Nasze codzienne majaki. Chimery i fantazmaty.

Podczas wielkich katastrof należy starać się żyć dobrze i to jest jedyną gwarancją ocalenia. Co to znaczy? Znaczy to nie grzeszyć myślą przeciwko strukturze wszechświata, która jest rozumna. Grzeszy się, popadając w urojenia, absolutyzując wartości nietrwałe, gardząc naszym umysłem, naprowadzającym nas na ślad matematycznego ładu przyczyn i skutków.” (Cz. Miłosz, Rodzinna Europa, Logos, Warszawa 1981, s.200-201.)

  Rozszerzający się na wszystkie sfery życia populizm zyskuje powszechną akceptację, mimo że kontestuje nasze kulturowe dziedzictwo. Badania socjologów jednoznacznie wskazują na powszechne poczucie bezradności wobec położenia ekonomicznego i egzystencjalnego. nieprzewidywalnego jutra i katastrof, jakie dotykają ludzi już dzisiaj. Stan taki rodzi strach i frustrację albo bunt i złość na codzienne, nierozwiązywalne problemy. Z tysiącem zagrożeń prawdziwych i wymyślonych po to, byśmy żyli w permanentnym strachu, przekonani o narastającym chaosie w państwie i na świecie. Czego najlepszym wyrazem jest codzienne, medialne straszenie wojną i koniecznością zbrojenia się. Nie przeprowadza się żadnych masowych szkoleń ludności, nie ma powszechnie dostępnych instrukcji,  jak się zachować w przypadku inwazji i klęsk żywiołowych. Jak się zabezpieczyć, gdzie się schronić przed nadchodzącym Armagedonem. Rozczarowanie to kolejny poziom emocji, który potęguje złość, bo ktoś nas oszukał, bo ktoś (coś) skazał nas na los ofiary. Niepewność, obok poczucia totalnego zagrożenia, staje się doświadczeniem milionów ludzi, czemu towarzyszy przekonanie o braku realnych działań ze strony odpowiednich instytucji i służb. Życie publiczne zasłania kurzawa afer i skandali nagłaśnianych przez media i komentowanych przez polityków ( czyli ludzi, których pozycja i kariera partyjna uzależniona jest od aktywnego udziału w tej hucpie). Ludziom pozostają złudzenia, że nareszcie znaleźli spolegliwych przywódców, którzy wyzwolą ich ze wszystkich lęków i odzyskają swoją ojczyznę (najpierw im wmówiono, że ją utracili), a wraz z nią pokonają jej /swoich wrogów.

 Sytuację te można opisać z innej strony, korzystając z diagnoz filozoficznych. Adam Węgrzecki zwraca uwagę na to, że dla człowieka sensowność świata opiera się na wartościach i że status tak rozumianej sensowności jest względny i ograniczony. „W przeświadczeniu […] podmiotu osobowego sensowność zastana wykazuje braki czy luki i wymaga zmian. Rodzi się w nim pewien niedosyt aksjologiczny […] Nie pozwala ono w pełni zaakceptować świata wykazującego tylko taką sensowność. Sytuacja ta zmusza podmiot osobowy do poszukiwania jakiegoś rozwiązania.[1]. Indywidualny i zbiorowy podmiot zajmuje określone stanowisko wobec aksjologicznie ograniczonej sensowności świata i można go sprowadzić do trzech postaw: 1.zgody na taki świat, która jest potwierdzona aktem rezygnacji z jego modyfikacji, 2.braki aksjologiczne, jakie dostrzega się w tymże świecie uśmierzane są w sposób iluzoryczny, 3. pragnienie unicestwienia tego świata lub przeczucie katastrofy, która go zniszczy. Świat, życie publiczne i społeczne odbiera się więc emocjonalnie, rozpoznając w nich albo samo zło albo ten zbiór ograniczonych wartości, który wymaga uzupełnienia, wzbogacenia.  

 Czym bardziej wspomniane braki wiążą się z globalnymi procesami, tym łatwiej ludzi przekonać, że złowrogie siły (np. spiski lewackie albo liberalne) powołane zostały do tego, by nasz świat runął. W takich krańcowych sytuacjach na racjonalne problemy człowiek odpowiada irracjonalnymi wyborami i działaniami, bo kieruje nim poczucie bezradności, strachu i złości, wywołanej przez zagrożenia, których nie potrafi ani nazwać ani zidentyfikować. Co sprawia, że tak łatwo poddajemy się zewnętrznemu sterowaniu, bo w tym stanie człowiek staje się podatny na magię słów i haseł.

 Podsumujmy; kto ponosi odpowiedzialność za obecny rozkład społeczeństwa, jego plemienność, za coraz bardziej chimeryczne państwo, za majaki populistów i w końcu za nasze, masowe fantazmaty? Jak zwykle bierzemy w tym udział razem z władzą, opozycją, mediami i instytucjami publicznymi. Żadne społeczeństwo nie jest w pełni odporne na zastane kryzysy oraz te sztuczne, wywołane medialnie. Pomimo tego wciąż jeszcze możemy wybierać: albo uczestniczmy w budowie jutrzejszego świata albo oddajemy go we władzę politykom. Dopóki możemy i chcemy jeszcze wybierać…


[1]     A. Węgrzecki, Zarys fenomenologii podmiotu, Ossolineum Kraków 1996 s.117.,