocnej, uprzywilejowanej pozycji i powoli odsłania mroki ich psychiki. Pokazuje jak ukryte są głęboko motywy zbrodni, jak bardzo potrafią zmylić samego sprawcę. Jego samoświadomość niespokojnie szuka jakiś mniej czy bardziej przekonywujących powodów, dla których kogoś zabił. Ponieważ motywy nie tylko wskazują na intencje zbrodniczych czynów, ale też na żywione przez niego pragnienia, łącznie z tymi, do których sam się nie chce przyznać przed sobą.
W osobnej części zostanie podjęta zapowiedziana już problematyka” zarażenia złem” , która jest kontynuacją rozwijanych poprzednio wątków, a zarazem otwiera nowe znaczenia upadku. Upadek mordercy pociąga za sobą upadek śledczego, jeśli nada się temu wydarzeniu różne znaczenia. Trzecia część wynika z dwóch pozostałych, bo kto walczy z potworami, sam staje się potworem, jak pisał Nietzsche. Dla siebie, dla najbliższych, dla podejrzanych; nawiąże w tej części do portretów: Harry Hole’go najbardziej znanego norweskiego komisarza i do komisarza Bernarda Grossa, jednej z najciekawszych postaci śledczego z cyklu powieści kryminalnych Roberta Małeckiego. Pod wieloma względami są to różne postacie, ale łączy ich pewna tragiczność losu związana z utratą rodziny.
Kryminały są więc mniej czy bardziej wyrafinowaną rozrywką, w której zło błyszczy wszystkimi ciemnymi barwami, skupia na sobie uwagę, jest groźne i trudne do wytropienia. Psycholodzy twierdzą, że masowe zafascynowanie tą literaturą wynika z potrzeby rekompensaty, swoistej ucieczki od prawdziwego zła, które nas dotyka na co dzień. Kryminał z jednej strony demonizuje zło, a z drugiej pokazuje, ile potrzebnych jest zabiegów i ofiar, by je pokonać. Może uczynić to tylko ten człowiek, który posiadając specjalne kompetencje ( intuicja, wyobraźnia, inteligencja) bezustannie naraża swoje życie w starciu ze złem. Łączy w sobie cechy legendarnego wojownika z pokerzystą, uczonego z artystą, szaleńca z wrażliwością dziecka. Jest więc kimś, kto kształtuje masową wyobraźnię i zarazem jest jej odbiciem. Duże znaczenie przykłada się w kryminale do postaci tak „nieoczywistych”, że stają się swoistą emanacją antybohatera, poskładanego z luźnych puzzli, które ulegają nieustannej zmianie wraz z rozwojem akcji. Nie może zabraknąć w niej liryki, według Harry Hole’go motywem zbrodni jest miłość, ale też miłość staje się jej pierwszą, bolesną ofiarą.
1.Upadek moralny/ jak zostać potworem?
„Niechże go raczej wysławiają w hymnach,
Że był wspaniałym władcą,
Że posiadał takie a takie bogactwa,
A jeśli teraz upadł, to nie upadł marnie,
Lecz jak Rzymianin przez Rzymian pobity.”
(K. Kawafis, Kres Antoniusza, z tomu Wiersze zebrane, przeł. Z. Kubiak, Res Publica, Warszawa 1992, s.254.)
„ [..] wraz z przekrwionymi oczami o tęczówkach w kolorze spranego dżinsu świadczyło o tym, że żył mocno. Pił mocno. Upadł mocno.” ( J. Nesbo, Krwawy księżyc, przeł. I.Ziemnicka, Wydaw. Dolnośląskie, Wrocław 2022, s.9)
„ ugrzęzłem w bagnie krwi i stoję w nim /Po kolana…/ Makbet, akt trzeci, scena IV, przeł. S. Barańczak
.
Upadek moralny obejmuje różne losy ludzkie i wydarzenia, które miały miejsce i zaważyły na życiu jednostki lub zbiorowości. Sam upadek nie musi być w skutkach tragiczny, a jego przebieg może obejmować pokolenia lub zdarzyć się w jednej chwili, może być zawiniony lub nie, może nieść w sobie pierwiastek twórczy albo przynieść ze sobą klęskę. Upadek cywilizacji jest złożonym procesem, który może być rozmaicie oceniany ze względu na jego bezpośrednie skutki lub odłożone w czasie, podobnie ocenia się takie wydarzenia, gdy chodzi o rewolucje, bunty czy wojny domowe, które prowadzą do upadku gospodarczego czy ekonomicznego. Upadek systemów politycznych implikuje upadek konkretnych ideologii, które podtrzymywały i uzasadniały te systemy. Zdarzają się też upadki fortuny rodzinnej, którym towarzyszą różne formy rozkładu i kryzysów, konflikty i zmiany postaw. Upadek człowieka może mieć trojaki charakter: fizyczny, emocjonalno- ambicjonalny i moralny. Każdy z nich ma swoje prototypy w wielkich opowieściach; ból, cierpienie, kalectwo czy śmierć, stracone marzenia, podcięte skrzydła, poczucie żalu i krzywdy oraz skazanie siebie na bezwolność. Mam na myśli sytuację, w której człowiek pod wpływem tortur, szantażu czy innych form opresji zdradza sam siebie, łamie swoją obietnicę, Levinas by powiedział, że pod wpływem strachu odwraca się od twarzy drugiego. Widzi ją wyraźniej niż kiedykolwiek, czuje ciężar odpowiedzialności, jaki na nim spoczywa, a jednak się od niej odwraca wbrew swojej woli. Ratując swoich rodziców, żonę czy swoje dziecko itd. Upadł, bo musiał, bo nie potrafił postąpić inaczej, chociaż miał świadomość zła, jakie wyrządził innym i sobie. Ale co to znaczy dla niego, z jakim doświadczeniem siebie wiąże się upadek, a jak oceniają go inni, z zewnątrz? Nie zachodzi tutaj symetria miedzy ocena własną a cudzą, własna opiera się na swoistej dialektyce woli z sumieniem, czy też samowiedzy z samopoczuciem. Kiedy podmiot( w znaczeniu hipotetycznym) ucieka, ukrywa się przed samowiedzą, zasłania się słabością woli, przypadkowym błędem albo niesprzyjającymi okolicznościami. Opowiadał mi kolega- alkoholik, że wszystkie podejmowane przez niego próby albo zredukowania picia do tzw. umiarkowanych ilości albo w ogóle jego dorzucenia kończyły się klęską. Ponieważ żył w głębokim przekonaniu, że będąc uznanym psychologiem, profesorem i dyrektorem instytutu, potrafi zapanować nad swoim nałogiem. Dopiero wtedy, kiedy przyznał się przed sobą, że jest obszczymurkiem, pijakiem i człowiekiem upadłym, zaczął się długi proces terapii. Sam ani nie chciał ani nie potrafił się podnieść, potrzebował pomocy profesjonalistów. Bywa też odwrotnie, upadek człowieka ogłaszają media lub przyjaciele albo zbyt pochopnie wyciągając wnioski z chwilowego niepowodzenia albo też złośliwie, z przesadą rozpowszechniając tego typu plotki. Przy okazji, warto zaznaczyć, że kulturowe symbole i metafory upadku nie ssą prostym zaprzeczeniem kariery, czasu chwały czy zwycięstwa, odniesionego na różnych polach; osobistym i zawodowym, publicznym i prywatnym. Warto przytoczyć niektóre metafory upadku „rozsypało mu się życie’, „stracił bliskich, wiarę i nadzieję”, poszedł na dno i jeszcze pociągnął za sobą rodzinę”, zaprzedał diabłu duszę za kilka srebrników”. Upadek nie jest tym samym, co klęska, ponieważ do upadku prowadzą własne, niewłaściwe wybory i działania, a klęska ma charakter zobiektywizowanego procesu czy wydarzenia. Czy zatem upadek jest naturalną konsekwencją pewnych, autodestruktywnych działań, czy zbiegu niesprzyjających okoliczności? Zakładając, że jest naturalną konsekwencją, trzeba przyjąć że tym samym staje się podwójnym wyzwaniem dla etyki, a mianowicie musi ona odpowiedzieć sobie na dwa pytania; w jakim stopniu i przy pomocy jakich kryteriów można wskazać na autodestruktywne, świadome działania oraz czy można wskazać na granicę dzielącą wybory oparte na chęci od wyborów podległych pragnieniu. Te pierwsze wybory związane są z chęcią podjęcia najlepszej decyzji z wielu możliwych jej wariantów, często jednak są zdeterminowane silnym pragnieniem, co np. zachodzi w przypadku stałych uzależnień. W sytuacjach, kiedy człowiek traci kontrolę nad tym, co robi, czego chce i do czego dąży. Można wtedy z pewną ostrożnością mówić o upadku i klęsce, biorąc pod uwagę wspomniany fakt utraty kontroli nad sobą i swoimi wyborami. Przypomina się postać pijaka z Małego Księcia, z adnotacją, że upadek może być jednorazowym wydarzeniem, ale też rodzajem jakiegoś egzystencjalnego rozkładu, niemożności wyjścia z upiornego kręgu niemocy. Gdzieś w tym punkcie przebiegają metafizyczne granice między dobrem i złem, w którym zło nie jest alternatywą dobra, ale złowieszczą, autonomiczną, niszczącą siłą. Pijak pije nie dlatego, że chce to robić, ale musi, podobnie jak narkoman. Upadają jak ludzie skrajnie chorzy, nawet jeśli rozumieją swoje tragiczne położenie, to nie są w stanie już niczego zmienić. Czy upadek tragiczny jest tożsamy z upadkiem moralnym?
