Czasami warto zajrzeć do eleganckiej i drogiej restauracji, by zobaczyć przy suto zastawionym stoliku Stiepana Arkadjicza księcia Obłońskiego. Przystojny, z dobrodusznym uśmiechem, spokrewniony i zaprzyjaźniony „z połową Moskwy i Petersburga”, powszechnie cieszył się sympatią. Lubiano go za pogodne, wręcz radosne usposobienie, uczciwość i życzliwość okazywaną wszystkim, niezależnie od ich położenia społecznego i materialnego, ponieważ Obłoński był liberałem. Miał także liberalny stosunek do wad innych ludzi. Światowiec, arystokrata, elegant i smakosz. Mąż oraz ojciec sześciorga dzieci. Do swoich pracowników odnosił się po koleżeńsku, a oni darzyli go szacunkiem i nieudaną sympatią. Sam jego widok sprawiał znajomym radość: „w całej jego osobie, w jego pięknej, sympatycznej powierzchowności […] było coś, co po prostu wzbudzało radość i życzliwość u ludzi, którzy go spotkali” (Anna Karenina, t. 1, przeł. K. Iłłakiewiczówna, PIW, Warszawa 1974, s. 35).

Charakter Stiwy – jak nazywali go znajomi – przejawiał się właśnie w tym migdałowym, dobrodusznym uśmiechu. Rzadko zastępował go wyraz bólu czy skruchy, a wtedy Stiepan Arkadjicz promieniał współczuciem i wzruszeniem. Nie stronił od łez, by po chwili powrócić do właściwego sobie pogodnego nastroju. Posiadał zarówno „łatwość zapominania”, jak i „zdolność do absolutnej skruchy” (tamże, s. 98).

Książę tonął w długach i zdradzał żonę, chociaż było mu jej szczerze żal. Kochał swoje dzieci, ale nie troszczył się o ich potrzeby. Żył w przekonaniu, że „na tym właśnie polega cywilizacja, by ze wszystkiego czerpać rozkosz” (tamże, s. 53). Uważał, że sztywne zasady moralne fałszują i upraszczają obraz świata. Moraliści widzą jedynie dwa jego odcienie – dobro i zło. Tymczasem świat ma także inne barwy, które przynoszą radość. Poczucie humoru pomaga je dostrzec. Stiwa wymyśla więc anegdoty, którymi bawi znajomych, zwłaszcza podczas wydawanych przez siebie obiadów. Potrafi zaaranżować salonowe spotkania, na których wszyscy czują się swobodnie. Niewątpliwie książę Obłoński, tak jak przedstawia go Tołstoj w Annie Kareninie, posiada niezwykły wdzięk osobisty i towarzyski. Czy był jednak zdolny przejść od życia „ładniutkiego” do „pięknego”? Można mieć co do tego uzasadnione wątpliwości.

Mimo wszystkich swoich słabości Obłoński z pewnością nie zasługuje na potępienie. Przeciwnie – wydaje się, że potrzebujemy ludzi o szczerym i życzliwym usposobieniu. Dobrodusznych, pogodnych lekkoduchów, którzy wnoszą w życie innych swój migdałowy uśmiech. Nawet jeśli znamy ich wady, gotowi jesteśmy wiele im wybaczyć za pogodę ducha i dobroduszny sposób bycia. W tej pobłażliwości kryje się pewien paradoks. Zwykle cenimy ludzi za ich poważny i odpowiedzialny moralnie stosunek do życia, a jednak chętniej przebywamy w towarzystwie Obłońskich niż Lewinów. Ci ostatni swoimi skrupułami moralnymi wprowadzają nastrój powagi, a czasem nawet trwogi. Potępiają, oskarżają, wypominają. Odbierają życiu część uroków, które wnosił Stiwa: humor, pogodę ducha, radość, szczerość, życzliwość, dobroduszność i wdzięk osobisty.

Można z tego wnosić, że potrzebujemy autorytetów moralnych, ale lubimy Obłońskich. O czym to świadczy? Zapewne również o tym, że natura ludzka jest płynna i bogata, dlatego nie mieści się w jednym schemacie ocen. Pięknie i mądrze pisał o tym Tołstoj w swoim Dzienniku: „Jednym z najważniejszych błędów w sądach o człowieku jest to, że […] określamy człowieka    jako mądrego, głupiego, dobrego, złego […], a człowiek to wszystko i [są w nim] wszystkie możliwości, jest płynną substancją […]” (Dzienniki, t. 2, pod datą 19 marca 1898).

Czułość, życzliwość i radość życia są więc tymi wartościami, które cenimy sobie na równi z moralną prawością. A migdałowy uśmiech Obłońskiego przypomina, że żadnego człowieka nie można sprowadzić ani do katalogu jego zalet ani do rejestru jego win.