„…uprzejmie donoszę niepodpisany sąsiad”
„Człowiek, piękny człowiek z całą swoją nerwowością, z całym swoim zacięciem, z całą pozą…” (o Julianie Tuwimie, J. Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, Kraków, Wyd. Lit., 957, s.359.
Iwaszkiewicz pisząc o Tuwimie, że był pięknym człowiekiem, podkreślał z uznaniem, że miał on duszę piękną, dobrą i szlachetną. Chociaż chciał uchodzić za wagabundę, prześmiewcę i maga słowa. Wzmianka o Tuwima przypomina, że dobrzy ludzie nie przypominają bohaterów z nowelek pozytywistów. Jak my wszyscy są postaciami o wiele bardziej złożonymi, o różnych skłonnościach.
Pewne zachowania ludzi zadziwiają swoją bezinteresowną złośliwością i podłością. Zdarza się to starcom, traktującym testamenty jako przednią zabawę ze swoją najbliższa rodzinę. Pisząc kolejny testament 95-letni wuj mojego kolegi chichotał: „już widzę jak będą sobie skakali do oczu po mojej śmierci.” Sędziwy starzec szantażował rodzinę z wysokości swojego łóżka, raz temu wnukowi przypisując swój majątek, a za miesiąc innemu. Po jego śmierci rzeczywiście nastąpiły targi i zatargi, które do dzisiaj kładą się cieniem na stosunkach rodzinnych. Wuj był szanowanym sędzią, znanym ze swojej uczciwości. W tej samej, czcigodnej krakowskiej kamienicy mieszkała pani Blanka P., wdowa po wieloletnim kustoszu przesławnego (w tym mieście wszystko jest przesławne i zabytkowe) obiektu muzealnego. Otóż miła i uczynna pani Blanka z czasem zaczęła pisywać donosy na sąsiadów z góry ciesząc się z ich zakłopotania spowodowanego kolejną kontrolą gazu, kominów czy piwnicy. Pani Blanka postanowiła, że będzie na swój sposób karała tych z mieszkańców, którzy wydali się jej niesympatyczni, a tym samym podejrzani. Myśl o tym, że ma swój niewielki wpływ na dyskomfort ich życia przynosiła jej satysfakcję. Można mnożyć przykłady bezinteresownych intrygantów, donosicieli, wszelkiego rodzaju złośliwców, czerpiących prawdziwą radość z dokuczania innym. Są przeciwieństwem ludzi życzliwych, bez których trudno byłoby żyć razem pod wspólnym dachem i pod tą samą flagą. Otaczają nas ludzie małoduszni i wielkoduszni pewnie my też zaliczamy się do jednej z tych grup. Pierwsi lubią rządzić innymi, ale nie mają ku temu bezpośredniej sposobności, mogą jedynie rozdawać ciosy ukradkiem. Jest to z ich strony swoista bezinteresowność, bo podjęte przez nich działania nie przynoszą im materialnych korzyści, ale bliźnim sprawiają kłopoty.
W przeciwieństwie do nich spotyka się też ludzi, którzy pomagają bliźnim albo spontanicznie albo pod wpływem współczucia, wynikającego z przeżytych przez nich tragedii. Dotyczy to również tych, którzy kiedyś krzywdzili innych i teraz nikt, łącznie z rodziną, nie podejmuje się opieki nad nimi. „Bo on/ ona nigdy by się nie zatroszczył o nas”. W takich przypadkach bezinteresowność działania oznacza po prostu dobroć, czyli to, co w ludziach jest najbardziej cenne. Ponieważ potrafią bezinteresownie zatroszczyć się o potrzebujących wsparcia. W tym dziele biorą udział zarówno jednostki jak i społeczeństwa, zwłaszcza wtedy, kiedy mają miejsce nadzwyczajne sytuacje. Kiedy to spontanicznie, pod wpływem współczucia, ludzie masowo pomagają innym: uchodźcom, powodzianom czy tym, którzy stracili cały dorobek życia wskutek pożaru. Dodać należy, że większość osób działających w sferze publicznej, chce uchodzić za ludzi bezinteresownie życzliwych. Zależy im na uznaniu i opinii ludzi o wielkim sercu.
Powtórzmy banalną prawdę o nas samych – nie jesteśmy doskonali, ale bywamy piękni, wspaniali i bezinteresowni- jako jednostki i wspólnota! Optymiści dodadzą, że to kamień węgielny solidarności międzyludzkiej, a pesymiści, że bezinteresowna życzliwość powoli wygasa…