Upadek moralny czy jest tylko częścią lub przejawem innego stanu, bardziej fundamentalnego? Co to znaczy upadek moralny, kto lub co decyduje o jego strukturze, gdzie należy szukać jego źródeł,? Przyzwyczaili nas historycy i moraliści do tego, że każda nowa formacja kulturowa prowadzi do upadku obyczajów, a w konsekwencji do relatywizacji wartości. Toteż dla jednych upadek oznacza klęskę, a dla drugich triumf wolności. W języku potocznym używa się tego samego terminu na oznaczenie trzech różnych stanów: upadek jako fakt, zdarzenie, do którego realnie doszło, upadek jako ocena negatywna, swoista interpretacja faktów oraz upadek jako kategoria ideologiczna ( np. napór wyznawców islamu grozi upadkiem chrześcijańskiej Europy lub rozszerzający się populizm prowadzi do upadku demokracji i jej instytucji). Doświadczenie podpowiada, że istnieją też jakościowo różne upadki, te z których co prawda podnieść się można, ale już nigdy nie odzyska się utraconej kondycji oraz te, które stanowią zarzewie do poprawy swojej formy i wreszcie te, które unicestwiają wszystko. To nie tylko kwestia woli ( indywidualnej lub zbiorowej), ale też okoliczności i tej siły ducha, którą Tillich nazwał męstwem bycia. Każdy upadek ma swój własny, dramatyczny przebieg i nie zawsze wola, duch i męstwo decydują o jego skutkach, bardzo wiele zależy od okoliczności. A przede wszystkim od sposobu, w jaki je spostrzegamy i doświadczamy, co nie jest przecież naszym wyborem, a przynajmniej nie tylko. Harry Hole, mój ulubiony bohater powieści kryminalnych Jo Nesbo, zawsze przypominał, że „człowiek to ciemny las”-dla siebie i innych. Toteż indywidualny upadek może oznaczać zarówno początek jak i koniec nadziei na inne, lepsze życie. Upadek ma swój religijny, mityczny, egzystencjalny i cywilizacyjny wymiar, które wąskimi ścieżkami prowadzą nas przez ciemny las. Poruszamy się tutaj po trzech kręgach: praktykach językowych, symbolach kulturowych i opowieściach o upadku. W przypadku etyki, problematyka upadku ma przede wszystkim wymiar egzystencjalny i jest wpleciona w każdą opowieść o sensie i przeznaczeniu życia ludzkiego. Jedną z perspektyw, jaką ta opowieść otwiera jest ludzka potrzeba interpretowania siebie, wartościowania, które może przebiegać na poziomie prostych emocji lub rozwinąć się refleksyjnie i objąć takie stany jak: dobro, zło, duma, wstyd, godność, przyjaźń, sprawiedliwość miłość, uczciwość itd. Oceniamy siebie i innych, wartościujemy to, co się nam przydarzyło, planujemy zmiany w swoim życiu, niezależnie od tego jaką ono przyjmie formę. W tym procesie czas odgrywa podwójną rolę, bo wyznacza wewnętrzny rytm trwania i przemiany, które sprawiają, że zmieniamy się w obrębie własnej egzystencji. Upadek pojawia się właśnie na tej linii; między czasem a doświadczeniem siebie, czyli tego, kto staje się, zmienia się i ocenia siebie z dwóch, krzyżujących się punktów widzenia: tego, co się wydarzyło i tego, co powinno się zdarzyć/ nie zdarzyć. Np. student zapoznał się z połową materiału, przekonany o tym, że swoim zwyczajem profesor poprzestanie tylko na tej części. Tymczasem pytania egzaminacyjne objęły drugą partię materiału i student jej nie zaliczył. Jest wściekły na profesora i na siebie, ponieważ rzeczy potoczyły się niezgodnie z jego przewidzeniami. Upadła jego strategia egzaminacyjna, ale on sam ma szansę na tzw. poprawkę. W innej sytuacji znalazł się himalaista, który wiedział, że z tej półki skalnej łatwo można spaść, kiedy zacznie się śnieżyca, a jednak zaryzykował. Jego upadek zakończył się tragicznie, jego żona przeżyła załamanie. Alkohol jej pomagał znieść śmierć męża, z czasem stała się od niego uzależniona. Zaniedbała rodzinę, straciła pracę i dom, zaczęła szukać towarzystwa innych alkoholików, staczając się powoli i nieubłaganie. Alkohol zniszczył nie tylko jej życie, ale też okazał się destrukcyjny dla jej osobowości, Znajomi mówili o jej upadku, mając na myśli całkowite zatracenie się. Chodziło im zapewne o położenie, w jakim się znalazła i jego skutki w postaci uzależnienia i tragedii jej dzieci. Omawiany upadek nie sprowadza się ani do jednego procesu czy jednego wydarzenia, przypomina lawinę. W powyższych sytuacjach upadek dotyczył czegoś (strategii egzaminacyjnej), mowa też była o upadku jako skutku podjętego przez kogoś ryzyka. To były wydarzenia jednorazowe, w jakimś stopniu przewidywalne, w przeciwieństwie do tego trzeciego. Można na przykładzie wdowy- alkoholiczki rozpatrzeć trzy momenty, które w sumie zadecydowały o jej upadku;
a. pogrążona w rozpaczy kobieta straciła wolę życia warz ze śmiercią męża,
b. alkohol, który znieczulał jej ból, doprowadził ją i jej dzieci do tragicznego położenia,
c. kobieta, uzależniona od alkoholu, nie jest w sama stanie wyrwać się z tego nałogu-choroby. Jest to zatem upadek radykalny, który pociągnął za sobą kilka ofiar, w tym dzieci. W chwilach, kiedy matka jest trzeźwa rozpaczliwie próbuje przestać pić, ale nałóg okazuje się silniejszy i sięga po kolejną butelkę z wódką. To ją znieczula, chociaż na moment czuje się wolna od wyrzutów sumienia. Choroba okazuje się silniejsza od jej woli, nad którą nie jest w stanie już zapanować, przeciwnie, stała się bezwolna. Czyli nie robi tego, co chce, ale to, czego nie chce i co, dodajmy, jeszcze bardziej pogrąża ją w chorobie. W tej bez-wolności i zarazem zniewoleniu człowiek staje się całkowicie bezbronny wobec zła. Może kraść, zabijać, zachować się podle wobec innych, upokarzać się i zgodzić się na poniżanie siebie przez tych, którzy oferują kolejną butelkę wódki. W takim stanie praktycznie człowiek nie żyje, ale wegetuje na skraju nicości. Życie wymaga różnych, powiązanych ze sobą form aktywności, ich wyboru, preferencji, kontaktów z ludźmi, uczestnictwa w ich życiu oraz wartościowania. Mierzenia się z trudnościami, brakami i dolegliwościami, własnymi ograniczeniami i cudzymi wadami. Z tego miejsca, w jakim znalazła się wspomniana kobieta, stała się ona zagrożeniem dla siebie i dla innych- dla siebie, bo traci nadzieję na wyjście z tej matni, dla innych, bo nie czuje się za nikogo i za nic odpowiedzialna. Wraz z takim radykalnym upadkiem człowiek traci zdolności sprawcze, co jest konsekwencją jego bez-wolności, nie może więc sam decydować o sobie[iv]. Jest to wystarczający powód, by taki upadek nazwać moralnym, wiedząc o tym, że za nim kryje się całkowita, negatywna zmiana położenia egzystencjalnego człowieka. Oczywiście każdy upadek ma swoją historię i swoją dynamikę, ale pewne jego właściwości sprawiają, że człowiek traci możliwość wpływu na własne życie. Niezależnie od tego jak bardzo negatywnie je ocenia, jak sobą gardzi i jak boleje nad własnym losem. Sytuacja, w której ktoś wie, że pogrążył się w złu[9] i nie jest w stanie sam się od niego uwolnić, przypomina śmierć w swojej beznadziejności i bezwzględności. Ponieważ ofiarą i katem jest ten sam człowiek, Klaudiusz, Makbet..i inni.
1.2. Klaudiusz: zabiłem i dlaczego tego nie żałuję?
Zanim pojawi się pytanie, czy po odrzuceniu zasad moralnych[10] Klaudiusz mógł żałować swojego zbrodniczego czynu, warto poruszyć pokrewną kwestię, „Spętanej duszy, która usiłując Być wolna, coraz okropniej się wikłasz” Czego można spodziewać sie po wolności, do czego jest ona potrzebna? Tragedia Klaudiusza, z której przynajmniej częściowo zdaje sobie sprawę, polega na tym, że jego życie jako władcy Danii wyklucza wolność. Klaudiusz mógł jeść, co chce, mógł według życzenia spacerować albo jeździć konno, zakładać różne, ulubione szaty itd., ale nie mógł niczego zmienić w swoim życiu. Musiał być zabójcą swojego brata, by dalej cieszyć się władzą, koroną i żoną, Przystając na to, że ma „spętaną duszę, która , usiłując/ Być wolna, coraz okropniej się wikłasz”. Świadomość dokonania morderstwa, nie prowadzi do rewolty w życiu Klaudiusza, raczej wyzwala w nim przekonanie o tym, że nic już nie może zrobić ponieważ Moc winy mojej kruszy moc mej woli/ […]. Żądza władzy, ta straszliwa namiętność, mierząc się z wyrzutami sumienia, czy raczej z jego przebłyskami, zaczyna się ” wikłać się coraz okropniej„. Klaudiusz nic w tej sprawie nie uczyni, bo „winowajca nie może żałować” . Morderstwa brata, jak na ekranie, wyświetla się, by zaraz obraz ten rozmył sie, a na jego miejscu widać tron, koronę i Klaudiusza. Żałować „bratniego mordu” można wtedy, kiedy ocenia się siebie i swoje działania na podstawie zasad moralnych, ugruntowanych prawem ludzkim i boskim. Skoro je Klaudiusz odrzucił i przyjął inną miarę „grzechu”, jaką jest” plon grzechu”, a więc to, co ” posiadam;/ To wszystko, co mię wiodło do grzechu..„. Klaudiusz przyznaje przed sobą, że jeśli kiedyś był winny „ohydnego mordu” to jego „Błąd mój już minął„, bo czymże innym jest zabicie brata, jak nie błędem? Interesująca jest gradacja oskarżeń, jakie formułuje Klaudiusz w swoim wyznaniu :mówiąc o kale zbrodni, cuchnącym do nieba, o klątwie, która na nim ciąży, o upadku, o brudnej, przeklętej dłoni. W świetle tych najcięższych samooskarżeń pozornie niezrozumiałe staje się stwierdzenie: „Błąd mój już minął”. Co to znaczy, jak należy zrozumieć to wyznanie? ?Rozmyślnie dokonane zabójstwo nie można przecież potraktować jako błędu, tym bardziej, że ono doprowadziło Klaudiusza do upragnionej korony. Czy zatem błędem jest postępowanie niezgodne z zasadami moralnymi, degradujące moralność na rzecz żądzy? Czy źródłem tego błędu był rozum czy wola, uczucia czy przekonania? Z wyznań Klaudiusza, w sposób oczywisty wynika, że wola, która została spętana przez serce” O straszna dolo!/serce jak śmierć czarne/ Błądzimy wszyscy, błąd wskazuje jedynie na pewne potknięcia, niedoskonałości, niewłaściwe odczytanie wartości. Czy można w przypadku morderstwa dokonanego przez Klaudiusza mówić o pomyłce, czy można go o oskarżyć o to, że popełnił błąd? To nie sąd ani ocena wskazuje na błąd, jak można się domyśleć chodzi o postawę, jaką nowy władca Danii zajmuje w stosunku do dawno już minionego wydarzenia. Manipulując między przeszłością a stanem obecnym, między ja i nie-ja, między pychą i strachem – Klaudiusz zyskał pewność, że obrana droga przyniosła upragnioną władzę, a błądzić jest rzeczą ludzką. Jednakże, jak sam twierdzi, władza spętała jego duszę, serce i na zawsze uwięziła wolność, a wraz nią nadzieję, na rozgrzeszenie” Być rozgrzeszonym, kto dzierży plon grzechu? Cóż mi pozostaje? Spróbować czego żal dokaże?/ Gdy winowajca nie może żałować?.”
Sytuacja, w której człowiek już nie ma nadziei, że sam zmieni swój los, ostatecznie albo doprowadza ludzi do skrajnej rozpaczy albo do skrajnej nikczemności. Ten drugi przypadek jest udziałem Klaudiusza. Dopytajmy się jeszcze o jedno, a mianowicie o to, czy świadomość indywidualna i inteligencja jednostki nie wpływają na moralną postawę człowieka? Jak to możliwe, że snute przez Klaudiusza refleksje o morderstwie i winie nie wywołały w nim szczerego żalu? Czy rozum może przeciwstawić sie ślepocie namiętności, czy może chronić przed złem? Czy staje się tarczą, za którą kryją się już tylko puste frazesy o grzechu?
Jedyna, adekwatna odpowiedź, jaka się nasuwa, uwzględnia doświadczenie Sokratesa, który mądrość upatrywał nie w samym myśleniu, ale w człowieku pytającym się, dociekającym, nastawionym refleksyjnie. Mądrość praktyczna nie pokrywa się z wiedzą, ale z otwartą postawą, jaką jednostka przyjmuje wobec siebie, innych i świata. Z rodzajem niewiedzy, która wynika z przekonania, że chociaż tyle wiemy, co sami przeżyliśmy, ale to za mało, by poznać czym w istocie jest dobro a czym zło. Rozum wspomaga szaleńców, racjonalizując ich chore wyobrażenia, fałszywe oceny i mordercze inklinacje. Klaudiusz żali się nie na rozum, ale na zatrute, czarne serce…
Próżność i duma władcy kazała mu wierzyć, że „Jeszcze się wszystko da naprawić”. Kto tego dokaże? Choćby aniołowie” Przyjdźcie mi w pomoc, o wy aniołowie.” Te modły i te zwierzenia, a nawet wahania, które jednakże nie wpływają na decyzje władcy Danii, kończą się zagadkowym stwierdzeniem „Słowa wzlatują, myśl w prochu się grzebie:/Ach! słów bez myśli nie przyjmują w niebie.” Czym są słowa bez myśli? Pustymi frazesami, hasłami bez idei, dźwiękiem bez muzyki? A myśli chodzą różnymi drogami, zbliżając się do rozmaitych przedmiotów, wydarzeń, doświadczeń i wewnętrznych przeżyć. Myśleć o zjawiskach i myśleć o sobie, można myśleć ogólnie lub szczegółowo, głęboko i płytko, docierać do istoty i zatrzymywać się na powierzchni, jeśli słowo jest dźwiękiem, to myśl jest związana ze strukturą poznania. Zniewolenie, dobrowolne czy pod wpływem przymusu, oznacza zawsze utratę kontroli nad sensem swojego życia. Klaudiusz, jakkolwiek banalnie to zabrzmi, musiał odrzucić zasady moralne, ponieważ one go nie tylko krępowały, ale przede wszystkim rzucały cień oskarżenia. […]” winowajca nie może żałować? Upadek moralny Klaudiusza ” gdy mamy upaść, lub podnieść na nowo/kiedy upadaniem?” pozornie jest upadkiem z wyboru „ O straszno dolo! serce jak śmierć czarne„. Klaudiusz jako morderca jest uzurpatorem na tronie Danii, w każdej chwili może go stracić, gdy ktoś odkryje jego zbrodnię. Nie jest więc prawdziwym władcą, jest natomiast prawdziwym zabójcą, człowiekiem, na którym ciąży ” najstarsza klątwa„. Upadek moralny Klaudiusza ujawnia swoistą tragedię, jakiej podlega człowiek, który sam siebie zwodzi, wmawiając sobie, że jeszcze nie wszystko stracone, chociaż „Słowa wzlatują, myśl w prochu się grzebie.” Nie ma więc miejsca na nadzieję, a nawet na jej pozory. Znowu dotykamy miejsca, w którym rozchodzą się myśli i słowa, intencje i uczucia; pragnienie nie pokrywa się z chęciami wtedy, kiedy „ serce jak śmierć czarne”. Nasuwają się dwa wnioski: Klaudiusz nie ma w sobie miłości, pożądanie, jakie odczuwa, zniszczyło w nim wszystko: wolę i serce. Drugi wniosek: Klaudiusz nie ma gdzie się wycofać, odciął sobie wszystkie drogi ucieczki i musi dalej zabijać, bo taki jest mechanizm racjonalnego szaleństwa. Zabił brata, by zasiąść na tronie, konsekwentnie musi więc pozbawić życia wszystkich tych, którzy są lub wydaje się, że są dla niego zagrożeniem. To logika mordercy-władcy, która doprowadzi Klaudiusza do dnia, kiedy sam zostanie zamordowany.
1.2. Makbet-w przedsionku piekła
Być może Makbet zasługuje na miano tragicznego mordercy, ponieważ ma świadomość koszmaru i tego, jak się rozpada na strzępki, które bolą niczym otwarte rany i nie dają mu zasnąć. Makbet nie może zasnąć, nie może więc nawet na chwile zażyć spokoju, pogrążyć się w niewinnym świecie, zapomnieć na chwilę o zamordowanych. Nie może doczekać się dnia, skazany na majaki i upiory, pojawiające się w ciemności. Morduje ze strachu, z ambicji czy z miłości, ale kim jest ten człowiek, co tak brodzi we krwi? Z przerażeniem Makbet uświadamia sobie, że „I tylko to jest we mnie, czego nie ma” (Makbet, I, 3, s.22) Takie wyobrażenie paraliżuje, ale też ujawnia z całą mocą grozę majaków, które zastępują samoświadomość siebie, swojego nieistnienia. Przynajmniej w tym znaczeniu, w jakim akceptuje się swoje działania i siebie jako ich sprawcę. Kott zauważa, że w przypadku Makbeta „porządek działania jest sprzeczny z porządkiem moralnym” tzn. że potępia on to, co sam czyni. Jeśli Makbet zabija ze strachu, to nie dlatego, że boi się kary, on się boi samego morderstwa. To wynika nie tylko z jego kondycji psychicznej, wyobraźni i postawy, ale również z jego stosunku do króla, którego ceni i podziwia, do przyjaciół, z którymi czuje się związany. Kto więc zabija, czy raczej kim jest sprawca tych morderstw? „Wszystko, co jest w nim złorzeczy samemu sobie, że jest w nim.”( M., V,2) Nasuwa się wiele interpretacji takiego stanu wewnętrznego rozdarcia, jakiego doświadcza Makbet-morderca, począwszy od pytania, co czy kto tak go opętał, że działa na przekór własnym intencjom, a jednocześnie dąży do sprawowania władzy i znajduje w sobie siły, by cel ten osiągnąć. Czy to sen-mara ściga Makbeta, czy rzeczywiście zabija bliskich sobie ludzi tylko dlatego, że mogą stać się dla niego zagrożeniem? Dla niego, czy dla jego wizerunku, jaki próbuje wcielić Lady Makbet? A może lady jedynie pokazuje mu drogę, na którą już wkroczył dzięki wróżbom, które zainicjowały to, co było przeznaczeniem Makbeta? Jest też inny trop, który wskazuje na dwuznaczność zła, które budzi wstręt i grozę, jest potępione i przynosi ludziom nieszczęście, ale mając tę wiedzę człowiek nie potrafi się od niego uwolnić, z niego zrezygnować. Jest immanentną częścią życia, wiąże się z realizacją ambicji, pragnień z najsilniejszymi więziami .Nagroda, jaką ze sobą przynosi jest nieproporcjonalnie mała w stosunku do kary „Kara jest równie przerażająca jak zbrodnia-stanowi ją powolna śmierć duszy winowajcy, zatruwanej zgrozą nad samą sobą, pohańbieniem, samotnością i rozpaczą, wreszcie- jego krwawa zagłada.” ( M., Posłowie, s.147) Czym jest śmierć duszy? Zanikiem „ja”, przejściem w permanentny stan „nie-ja”, odbierający człowiekowi jego własne jestestwo. On nie staje się kimś innym, on po prostu nie istnieje dla siebie, zapada się, znika z pełną świadomością tego, co nieuchronne. W pewnym sensie przypomina to opis piekła, jaki znajdujemy u Dantego ,kiedy w VII kręgu, zarezerwowanym również przez zabójców, cierpiący katusze, rozrywani i masakrowani, wiedzą za co są tak karani i wiedza o tym, że ta kara jest wiecznie odnawialna[11]. Co więcej, żal i potępienie zbrodni, dokonanych przez siebie, nie wpływa oczyszczająca na grzesznika ani nie powstrzymuje go przed dalszymi mordercami. Jak gdyby mechanizm zbrodni rozgrywał się niezależnie od tego, jak go postrzega sprawca. Temat ten zainspirował nie tylko samego Szekspira, ale również Jo Nesbo. Został on poproszony przez wydawcę dzieł Szekspira o napisanie współczesnej wersji Makbeta, z zachowaniem akcji, zgodnie z oryginałem. Przyjmując tę zaszczytną ofertę, Nesbo przy okazji wyznał” Makbet jest historią bliską mojemu sercu […] Opowieść o dążeniu do władzy, osadzona jest nie tylko w ponurym otoczeniu, lecz także w mrocznym ludzkim umyśle.”( okładka) .Szekspir i Nesbo pytają się o kondycję mordercy, o motywy popełnionych przez niego zbrodni. Walka pochłania Makbeta-walka ze sobą i z tymi, których zabija, upiory i majaki pojawiają się na jawie, Makbet przecież nie może zasnąć. Stan ten wzmacniają narkotyki, bo współczesny Makbet jest komendantem policji, „ćpunem” i moralistą”, który z łatwością przekracza granice, płynnej, rozchwianej rzeczywistości. W której raz pojawiają się znani mu ludzie, a za drugim razem ich upiorne, obcięte głowy, postrzelane ciała, zjawy z poderżniętymi gardłami. Są one straszniejsze niż dokonane zbrodnie, bo przychodzą ze świata, nad którym nikt z żyjących nie ma władzy. Makbet boi się ich i boi się siebie, bo wie o tym, że „ugrzęzłem w bagnie krwi i stoję/ w nim po kolana, świadom, że zabrnąłem / Tam, skąd powrócić byłoby mozołem/ Cięższym niż dalej brnąć.” ( III, s.4, s.85). Narkotyki, czy bezsenność, wpływają podobnie na stan duszy, Szekspir kreśli tło tragedii, a Nesbo wypełnia go wydarzeniami codziennymi, nie tyle starając się o tzw. prawdę przekazu, ale o jego współczesne rozszyfrowanie, odkodowanie. W tych dwóch tekstach powraca pytanie nie o to, dlaczego Makbet zabija, ale o to jak dokonane morderstwa zabijają jego. Zło ma swój początek nie w Makbecie, nawet nie we wróżbach, które tylko pobudziły wyobraźnię świeżo mianowanego wodza. Morderstwo wymaga motywu i planu, a więc niezbędnego okrucieństwa i takiej strategii, która by zapewniała realizację zabójstwa i chroniła mordercę przed podejrzeniami. A więc z góry należy wybrać kozła ofiarnego, w przypadku Makbeta podział ról był ustalony; Lady planowała, a mordował zmotywowany przez nią Makbet. Lady M.-”Umiesz śmiało marzyć,/Ale na śmiały czyn to już cię nie stać?”(s.34), Makbet- „Jedna ostroga/Pobudza we mnie ten zamiar: ambicja, /tak rozszalała […].” zaraz potem w rozmowie z Lady dodaje „Słuchaj-zrezygnujmy. /Z naszych zamiarów.[..] zdobyłem sobie złotą sławę […]/czy nie lepiej/ nacieszyć się jej świeżym blaskiem zamiast? Tak prędko się jej wyrzec?”(34) Miłość i ambicja, a po pierwszym morderstwie Duncana dojdzie strach przed ujawnieniem sprawcy. Wahania Makbeta, jego wątpliwości, moralna wrażliwość nie chronią przyszłych jego ofiar. Można się zastanawiać, czy Makbet zabija, pragnąc zdobyć dla siebie władzę, czy też morduje dla Lady, próbując sprostać jej oczekiwaniom. Nawiązując do trzech, ostatnio przywołanych wypowiedzi, można wysnuć pośredni wniosek, że koszmary, jakich doświadcza Makbet mają związek z jego wewnętrzną niemocą. Niemocą człowieka, który jako podwładny był przekonany o słuszności rozkazów i starał się je wykonać jak najlepiej. Sytuacja się zmieniła, bo Makbet czuł i wiedział, że żądania lady kryją w sobie moralną pułapkę; a spełniał je kierując się miłością i ambicją. Niemoc, o której już wspomniałam, nie wynika ze zniewolenia Makbeta, ale z jego uzależnienia od morderstw. Ten udręczony koszmarami i bezsennością król wciąż „musi walczyć do końca’, czyli dalej zabijać i dodaje ”wizje krwawych rzezi/ Zadomowiły się w mym umyśle/ I nie wstrząsają mną.”(136 Straszny jest Makbet, kiedy morduje bez przekonania, z nadzieją, że ten świat zginie, w którym można zabijać. Upadek Makbeta zapowiedziały już wiedźmy, ale to mógłby być tylko sen, przewidzenie, nastąpił on dopiero wtedy, kiedy odrzucił własne moralne opory i zdecydował się zabić Duncana. Zrobił zatem to, czego nie chciał w, by cieszyć się przyszłą, niepodzielną władzą. Makbet wyzwolił zło, w sobie i w innych, sam stając się jego ofiarą, a mimo to dalej mordował, udowadniając tym samym jego moc. Zło, na które się złożyły kolejne morderstwa, upiory prześladujące Makbeta i majaki, jakie zadręczyły Lady, zło rozlewające się na miasto i jego mieszkańców ( Nesbo), czy na królestwo Szkocji ( Szekspir).Jeśli zatem życie jest „ jedynie przelotnym cieniem; żałosnym aktorem, Co przez godzinę puszy się i miota[…}” to czym jest zło? Dlaczego Klaudiusz zabijał, dlaczego Makbet był mordercą, pomijając różne motywy i uwarunkowania? Czy zwykły przypadek inicjuje zło, czy wystarczy ludzka nieodporność psychiczna i duchowa, czy też zło przypisane jest niektórym jednostkom jako rodzaj okolicznościowego trafu[12] ? Uważna lektura Makbeta nie wskazuje wyraźnie na żadną z tych interpretacji, ponieważ w tej tragedii można doszukać się obecności wszystkich trzech przyczyn zła. Może dlatego upadek Makbeta był wywołany przez zło dane w różnych postaciach; zabijając innych, zabijał siebie” bo wszystko, co jest nim, złorzeczy samemu sobie, że jest w nim.”( V,2) Jeśli więc życie jest nie znaczącą nic opowieścią idioty, pełną wrzasku i wściekłości ( zob.V,5) to zło jest tylko jednym z tropów tej opowieścią. Obecne, a nieuchwytne, przerażające, a nierozpoznawalne. Bo zło pojawia się w wielu postaciach; w czynie, jakim jest morderstwo, w jego skutkach, które dotykają sprawcę i jego ofiarę oraz w krzywdzie, bólu, w cierpieniu ofiary, w aktach zemsty. Szekspir mówi o tym, że zło jest cieniem życia i władzy, Nesbo wskazuje na mroki ludzkiej psychiki, z której wyłania się zarówno dobro jak i zło. Odnosi się wrażenie, że to nie siła zła zwycięża w pojedynku z dobrem, ale o tym decydują przypadkowe wydarzenia, które tkwią w nas i poza nami.
Klaudiusz i Makbet upadli, a ich upadek pociągnął też za sobą innych ofiar, winnych i niewinnych. Klaudiusz to cyniczny, wyrachowany morderca, śmiertelnie niebezpieczny dla innych, bo przebiegły i nikczemny. Jego upadek jest radykalny, płaci za niego dużą cenę, ale zyskuje władzę, której najbardziej pragnie. Inaczej rzecz się ma z Makbetem i jego upadkiem, bo „ jest on tak ludzki w swoich refleksjach, jak nieludzkie są jego postępki”( zob.149). On sam powie o sobie „Stać mnie na wszystko, co godne człowieka. Kto się na więcej waży-ten nim nie jest.”(I, 7). Upadek Makbeta jest w jakimś, egzystencjalnym znaczeniu czymś zarazem tragicznym i absurdalnym. Ale przez to bardziej wstrząsającym, bo zazwyczaj morderstw dokonują tzw. przyzwoici, dobrzy ludzie, którzy znaleźli się w niewłaściwym czasie, w niewłaściwym miejscu. By rzecz jeszcze raz rozważyć pod kątem upadku Klaudiusza i Makbeta, czyli osunięcia się w zło, trzeba rozważyć o jakie chodzi zło i czym spowodowane? W tym celu warto nawiązać do problematyki zła, wolnej woli i trafu moralnego. Ponieważ pisząc o morderstwach dokonanych przez Klaudiusza i Makbeta, bierze się pod uwagę zarówno ich życiorys, charakter, intencje, jakie nimi kierowały jak i pragnienia. Należałoby by, unikając schematów np. dobry-zły człowiek czy dobre-złe intencje albo akt wolny i akt zniewolony, zastanowić się na ile obydwaj byli zdolni do kontrolowania swojego działania. W tekstach Nesbo i Szekspira uderza stosunek do zła, który występują w różnych sytuacjach, a zderzenia dobra ze złem nigdy nie są czymś oczywistym. Dominującą rolę w ich ocenie odgrywa kontekst, on wpływa nie tylko inspirująco jest też traktowany jako wyzwanie. Makbet zabijając Duncana, morduje też dwóch pokojowców, których następnie czyni winnymi śmierci króla. W ten sposób zło, jakim jest zabicie króla, rozszerza się o kolejne ofiary i w postaci kłamstwa oskarża niewinnych o popełnienie czynu, którego dokonał Makbet. Szekspir i Nesbo przekonują czytelnika, że zło jest nie tylko czynne, ale przybiera też różne „barwy ochronne” Tym samym zło może się nie tylko ukrywać, ale też utożsamiać się z dobrem. Na przykład z miłością, przyjaźnią czy poświęceniem.
1.3. Klaudiusz i Makbet- między przypadkiem, koniecznością a wyborem zła
W opracowaniach Makbeta i jego licznych interpretacjach teatralnych i filmowych wraca pytanie o źródła zła, dlaczego doszło do tylu morderstw? Odpowiedzi wynikają z przyjęcia jednej z dwóch tez:
Ad.1. To kwestia trafu, gdyby Makbet w glorii zwycięstwa nie spotkał wiedźm, które przepowiedziały mu koronę i nie podzielił się tymi wiadomościami z Lady, nigdy by nie doszło do tak koszmarnych zabójstw. Gdyby Lady, snujmy dalej alternatywny scenariusz, nie podjęła się realizacji przepowiedni, to zapewne Makbet nigdy nie został mordercą i jako zasłużony wódz cieszyłby się dalszym zaufaniem króla. Może czasem, wypiwszy o jeden kufel piwa za dużo, śmiejąc się by opowiadał o tym jak mu się przewidziały wiedźmy, kiedy z Bankiem przejeżdżał przez wrzosowisko. Ale stało się inaczej.. Makbet spotkał wiedźmy i ich przepowiednie poruszyły go i traf chciał, że w tym czasie król ogłosił Makbeta wodzem, a więc spełniała się jedna z przepowiedni. A że z tych dwojga, niewątpliwie Lady była bardziej zdeterminowana i pragnęła uczynić ukochanego wielkim, to Makbet znalazł się w podwójnie pułapce; z jednej strony przepowiednia, a z drugiej żądania żony, by odważnie, bez lęku i skrupułów „Umiesz śmiało marzyć-wypomina mężowi- Ale na śmiały czyn to już cię nie stać?(s.34). To ciekawe, bo Makbet patrzy się na zamierzone zbrodnie z innej perspektywy; wiedząc, że waży się na to, co niegodne człowieka. Lady widzi tylko koronę na ich głowach i wszystko inne, łącznie z zabójstwami to tylko środki, które mają ich doprowadzić do celu, czyli do władzy. Historię tę można sprowadzić do czterech stanów :miłości, ambicji i pożądania, a w końcu szaleństwa. Bo człowiek jest jak las tajemnic, nie wiadomo, co go wprowadzi w obłęd; jego własne myśli, koszmary tych, których lady skazała na śmierć czy pierwotny lęk przed ogromem dokonanego zła? Horror śmierci, obłędu, i władzy, której granic nikt nie zna.
Skoro wszystko zaczęło się od fatalnego trafu, to czym jest ten traf i czy w zderzeniu z nim człowiek jest odpowiedzialny za swoje czyny i w jakim stopniu? Dodajmy, że problematyka ta coraz częściej podejmowana jest przez filozofów ze względu na rolę, jaką może spełnić w badaniu zakresu i natury odpowiedzialności moralnej.
Ad.2-to problem woli, w istocie Makbet intencjonalnie nie pragnął dla siebie korony, ale skoro ta była mu przeznaczona ( przepowiednia i wiedźmy), zaczął snuć jakieś marzenia, którym dopiero lady Makbet nadała konkretny kształt i cel. Świadoma tego jak wielkiej potrzeba auto- determinacji, by mordując, pokonać naturalne obawy i wątpliwości, próbowała wskrzesić w sobie takiego ducha” Zlećcie się Duchy, które wykarmicie / W mózgach zbrodnicze plany, weźcie precz/ Moją kobiecą naturę/…/Mleko w moich piersiach/ Zaprawcie żółcią/…/” s.28/29/ Makbet znalazł się w sieci najpierw przepowiedni wiedźm, a później silnej perswazji ze strony żony, przypominającej mu kim powinien być. Jako mąż, wódz i przyszły król, wszelkie skrupuły Makbeta były traktowane jako wyraz słabości, wyszydzane i potępiane. A czyniła to rozmyślnie kobieta, którą niewątpliwie kochał i czuł się od niej emocjonalnie uzależniony. Lady Makbet, jak na to wyraźnie wskazuje tekst Szekspira, czyniła wszystko, co było w jej mocy, by wywyższyć męża, by przepowiednię wypełnić jego chwałą i objęciem tronu.
Czy zatem Makbet chciał zabić, czy wola jest podatna na takie żądania, a jeśli tak właśnie jest, czy można mówić o wolnej woli? Makbet zabijał, ale czy ponosi za te czyny moralną odpowiedzialność, skoro nie czynił tego, co chciał, ale co musiał? Znowu dotykamy tematu, który miedzy innymi dzięki współczesnym kognitywistom stał się niezwykle popularny wśród etyków i zmusza do ponownej refleksji podstawowych kategorii moralnych. Czy w świetle tych najnowszych analiz woli można obarczyć winą Makbeta, powołując się na dobrowolność jego zbrodniczych czynów? Pomijam to, co Jan Kott nazywa mechanizmem historii tamtych czasów, kiedy władzę zdobywano gwałtem, morderstwem. Interesuje mnie swoisty quasi sąd nad Makbetem, podjęty w świetle współczesnych dylematów związanych z istnieniem wolnej woli i wynikającej stąd kwestii- na jakiej podstawie można orzekać o winie?
W tej części tekstu skupiam się tylko na Makbecie, ponieważ przypadek Klaudiusza jest radykalnie inny i ze względu na motyw dokonanej zbrodni i postawę, jaką zachował. Jest bratem króla, a więc sam mógłby zostać królem, gdyby przypadek nie zadecydował o tym, że był młodszym bratem. To rzeczywiście słaby argument dla kogoś o tak silnych ambicjach i żądzy władzy. Klaudiusz, w przeciwieństwa do Makbeta, sam decyduje się sięgnąć po koronę brata, ani się przy tym nie wahając się, ani nie odczuwając z tego powodu wyrzutów sumienia. Zabił, zasiadł na tronie poślubił swoją bratową i pragnął tylko jednego, by raz zdobytej władzy nie stracić. Można, co prawda rozważać ten przypadek z perspektywy wolnej woli, czy rzeczywiście Klaudiusz ją posiadał, zważywszy na rozpowszechnione we współczesnej etyce przekonanie, że to zasada kontroli decyduje o odpowiedzialności moralnej poniesionej za własne czyny. Niewątpliwie Klaudiusz, opanowany żądzą władzy, ani nie panował nad nią ani też nie próbował uwolnić się od tego pragnienia. Jednym słowem, wiedział że czyni źle i nie chciał/ nie potrafił postąpić inaczej. Można więc mówić o tym, że na poziomie samoświadomości Klaudiusz miał kontrolę nad oceną swojego działania, ale na poziomie psychicznym był całkowicie uzależniony od żądzy władzy. Z niej czerpał satysfakcję i ona rekompensowała wszystkie jego lęki o wyroki sądu Bożego.
Ad. 1 Wracając do Makbeta, fakt że spotkał wiedźmy i że jedna z ich przepowiedni sprawdziła się zanim dojechał do domu można potraktować jako przypadek trafu moralnego. Ponieważ za traf uważa się zdarzenie przypadkowe, niekontrolowane przez sprawcę, to zdania na temat tego, na ile można poddać ocenie zachowanie sprawcy są w tej kwestii podzielone. Nie wdając się w samą dyskusję, przyjmuje za Nelkinem, że „Traf moralny pojawia się, kiedy sprawca może być poprawnie uznany za obiekt oceny moralnej mimo faktu, że znaczący aspekt tego, co oceniamy, zależy od czynników niezależnych.”[13] Zakłada się przy tym, że warunkiem wolnego wyboru jest brak bezpośredniego przymusu z zewnątrz, co pozwala na kontrolę własnego działania w większym lub mniejszym zakresie. Kontrola ta obejmuje nie tylko to co się robi, jak i dlaczego , ale również odnosi się do tego, który te czynności wykonuje. Trudno w ogóle mówić o nieograniczonej kontroli, bo nikt nie działa w próżni, ani też nikt nie jest pozbawiony własnej osobowość. Ocena czynu i jego sprawcy wymaga, by wziąć pod uwagę zarówno charakter człowieka jak i jego stosunek do zasad moralnych ( obowiązujących w danej zbiorowości) oraz „zależność” obu (tych) czynników od danego podmiotu. Ktoś może być zły a jednocześnie nie odpowiadać moralnie za własne działanie. Ktoś może rozpoznawać zło, a jednocześnie emocjonalnie nie potrafi z niego zrezygnować np. sadysta czy psychopata. Sytuacja, w której Makbet „emocjonalnie” sterowany przez lady zabija wbrew sobie i swoim przekonaniom, wskazuje nie tylko na jego uzależnienie od zony, ale przed wszystkim na jego słabą, chwiejną osobowość. Ten cieszący się uznaniem wódz, budzący podziw i miłość wśród swoich żołnierzy, nie potrafi sam podjąć decyzji w sprawie tak wyjątkowej, jaką jest zabójstwo króla. Może dlatego, że Lady budzi w nim pragnienia i żądze, do których sam się przed sobą nie chce przyznać. Tkwią one gdzieś, w jakimś zakamarku jego duszy, poza świadomością.
Makbet broni siebie, swojego mniemani o sobie a może swojej przyszłości, wyznając„ Stać MNIE NA WSZYSTKO, CO GODNE CZŁOWIEKA/. Kto się na więcej waży – ten nim nie jest” (s.36) I zabijając króla, zgodnie z powyższą deklaracją, od tej pory zamienia swoje życie w koszmar, a siebie w upiora. Działa więc już poza wolą, poza możliwością kontroli siebie i swoich działań, niezdolny do zaprzestania mordu. Czy Makbet odpowiada moralnie za swoje zbrodnie? Spróbujmy go ocenić, kierując się intencjami, które kierowały jego wyborami i czynami. Pierwotny opór Makbeta przed zabiciem króla wynikał nie ze strachu przed ew. karą, ale ze świadomości ogromu zła, jaki tkwił w tym czynie. Jego skrupuły i wahania Lady potraktowała jako wyraz osobistej słabości, tchórzostwa, przełamała je apelując do jego poczucia męstwa, do ambicji, w końcu do serca. Wszystko wskazuje na to, że Makbet zabił Duncana, by objąć władzę tak jak przepowiedziały mu wiedźmy, tak jak tego chciała Lady. Pod tym względem intencje Makbeta są jasne, podobnie jak świadomość popełnionej zbrodni, która zresztą tak została zainscenizowana, by wina padła na dwóch pokojowców. Ich również Makbet zamordował, rzekomo w odruchu” rozpaczy”, bo tego wymagała komedia” Chodźmy i przed ludźmi/Grajmy komedię: niech twarz fałszywa/ Przed wzrokiem świata fałsz serca ukrywa”. (35)
Ad.2. Czy zbrodnie Makbeta wynikały z jego wolnej woli, czy były jego wyborem? Współczesna filozofia kierując się m.in. badaniami neuronauk i wprowadzając różne możliwe rozwiązania powyżej postawionego pytania, najpierw próbuje uporać się z kwestią wolności i wyborem. Dochodząc do odrębnych wniosków: Denett np. twierdzi, ze wolna wola i posługiwanie się tym terminem oznacza to, co warto chcieć. Caruso, drugi znany ze swej działalności publicystycznej przedstawiciel neuronak w filozofii, przez wolną wolę rozumie taki zakres kontroli działania, która jest konieczna, by komuś przypisać kare lub zasługę .” […] wolna wola powinna być definiowana jako taka kontrola działania, którą zakładają zasłużone w sensie podstawowym pochwała i nagana, nagroda i kara.” [14] Wspomniani uczeni zakładają, w przeciwieństwie do klasyków etyki europejskiej, ze to okoliczności kształtują nasze poglądy, nasze czyny i nas samych. Nasze plany, zmiany, jakich dokonujemy w naszym życiu, również formułują się pod wpływem tych okoliczności i współdecydują o tym, kim chcemy się stać i kim się stajemy. Jesteśmy w stanie kontrolować te procesy, które zachodzą wokół nas i wewnątrz nas, ale nie możemy ich zmienić. Makbet nie miał wpływu na pojawienie się wiedźm ani na treść ich przepowiedni, podobnie też nie kierował emocjami swojej żony. Ale świadomie mógł te wydarzenia ocenić, mając za sobą z jednej strony doświadczenie żołnierza w służbie króla jak i złożoną przysięgę na wierność koronie. Skracając cały wywód, jako żołnierz i wódz, jakim był Makbet, był zobowiązywały do kontrolowania swoich działań, które wynikały z jego powinności wobec władcy. A te naruszył w sposób skrajny i dlatego powinien zostać ukarany, niezależnie od tego, czy Makbet mógłby, gdyby chciał, postąpić inaczej. Te ostatnie rozważania nie posuwają nas ani na krok w ocenie zbrodni, dokonanych przez Makbeta i jego samego, ponieważ nikt i nic nie zmusił go do zabicia króla wbrew złożonej przysiędze. Posługując się pojęciem wolnej woli, sugeruje się, że my samy jako sprawcy konkretnych działań i nasze wybory nie podlegają żadnej determinacji. Tymczasem to, jakich dokonujemy wyborów wynika z tego, kim jesteśmy w swojej mniej lub bardziej ukształtowanej, konkretnej osobowości. Danett i Caruso odrzucając istnienie wolnej woli jako miary ocen ludzi i ich czynów, wskazują właśnie na to, ze odpowiedzialność moralna obejmuje te działania, które ktoś rozumie jako dobre i złe i świadomie wiąże ze swoim życiem. Działania, które podlegają kontroli, czy też w wersji bardziej estetycznej, można za Denettem powtórzyć „zwykli ludzie zdolni są do wzięcia odpowiedzialności za kontrolowanie siebie i za zabieganie temu, iż inni przemienią ich w kukiełki-co jest jedynym rodzajem wolnej woli, którego warto chcieć’”[15] Makbet, by posłużyć się metaforą Dennetta, uczynił sam z siebie kukiełkę-upiora, niezależnie od wkładu Lady w utratę kontroli Makbeta nad sobą.
A oto garść cytatów, potwierdzających powyższe uwagi:
„Teraz-znowu w pętach, w zamknięciu, w niewoli/Nieposkromionych trwóg i zwątpień/ Makbet, akt trzeci, scena IV, przeł. S. Barańczak
„ […]Był szczery i prostolinijny […] nie miał w zanadrzu żadnych złych myśli.[…] Bo oczywiście jest mordercą. Mówię tylko, że sam nie potrafi zabić nikogo, kto się nie broni”, J.Nesbo, Mackhbet, przeł. I. Ziemnicka, Wydaw. Dolnośląskie, Poznań, s.390/391.
[1] Zob.J. Majmurek, Horror nieczystego sumienia, w:Polityka 6 czerwiec 2021s.74-76. Moim zdaniem to bardzo trafna diagnoza kryminału jako formy rozrywki telewizyjnej.
[2] Między sztuczną waginą a napuszonym guru. Rozmowa z Michałem Komarem, w: Kraków nr 10, rok XVIII, październik 2022, s.17.
[3] Frankfurt jasno tłumaczy, że „ Kiedy pytamy, czy wola jakieś osoby jest wolna […] znaczy ( również w przybliżeniu) że dysponuje ona wolnością pragnienia (is free to want) tego, czego chce pragnąć. Dokładniej mówiąc , znaczy to, że ma ona wolność chcenia (is free to will) tego, czego pragnie chcieć, czy też posiadania woli, jaką zechce.”, H.G. Frankfurt, Wolność woli i pojęcie osoby , w; Filozofia moralności. Odpowiedzialność moralna, wybrał i wstępem opatrzył J. Hołówka,; przeł. J. Nowotniak, W,J. Popowski, Wydaw. Aletheia, Warszawa 1997, s.32-33.
[4] Wywiad przeprowadzony przez M. Nagosia z J. Nesbo, w: Magazynie Świątecznym, sobotnio-niedzielnym dodatku do Gazety Wyborczej, 14-15 kwietnia 2018, s.31.
[5] J. Kott, Szkice o Szekspirze, PIW, 1961, s. 24 ( „ Szekspir dramatyzuje nie tylko historię. Szekspir dramatyzuje psychologię, daje ją w wielkich strzępach, w których odnajdujemy siebie.”):
[6] Jo Nesbo, Upiory, s.340.
[7] T. Walt z Oslo, M. Ostrowski, W. Smoczyński, Strach krąży po Europie, Polityka, 31 ,27.07-2 08 2011, s/10.
[8] J.w., s.10.
[9] W złu egzystencjalnym, które pojawia się wraz z upadkiem moralnym- przyp. E.P.
[10] Tutaj zasady moralne traktowane są jako prawa natury zgodne z prawami boskimi
[11] W swoim nowym tłumaczeniu Jarosław Mikołajewski opisał dziewięć kręgów piekła ze względu na typy przestępców i ich grzechy i tak w kręgu szóstym znajdują się heretycy a w ósmym oszuści; krąg siódmy jest zarezerwowany dla ”Zabójców i łupieżców. Samobójcy i rozrzutnicy. Bluźniercy, sodomiści i lichwiarze.”, w:A. Dante , Boska komedia, nowy przekład J. Mikołajewski, Wydaw. Lit., Kraków 2021, s.19.
[12] Rozróżnia się traf konstytutywny (np. związany z kodem genetycznym i wynikającą z niego chorobą psychiczną) od trafu okolicznościowego
[13] D.K. Nelkin, Moral LUck, cyt. za P. Strzyżyński, Problem trafu moralnego w kontekście zasady kontroli. Analizy filozoficzno-etyczne, Wydaw.UAM, Poznań 2001, s.97, przypis 286.
[14] D.C. Denett, G.D.Caruso, Wolna wola. Czy jesteśmy odpowiedzialni za nasze czyny?, tł. L. Kurek, Copernicus Center, Kraków2022, s.7
[15] j.w., s.283.
Hole i Gross
Upadek komisarza: Harry Hole i Bernard Gross
Trudno uzasadnić taki wybór komisarzy: Harry’ego Hole i Bernarda Grossa, nie odnosząc go do własnych lektur. O ile Harry Hole zaintrygował mnie swoim norweskim rodowodem, o tyle Bernard Gross od początku serii wydawał się postacią z drugiego planu; wciąż pozostaje w cieniu. Robert Małecki „zatrudniając” Grossa do śledztwa, jednocześnie bardzo oszczędnie przekazuje czytelnikom prywatne informacje o jego życiu. Konstruując współczesną powieść kryminalną autorzy starają się nie tylko o utrzymanie atmosfery grozy, tajemnicy, ale też o taki opis postaci komisarza, który podlega dwóm wyraźnie sprzecznym kryteriom: przeciętności i nadzwyczajności. W pierwszej wersji jest to postać z tłumu, z autobusu, z baru; mijamy ją codziennie, siedzi obok nas ze swoim hamburgerem, lubi słuchać podczas jazdy tych samych zespołów, co my. Przy bliższym poznaniu ów zwykły komisarz ( wygląd, obyczaje, mieszkanie, kontakty, środowisko ) wykazuje się nie tylko niezwykłą intuicją, specyficzną i skuteczną metodą prowadzenia śledztwa, ale też jego prywatne życie kryje w sobie wiele mrocznych tragedii. W drugim przypadku, ekscentryczny śledczy tęskni za życiową stabilizacją, której nigdy nie potrafi osiągnąć. Ponieważ praca nad wyjątkowo trudnymi przypadkami morderstw wymaga nie tylko nadzwyczajnej uważności, inteligencji i intuicji, ale też rani, okalecza. Skazuje na samotność, unicestwia więzi rodzinne i przyjacielskie, praca jest traktowana jako pasja i służba, co wyjaśnia zaangażowanie w prowadzone śledztwo. Mimo ryzyka, mimo zagrożenia życia i mimo wszystkich innych zobowiązań wobec np. rodziny. Dlatego ten rodzaj działalności staje się dla komisarzy wyniszczający, pochłaniający do tego stopnia, że sami stają się jego ofiarą. Między ich jasną, „normalną” stroną życia a tą destruktywną , związaną ze śledztwem jest jakiś łącznik: muzyka, hobby, alkohol, przygodny seks, hazard. Muzyki można słuchać ew. uprawiać razem z innymi, ale też w samotności, hobby dzieli się z innymi tak jak jak i seks, podobnie jest z alkoholem; pije się razem i osobno, hazard wywołuje emocje i działa tak jak adrenalina. Narkotyki dają chwilowe zapomnienie i uzależniają. Upadek komisarza można rozpatrywać pod trzema kątami: upadek moralny, czyli przekroczenie granic, kiedy traci się kontrolę nad wydarzeniami, których jest się sprawcą, upadek, czyli takie skrajne przewartościowanie własnego życia, z którego nie ma dobrego wyjścia oraz upadek w rozpacz, w traumę, w zaślepienie własnym bólem. Ten ostatni, trzeci rodzaj upadku łączy losy Harey’ego Hole z Bernardem Grossem, obydwaj komisarze zatracają się w pracy, traktując ją również jako formę ucieczki od poczucia klęski w kontaktach z najbliższymi i ze sobą. Jeśli jest prawdą, że żyjemy zgodnie z tym jak sami siebie oceniamy, to z pewnością Hole i Gross należą –w swoim mniemaniu- do tych przegranych, którzy zawiedli. Schemat jest więc prosty: ucieczka w pracę tłumaczy obsesyjne zaangażowanie komisarza w prowadzone śledztwo, co znajduje swoje wyjaśnienie w jego życiu prywatnym. Z punktu widzenia autora taki zabieg uzasadnia bezkompromisową pogoń za przestępcami, z kolei czytelnik kryminalne przygody komisarza wiąże z jego życiowymi perypetiami i może zagłębić się w podwójnie mroczną historię.
Harry Hole to alkoholik i genialny śledczy, zakochany i wrażliwy, a zarazem emocjonalnie i społecznie „uszkodzony”. Interesują go najcięższe zbrodnie, które ściga wręcz obsesyjnie, bada i analizuje posługując się najpierw intuicją a następnie logiką. Nie zawsze panuje nad sobą, niewyspany, często pod wpływem alkoholu, łamie wszelkie procedury, nagina prawo i naraża się na jawną niechęć ze strony kolegów, policjantów. Ale oczywiście prawdziwym wrogiem Hole’go jest on sam dla siebie, stąd wypływa jego nieobliczalność, poczucie winy i ten rodzaj „zawyżonej” odpowiedzialności, który bardziej jest destruktywny niż budujący. Ilekroć Hole wkracza do akcji jako komisarz to czytelnik obserwuje jak inteligentnie i konsekwentnie walczy on z mordercami, z systemem operacyjnym policji oraz ze sobą. Przegrywa, idzie niewłaściwym tropem, zabójca jest sprytny, potrafi zastawić pułapki. Harry szuka więc po omacku, stawia niewłaściwe hipotezy, wybiera złą strategię, do momentu, kiedy wszystkie elementy zagadki nie ułożą się w jedna całość. Każda z tych potyczek przynosi ze sobą nowe rany, bardziej dotkliwe niż poprzednie i grozi rozstaniem się z tymi, których Harry kocha. Nie ma on w sobie tych cech, które by go chroniły przed kolejnym upadkiem. Dla norweskiego komisarza przeżycie nie jest tak istotne jak odkrycie, kto zabił i jego aresztowanie lub zabicie, kiedy dochodzi do bezpośredniej walki. Spryt, zdrowy rozsądek, próżność, oportunizm czy zawieranie kompromisów-to wszystko jest dla niego nawet nie tyle obce, co po prostu niedostępne, nie potrafi dbać o swoje interesy zawodowe i prywatne. Kostium ten nakłada Nesbo swojemu komisarzowi nie tylko po to, by zaintrygować czytelnika nową postacią, przede wszystkim chce pokazać jak mroczna jest ludzka psychika. W jakimś stopniu Hole ścigając przestępców próbuje odnaleźć siebie, zrozumieć swoje stany, reakcje, zadane kiedyś rany. Co sprawiło, że czuje się „ uszkodzony”, że boi się odpowiedzialności wiążąc się z ludźmi, których kocha? Dlatego ucieka w pracę i alkohol, oddając się im w pełni, bez zabezpieczenia i zachowania minimalnych środków ostrożności. Rzeczywistość dla niego jest zbyt sztuczna, obwarowana tysiącami konwencji i procedur, mało mających wspólnego z racjonalnym ładem. Z drugiej strony wszyscy, których Harry kocha lub szanuje i przyjaźni się z nimi, w jakiś sposób nie pasują do tego rozregulowanego świata: ojciec, zamknięty w swoim bólu po śmierci żony, Rakel ze swoimi lękami, kumpel z lat szkolnych to szalony taksówkarz, outsider i alkoholik. Można o Harrym pisać w konwencji anegdoty: piękny i brzydki, prawdomówny kłamca, mądry i głupi, wygrany i przegrany itp. Bohater, który jest antybohaterem, szaleniec, który czuje się winny śmierci tych osób, jakie mu pomagały w prowadzonym śledztwie; Ellen, Brigitte czy ..inni. Został policjantem bez specjalnych aspiracji ani też nie kierował się żadną misją .”To w końcu praca, płacą mi, a od czasu do czasu myślę, że robię coś dobrego.: ( Trzeci klucz, s.199). Wszystkie cechy i perypetie życiowe Harry’ego Hole składają się na stosowane przez niego metody śledztwa; najpierw sprawdzian z intuicji: pierwszy ogląd miejsca i pamięciowe wrażenia, później domyślne scenariusze na podstawie śladów, podpowiedzi psychologa, a następnie ich konfrontacja z podejrzanymi; pierwsza wiązka światła, czy raczej światełka prowadzi do labiryntu, który się co kilka kroków rozdwaja w ciemności i wiedzie wprost do fałszywych tropów, by po nieudanych próbach rozwiązania zagadki, ułożyć ją na nowo i znaleźć właściwy klucz. Zagadką jest zarówno motyw zbrodni jak i poszukiwany sprawca , zagadką jest komisarz Holy i pytanie jak uda mu się zidentyfikować kolejnego, seryjnego zabójcę. Musi więc zderzyć się bezpośrednio ze złem w najgorszej, wynaturzonej postaci i mieć świadomość, że to wszystko za późno, że gdyby wcześniej zrozumiał dlaczego i kto „Przez tyle lat mojej służby w Wydziale Zabójstw z pewnością, co najmniej tuzin ludzi zginęło tylko dlatego, że nie zdołałem ująć seryjnych morderców tak szybko jak powinienem.”( Pragnienie, T.II,s.202).Najgorsze i najtrudniejsze śledztwo, jaki nieoficjalnie prowadził, związane było z zamordowaniem jego żony, Rakel . Rakel to „ miłość życia” Harry’ego i to morderstwo wstrząsnęło nim podwójnie; stracił żonę i swojego przyjaciela, Bjorna, który okazał się mordercą-mścicielem. Harry rozumiał motywy, jakimi kierował się Bjorn i zgodnie z jego wolą, nikt nigdy nie dowiedział się, kto naprawdę zabił Rakel Fauke. W tym geście wobec przyjaciela kryje się nie tylko współczucie, ale też akt sprawiedliwości, tak jak go rozumiał Harry. Rakel dla niego była przecież nie tylko żoną, którą kochał, ale jedyną kotwicą, która utrzymywała go na powierzchni.
Po rozwiązaniu tej zagadki Harry –jak zwykle w takich sytuacjach-chciał uciec od siebie, od miejsca wydarzenia, od ludzi i ulic, które znał. Postanowił w przypadkowym miejscu na świecie upić się na śmierć i wybrał lot do Los Angeles. Decyzja ta rzuca nieco więcej światła na specyfikę upadku Harry’ego i jego wręcz obsesyjnego ‘zapadania się w sobie’, wpadania w ciąg alkoholowy, ucieczki od koszmarów a zarazem jakieś irracjonalnej potrzeby ścigania zła w jego najgorszym wcieleniu, jakim jest seryjny morderca. Upadek, czyli proces zapadania się Harre’go jest powtarzającym się wydarzeniem w cyklu książek Nesbo o genialnym śledczym, czasami zbyt melodramatycznym, czasami zbyt tragicznym. Ten rodzaj literackiej konwencji może się obronić, kiedy zostanie potraktowany jako fenomen kultury popularnej, który między innymi polega na tym, że komisarz Hole jest nadzwyczaj inteligentnym śledczym, który głębiej i szerzej analizuje każdy szczegół związany z morderstwem niż czynią to jego koledzy. Z drugiej strony Harry Hole nie radzi sobie w życiu ani ze swoimi uczuciami ani ze swoimi związkami z najbliższymi ani też z utrzymaniem poprawnych stosunków służbowych. Alkohol, muzyka jak małe i duże miłości Harry’go jedynie pośredniczą między tymi dwoma światami: pracą i życiem, pozwalając na jakieś formy codziennej aktywności, ale nie likwidują podstawowego konfliktu. Wynika on z naturalnej skłonności Harry’go, która objawia się tym, że dla niego łapanie seryjnych morderców ma swój sens i społeczne znaczenie ( ofiary). Życie natomiast pozbawione jest tej busoli i trzeba jej szukać po omacku. Czy w tym rozdwojeniu należy szukać motywów nowoczesności, o których pisze tak przekonywująco profesor Cegielski? „Detektywi – […] byli wraz z uczonymi i artystami epoki- pierwszymi, którzy odważyli się przekroczyć granicę dobrze im znanego, swojskiego świata oraz tego nieznanego, który nazywamy nowoczesnością.”(T, Cegielski, Detektyw w krainie cudów. Powieść kryminalna i narodziny nowoczesności 1841-1941, Wydaw. Foksal MMXV, Warszawa 2015, s.8) Pomijając wymagania, jakie przed powieścią kryminalną stawia dzisiaj kultura popularna i jej odbiorcy, wydaje się, zgodnie z wyznaniami Nesbo, że to, co go najbardziej intryguje to „mroczna, ludzka psychika”. To temat uniwersalny, znany od starożytności, wątek upadku zarówno go dopełnia jak i odsłania, a nowoczesny kontekst nadaje mu aktualnego znaczenia. Koszmary, bezsenność, upiory i paniczna ucieczka powiązane z poczuciem winy, porażki i absurdalności życia. Z drugiej strony, zalew na rynku wydawniczym powieści kryminalnych, pomijając już ich wydanie serialowe, niezwykle banalizuje zbrodnię, zło, ofiary. Sytuacja ta zmusza autorów do epatowania czytelnika opisami niezwykle okrutnych i wymyślnych zbrodni, wielowątkowej fabuły i intrygujących, „nieoczywistych”[iv] postaci komisarzy. Nie są to najcięższe grzechy kryminałów, jeśli przynoszą odbiorcom jakąś formę rozrywki a sama zagadka jest na tyle wciągająca, że czytelnik/widz nie odrywa się od lektury/ekranu, to spełniają one swoje zadanie w kręgu kultury masowej.
Upadek Harry’ego jest nie tyle konkretnym wydarzeniem, ale splotem zmieniających się okoliczności, które prowadzą go do stanu, w którym musiał pić, zatruwać się, tonąć, śnić koszmary. Coś w nim pękało, kruszyło się, Harry się rozsypywał, dusił,. tracił równowagę psychiczną, zapadał się w otchłań zła. Ale tylko upadając, Harry mógł się podnieść, dźwigając wszystkie swoje poprzednie upadki, swoje zaniedbania czy zaniechania, swoje klęski i upiory, które uparcie mu towarzyszyły. Harry pojawia się w różnych odsłonach; tragicznego bohatera, obszczymurka, żałosnego przegranego, namiętnego kochanka, lojalnego przyjaciela, czasami mędrca (słynne przykazania Harry’ego), oddanego brata. Nie panuje nad swoim życiem do tego stopnia, że zatracając się w pracy przyjmuje za dewizę, że ”Martwym należy się priorytet przed żywymi” ( Pragnienie, s.28).Rzeczywiście, z żywymi gorzej układają się jego stosunki, nawet wtedy kiedy niczego innego nie pragnie jak być z nimi. Dla niego „Szczęście przypominało chodzenie po cienkim lodzie , a już lepiej wpaść do lodowatej wody, marznąć i podejmować wysiłki, aby wydostać się na brzeg, niż cały czas czekać, aż się w nią wpadnie.” (Pragnienie, s.85)
O upadku tego komisarza można mówić, nawiązując do 3 tytułów powieści kryminalnych Roberta Małeckiego z komisarzem Bernardem Grossem: . Skaza, Wada i Zadra, traktując je metaforycznie i nie zachowując podanej kolejności:
– skaza-na początku swojej pracy Harry pijany w sztok razem z kolegą jadąc policjantem wozem służbowym ścigali uciekającego świadka, Harry w szalonym pościgu stracił panowanie nad kierownicą i doprowadził do trzech wypadków; śmiertelnego swojego młodziutkiego kolegi, stałego kalectwa młodego kierowcy samochodu, który został stratowany oraz samego Hole’go, który doznał wstrząsu mózgu. Cała ta straszna tragedia została spowodowana przez pijanego Harr’ego, który nie został ani oskarżony, ani nawet zwolniony ze służby. Przyjęto, że winnym tych wszystkich tych wypadków był zmarły policjant, który prowadził pojazd służbowy. Harry musiał żyć z tą skazą , która podważyła jego zaufanie do siebie, w końcu stał się przestępcą nie z wyboru ale z przypadku (?), w konsekwencji Harry bał się odpowiedzialności, bał się trwałych więzi z innymi, chociaż ich pragnął. Miał poczucie winy wobec matki i siostry w związku z wydarzeniami z dzieciństwa, odczytując je jako swoiste sprawdziany jego braku odpowiedzialności,
– wada-nie jest nią nawet swoista obsesja, która zmusza Harry’ego do ścigania seryjnych morderców, niezależnie od wszystkich trudności, niebezpieczeństw czy bezsennych nocy, kiedy upiory przyjmują nad nim władzę. Tak, to obłęd, który może w jakimś stopniu zrekompensować to poczucie upadku, jakie zawsze towarzyszy Harry’emu. Jego wadą jest brak troski o własne interesy , własne zdrowie czy bezpieczeństwo i dlatego najsłynniejszy komisarz z Oslo nie żyje tak, jak tego pragnie, ale tak jak musi. Ten wewnętrzny przymus jest czymś nad czym Harry nie ma kontroli, dla śledztwa gotów jest porzucić wszystkie inne obowiązki czy złamać dane obietnice, co oczywiście negatywne odbija się na jego relacjach z najbliższymi. Ten sam przymus kieruje komisarzem, kiedy pragnie ratować osoby bezpośrednio zaatakowane przez ściganych przez niego przestępców; np. Rakel i Olega, Stale Aune czy Ullę Belman „ Nie czuł już bólu, czuł jedynie…Ale nie puszczał.[…] Ulegał bólowi, lękom czy tęsknocie za śmiercią. Ale ulegał też prymitywnemu egoistycznemu instynktowi przetrwania, który wygrywał z tęsknotą za bezbolesną nicością, za snem, za ciemnością. To dzięki niemu ciągle tu był.”( Prag., t.II, s.287.),
– zadra-Hole jest samotnikiem, ale to nie znaczy, że nie czuje się jakoś związany ze swoim „plemieniem” jak nazywa policję. Co też nie znaczy, że plemię odwdzięcza się Harry’emu jakąś formą akceptacji, uznania . Zwłaszcza ci, którzy nie posiadają ani takiego zakresu wolności ani tym bardziej osiągnieć a nawet medialnej sławy jak Harry darzą go szczególnym, rodzajem nienawiści i zawiści. Dotkliwie Harry’ego prześladuje zdolny karierowicz, jakim jest Mikael Bellman, łącznie z aresztowaniem komisarza i jego poniżeniem. Harry dystansuje się wobec tego typu działań, ale one ż nie tylko wpływają na jego opinię, ale też ograniczają skuteczność prowadzonych przez niego śledztw, a zwłaszcza korzystania z zaplecza technicznego.
Harry „ niepokorny i bezkompromisowy glina-jak pisze S. Skorstad-specjalizuje się w łapaniu seryjnych zabójców i nie zawsze przestrzega przy tym prawa. Słucha dużo muzyki, gustuje w jazzie [.. .]” (Skandynawia. ŚlADAMI DETEKTYWÓW. Witajcie w krainie fiordów, Sobota-niedziela 9-10 kwietnia, G. Wyborcza 2016, s. 38.)
Otóż ten glina jest człowiekiem nie tylko głęboko rozważającym motywy zbrodni, ale też „łamiącym przepisy” chcąc chronić ludzi lub ich pamięć, którzy działali albo pod wpływem głębokiej, wręcz śmiertelnej rozpaczy ( przypadek Bjorna Holma czy narkotykowego głodu ( przypadek Olega). Harry doszedł do tego miejsca w swojej pracy, gdzie żadne schematy i procedury nie obejmowały tego, co można określić czynnikiem ludzkim. Zarówno wtedy, kiedy sprawcą był psychopata- wampir, który lubił znęcać się nad swoimi ofiarami jak i człowiek, który nie wahał się, by swoje ofiary uśmiercać „ jabłkiem Leopolda”.
W ulubionej restauracji Harry’ego U Schredera co roku wręczana jest nagroda imienia Harry’ego Hole w postaci miliona koron norweskich dla organizacji lub prywatnej osoby zaangażowanych w walkę z analfabetyzmem na świcie. Odbywają się też w Oslo wycieczki śladami H.H. Wspominam o tym, bo Harry H. jest postacią literacką, którą trudno polubić, ale łatwo się do niej przywiązać. W jakimś stopniu zaspakaja on potrzebę wiary w to, że ktoś nas uratuje przed Valentinem, Tonnym, czy Sweinem Finnem zwanym „ Narzeczonym”.
W świetle diagnozy prof. Cegielskiego, mówiącej o tym, że detektyw wyprzedza swoje czasy, wydaje się że współczesne kryminały wybierają pewien model fikcji, w której swobodnie dzieli się emocje z przebłyskami intelektu, nie dbając o suwerenność postaci. Czynnikiem wyróżniającym może być skłonność do ekstrawaganckiego sposobu bycia lub przeciwnie; komisarzem może zostać człowiek pozornie bez właściwości. Ze swoją codzienną kanapką z serem i zamiłowaniem do modelarstwa. Komisarz Bernard Gross wiedzie gdzieś na uboczu wielkiego świata swoje skromne życie, naznaczone rodzinną tragedią. Dobrowolnie wyprowadza się z Torunia do Chełmży, by zacząć nowy rozdział w swoim życiu, i chociaż tak radykalnie jak Hole nie stroni od swoich kolegów to niewątpliwie jest samotnikiem. Czy taka opowieść o komisarzu jest jakimś lustrem, w którym odbijają się nasze wyobrażenia, medialne przekazy, symbole w których inscenizuje się zło? Czy musimy kreować tak „nienaturalnych” rycerzy, toczących walkę ze złem, a więc z siłą destruktywną, bo już nie potrafimy sami dostrzec zła ? Rzadko przecież protestujemy widząc wychudzonego psa z poobijanym grzbietem, śmieci wysypane w lesie, słysząc za ścianą płacz bitego dziecka. To tzw. realne zło jest pospolite, nie obiecuje żadnej przygody, ginie w morzu codziennych wydarzeń, chyba że ktoś nada mu medialne znaczenie. Musimy posłuchać/ obejrzeć zmyśloną historię o szalonym, niezłomnym komisarzu, o jego zniszczonym życiu i samotności, o upiorach, które go ścigają, byśmy poczuli się bezpieczni w tym niebezpiecznym świecie. A przynajmniej jako czytelnicy, byśmy jeszcze raz znaleźli się w świecie logicznie uporządkowanej opowieści o złu. Hole i Gross żyją w świecie koszmarnych zbrodni, które rykoszetem uderzają w nich, w ich rodziny, w bliskich. Zostawiając nas, czytelników z pytaniem: skąd zło czerpie taką moc, by nie tylko niszczyć to wszystko, co uważamy za dobro ( nasze czy cudze życie), ale przede wszystkim pozbawiać je tarczy, chroniącej przed radykalnym złem? Prowadząc ludzi i zbiorowości a nawet całe cywilizacje do upadku totalnego, a więc takiego, w którym nie ma miejsca na nadzieję.
Tragiczna postać komisarza Bernarda Grossa
Upadek Bernarda Grossa nie jest spektakularny podobnie jak on sam, ani w pracy ani w życiu osobistym pozornie niczym się nie wyróżnia, ani też nie uchodzi za genialnego i bezkompromisowego śledczego. Raczej za profesjonalistę, uczciwego, oddanego i lojalnego wobec współpracowników, wycofany z życia towarzyskiego, zbliżający się do wieku emerytalnego. Przeżył trzy tragedie, które zaważyły na jego pracy i na nim samym. Nosił w sobie niezabliźnione rany, które pogłębiały się w związku z narastającym konfliktom między nim a synem. Przybrał on tak radykalną postać, że syn potrafił już tylko atakować ojca zarzucając mu, że go opuścił w chwili, kiedy stracił matkę na skutek bandyckiego napadu. Kiedy żona Grossa i matka Bartka została nieomal uduszona przez silnego, rosłego bandytę. Od czasu tej napaści leży w ośrodku pogrążona w śpiączce, a odwiedzający ją Gross całą winę za to wydarzenie i jego tragiczne skutki wziął na siebie. Żona w śpiączce, l zbuntowany syn, rozpad rodziny i przypadkowe zabicie kobiety, która znajdowała się na linii strzału. Gross żył w przekonaniu, że on ją zabił, chociaż śledczy udowodnili, że to bandyci uciekając z mieszkania Grossa świadomie zastrzelili kobietę, która była przypadkowym świadkiem tego zajścia. Gross czuł się odpowiedzialny za to zabójstwo i starał się roztoczyć opiekę nad jej córką. Ten splot nieszczęść i prawdziwych dramatów pokazuje jak bardzo Gross czuł się w nie zaplątany; jako mąż, ojciec, policjant i jak bardzo naznaczyły go te wydarzenia i wpłynęły na jego życie. Uciekał w pracę, bo w niej znajdował jasny podział na dobro i zło, uciekał w modelarstwo, bo mógł w samotności jeszcze raz przemyśleć poszczególne wątki prowadzonego śledztwa. Nie pił i nie palił, nie miał też miłosnych przygód ani zapału do hazardu, skupiony, wyciszony, prowadzący wręcz ascetyczne życie dopóki nie spotkał Malwiny. Ale i wtedy miał opory przed tym romansem, mając wzgląd na swoją żonę leżącą od lat w śpiączce oraz na swoje zaangażowanie w pracę. Gross nie potrafił dzielić się swoimi uczuciami do tego stopnia, że sam nie mógł ich przed sobą określić.” Chował się we własnej skorupie, cichy i milczący, i znikał w innym świecie.”( Zadra, s.304) W poszukiwanie sprawcy, w modelarstwo, a więc tam, gdzie czekała go konkretna praca, wymagająca skupienia i namysłu. W tym świecie panowały żelazne zasady logiki i każdy kolejny krok miał swoje dobre lub złe konsekwencje i można go było zaplanować W przeciwieństwie do życia, które przynosiło ze sobą tyle irracjonalnych, nieprzewidzianych wydarzeń. Na część z nich reagował bólem, samo-oskarżaniem się, wyrzutami sumienia i poczuciem wstydu, lękami i sennymi koszmarami. W praktyce przed nimi uciekał; przed sobą, przed coraz bardziej roszczeniowym synem, przed Malwiną. Praca komisarza miała dwie zalety ;pozwalała na to, by zamknąć za sobą drzwi i zatopić się w śledztwie, ponieważ „ musiał wytrwale iść śladem ofiar, aż w końcu znajdzie winowajców.” (Zadra, s.342)To poczucie odpowiedzialności kazało mu podać się do dymisji i zrezygnować z pracy, kiedy zginęło dwóch jego podwładnych. Wniosek został przez przełożonego odrzucony, ale postawa Grossa jednoznacznie świadczy o jego zobowiązaniach wobec innych i wobec siebie. O Grossie należałoby też powiedzieć, że należy do grona bezkompromisowych i diabelnie zdolnych śledczych, którzy najpierw kierują się intuicją, szukając powiązań między odnalezionymi śladami, zanim znajdą się na właściwej drodze. Człowiek tak samotny i dotknięty przez los, przy tym wrażliwy i odpowiedzialny musi nie tylko żyć w świecie koszmarów, doświadcza też silnych, realnych bóli, wynikających z „ nerwobóli pochodzenia odkręgosłupowego, związane z uszkodzeniem nerwów obwodowych.”( ( Wada, s.529.) O ile Hole miał wszystkie te rany wypisane na ciele, a zwłaszcza na twarzy, to Gross je odczuwał wewnętrznie, podejrzewając siebie o zawał serca. Gross jest poniekąd ofiarą zarówno pracy jak i tragedii rodzinnej, zło w różnej postaci prześladuje go, dotyka i rani. „Cała jego robota, a po tym, co się wydarzyło dziesięć lat temu w Toruniu, również całe jego dorosłe życie, związane było ze złem. Złem, którego śladem podążał jak pies biegnący przed siebie z nosem w rynsztoku.”(Skaza, s.19) Dlaczego został policjantem? „Nie do końca wiem, czy to ja wybrałem taki zawód, czy on mnie. Skłaniałbym się do tej drugiej wersji[…].”( Skaza, s.328)
Ani Hole ani Gross nie potrafią chronić siebie ani przed dotknięciem zła ani zapomnieć o wszystkich tragediach, jakie miały miejsce w ich życiu. Ich upadek ma z pewnością kilka przyczyn, ale jedna z nich jest dominująca. Zło w różnej postaci i z różną siłą ich niszczy, niszczy ich życie i najbliższych; i z czasem nie znika, nie roztapia się ani nie maleje. Przeciwnie jest jak kula śnieżna, rozrasta się, olbrzymieje i dusi.” Nagle w szczelinie pod drzwiami zobaczył cienie nóg[…]Gross zamarł, czekając na rozwój wypadków.[..] Zdążył mrugnąć i już było po wszystkim. Cień znikł.” ( Zadra, s.122/3).”Nie pamiętał, co mu się śniło. Być może kolejny raz obudził się na dźwięk odtwarzanego we śnie bełkotu żony, której usta zatkała poduszka. Na tej poduszce widział zazwyczaj swoje ręce.”( Skaza, s.165).
Trzy wątki związane są z opisem cech psychologicznych i charakterologicznych komisarza Hole i Grossa: a mianowicie zawyżone poczucie winy i odpowiedzialności, poczucie niepewności i wstydu, że zawiedli, że nie potrafili, że zawiedli, drugi wątek wiąże się z tragicznymi wydarzeniami w ich życiu. Odbija się on negatywnie na ich dorosłym życiu i prowokuje stałą potrzebę ucieczki do innego świata, a jest nim praca, obietnica miłości , związki z bliskimi. Trzeci to skazanie na porażkę, okaleczenie czy uszkodzenie, nocne koszmary, które Hole stara się oswoić alkoholem, a Gross wybiera modelarstwo i tym samym izoluje się od wszystkiego, nad czym nie ma kontroli. Upadek w rozpacz, w samotność, w wyniszczającą pracę jest stale ponawiany wraz z ucieczką, wycofaniem się, wyrzutami sumienia i poczuciem winy. Ten stan można opisać przy pomocy trzech metaforycznych „egzystencjałów”: skazy, zadry i wady.
-skaza- dorosły synzwraca się do ojca z wyrzutem”ojciec ty masz jakąś skazę […] Niby jesteś, ale czuję się tak, jakbym był tu zupełnie sam”( Skaza, s.561) Gross tak szczelnie zamknął się w swoim bólu do tego stopnia , że nie potrafił otwarcie rozmawiać z synem, którego przecież kochał. Unikał konfliktów, a więc nawet nie spierał się z synem. Bolało go, że chłopak oskarża go o rozkład rodziny i nie radzi sobie w życiu, nie radzi sobie z uczuciami, a on mu w tym wszystkim nie potrafi pomóc. W oczach syna był winny, ale też Gross winił siebie o to, że traci syna, przypadkowo dowiedział się, że syn też odwiedza matkę, pogrążona w śpiączce. Tylko, ze Bartek chciał się wyrwać z tego zaklętego kręgu, w którym Gross stale tkwił: napad na żonę, strzały, ucieczka bandytów, zabita kobieta, idąca ulicą. W tym zapamiętaniu Gross zapomina o synu, o 9 letnim chłopcu, który właśnie stracił matkę i potrzebuje ojca, jego opieki, obecności i miłości. Zachowuje się tak samo dziesięć lat później, kiedy syn oskarżając ojca, pragnie jego obecności, uwagi, troski. Gross wie, że uciekając przed konfrontacją z przeszłością , krzywdzi tym samym syna i siebie ”Z coraz większym wysiłkiem dźwigał ten ciężar , na który złożyła się nie tylko tragedia Agnieszki, lecz także pustka, wypełniająca go po brzegi, kiedy opuścił go syn. Syn, którego zaniedbał, o którego miłość w ogóle nie walczył i o którego potrzebach[…]zupełnie zapomniał {…}oddając się całkowicie pracy.”( Zadra,61). Bartek miał więc prawo go nienawidzić, Gross nie potrafił temu zaradzić, nawet nie próbował, ponieważ zamknął się w swoim bólu i samotności jak w skorupie. Dzięki czemu mógł od nowa przeżywać swoją porażkę wraz z poczuciem winy i odpowiedzialności- uzasadniały one jego życiowe wybory, ale ich nie usprawiedliwiały. Stąd ta niepewność, skłonność do samo-oskarżeń, ucieczka w pracę, kosztem jego życia prywatnego, świadomie sprowadzonego do najskromniejszych wymiarów i niezbędnych, prostych czynności. Gross żyje w dwóch, różnych światach; które łączy tylko obecność zła .Zła, które pojawiło się w jego życiu i tkwi w nim jak skaza i przestępstwa, którym się zajmuje jako komisarz prowadzący tę sprawę. Dzięki tej podwójnej optyce zła powieść kryminalna nabiera rysów psychologicznych. Ponieważ sięga głębiej w świat wewnętrznych przeżyć swoich bohaterów i utrwala portret bezkompromisowego i niepokornego „gliny”.
–zadra-„ Za każdym razem Gross brał na siebie niezawinioną winę i uginał się pod jej ciężarem. Tkwiła w nim jak zadra.”( Zadra, s.311).Pomijając już fakt, że specjaliści od zarządzania mieliby z Grossem i taką postawą prawdziwy kłopot, to warto zapytać się o ich znaczenie dla podniesienia walorów powieści kryminalnej. Kim właściwie powinien być współczesny komisarz jako postać literacka? Myślicielem czy szachistą precyzyjnie przewidującym ruchy przeciwnika, czy może celebrytą, którego życiowe sekrety są ujawnione na internetowych forach? Odnosi się wrażenie, że bywa wszystkimi możliwymi wersjami, które nie nakładają się na siebie tworząc zróżnicowaną strukturę, ale istnieją obok siebie. To przynosi pożądany efekt’ Zdał sobie sprawę, że w życiu prywatnym unika konfliktów i zwarć, zupełnie inaczej postępuje jako policjant. Ale to co mu się udawało wtedy, gdy wkładał mundur, nie sprawdzało się, kiedy go zdejmował. Chował się we własnej skorupie […].”(Zadra, s.304.)Skaza, zadra i wada tłumaczą dlaczego Gross jest tak zdolnym i skutecznym śledczym, gdzie tkwią źródła jego całkowitego zaangażowania się w pracę i ucieczki przed własna twarzą przegranego. Kontrast, absurd i paradoks, który zawiera się w tych dwóch portretach; milicjanta i mieszkańca Chełmży, „zamkniętego w swojej skorupie”. Ten, który jest nadzwyczajnie sprawnym komisarzem, w wewnętrznym zwierciadle widzi zawsze siebie jako człowieka przegranego; przegrał z losem, z bandytami, którzy usiłowali zadusić jego żonę, ale przede wszystkim przegrał ze sobą. Bo to zawsze była jego wina, to poczucie nie tylko dusiło, przygniatało go, ale zamykało w jakimś koszmarze, z którego nie potrafił się uwolnić. Chociażby po to, by podać rękę synowi, który wymagał pomocy, by bez zastrzeżeń i obaw związać się z Malwiną,
–wada-podobnie jak w przypadku skazy czy zadry można wskazać na jej różne znaczenia; wada organiczna, wynikająca z nerwobóli, wada, jaką jest swoisty pracoholizm, który tak skutecznie odgradza Grossa od najbliższych, traktowanie pracy jako swoistego, psychicznego azylu, a w końcu zamknięcie się w przeszłości. To już nie tylko wada, ale rodzaj kalectwa, bo Gross nie potrafi na swoje życie i rodzinne tragedie popatrzeć z innej perspektywy . Zdystansować się, nazwać zarówno to, co się zdarzyło jak i to, czego wówczas doświadczył. Nawet pogrążonej w śpiące żonie nie potrafił opowiedzieć o swoim życiu, o Bartku,, o prowadzonych śledztwach. „ Chciał opowiedzieć jej o Bartku, ich synu, który go znienawidził. Opowiedziałby jej również o całym złu, z którym babrał się od lat i które go toczyło jak rak.[…]Chciał jej rozgrzeszenia.”( Wada, s.323). Gross nie potrafi sobie przebaczyć, tkwi w nim poczucie winy jak zadra .Co, paradoksalnie, przekłada się na jego zatracenie się w pracy.” Nieustanną kotwicę, jaką miał „na dobre zagrzebaną w mulistym dnie.” (Zadra, s.77) Wada jest kategoria moralną- cnoty- wady i wskazuje na te cechy człowieka ( przyzwyczajenia czy nawyki), które moralnie go deprawują lub wpływają na jego niewłaściwe wybory. Można też wady potraktować jako skutki błędnej interpretacji siebie samego, kiedy człowiek fałszywie ocenia siebie i swoje czyny. W przypadku Grossa dochodzi właśnie do takiego auto-destruktywnego obrazu siebie, co paradoksalnie pozwala mu żyć w cieniu doświadczanej traumy. „ Wyrzuty sumienia kładły się na nim grubą i czarną jak smoła warstwą cienia.”( Zadra, s.303).
Upraszczając; fenomen upadku Hole’go i Grossa polega na nie na ich tragicznej biografii, a przynajmniej nie ona decyduje o ich kompetencjach śledczych, ale na ich wewnętrznym, psychicznym rozbiciu. Nesbo mówi o „uszkodzonym Harrym”, a Małecki odwołuje się do poczucia porażki, które tak przygniata Grossa. W tym paradoksalnym zwrocie, jakiego dokonali zostając policjantami zatrudnionymi w Wydziale Zabójstw, znowu muszą zmierzyć się ze złem. Ale zmienia się jego położenie, to zło zewnętrzne, które można pokonać a nawet osądzić. Zbierając ujawnione fragmenty zagadki w jedną, logicznie ułożoną całość. Tym samym zbliżyliśmy się do pewnego współczesnego mitu, rozwijanego w kryminałach, że o ile nasze życie jest obarczone „ bojaźnią i lękiem” niepewnością i ryzykiem podszyte irracjonalnym strachem – to mroczny świat zbrodni ustala jasne reguły gry. Trzeba je tylko intuicyjnie uchwycić, by następnie poznawczo zgłębić podczas prowadzenia śledztwa. Dobro-zło, prawda-fałsz, winny –niewinny. A czytelnicy lubią inteligentnie zastawione na nich pułapki przez autorów wspomnianych kryminałów, by w końcu znaleźć się w rzeczywistości określonej i wiarygodnej. Jednym słowem potrzebujemy komisarzy Hole’go i Grossa, by chociaż na czas lektury ulec złudzeniu, że zło zostanie pokonane przez takich bezkompromisowych i niepokornych policjantów!
Bibliografia:
Komisarz Harry Hole
Jo Nesbo, Trzeci klucz, przeł. I. Zimnicka, Wydaw. Dolnośląskie, Wrocław 2002
Jo Nesbo, Pargnienie, t.1, przeł. I. Zimnicka, Wydaw. Dolnośląskie, Wrocław 20017
Jo Nesbo, Pragnienie, t.2, przeł. I. Zimnicka, Wydaw. Dolnośląskie, Wrocław 20017
Komisarz Bernard Gross
Robert Małecki, Skaza, Wydaw. Czwarta Strona, Poznań 2018
Robert Małecki, Wada, Wydaw. Czwarta Strona, Poznań 2019
Robert Małecki, Zadra, Wydaw. Czwarta Strona, Poznań 2020