„Jeśli prawdziwe jest powiedzenie: »Ile głów, tyle rozumów«, to również prawdziwe: »Ile serc, tyle rodzajów miłości«.”
(Lew Tołstoj, Anna Karenina, t. 1, PIW, Warszawa 1974, s. 101).
Burzliwe dzieje małżeństwa Tołstojów były wielokrotnie opisywane zarówno przez nich samych, jak i przez biografów wielkiego pisarza, jego przyjaciół oraz członków rodziny. Powracają także jako temat prac psychologicznych i artykułów publikowanych w prasie kobiecej. Przyczyn tego zainteresowania prywatnym życiem mieszkańców Jasnej Polany jest co najmniej kilka. Przede wszystkim wynika ono z odmiennych wizji życia, jakie mieli oboje małżonkowie. W innym duchu chcieli również wychować swoją liczną gromadkę dzieci. Narastające przez lata konflikty stanowią ponadto materiał na skandalizującą opowieść, tym bardziej że zostały skrupulatnie opisane przez każdego z małżonków w prowadzonych przez nich dziennikach. Wreszcie rzucają światło na dramatyczne wydarzenia poprzedzające chaotyczną ucieczkę osiemdziesięciodwuletniego Lwa Nikołajewicza z Jasnej Polany.
Uciekał przede wszystkim od miłości Zofii – miłości, która z czasem zaczęła go zniewalać i wyczerpywać. Nie wdając się w psychologiczną analizę stanu emocjonalnego Zofii w ostatnich latach życia męża, można stwierdzić, że jej uczucie okazało się dla nich obojga równie destrukcyjne. Starała się kontrolować jego życie, jego dzienniki i jego przyjaciół. Zazdrosna o uczucia męża, podarła nawet na strzępy portret Władimira Czertkowa. W tym geście – zarazem rozpaczliwym i infantylnym – wyraziła bezsilność oraz głębię własnego cierpienia.
Pragnęła, aby mąż był stale z nią i przy niej. Tymczasem dom Tołstojów nieustannie wypełniali goście oraz wierni uczniowie pisarza, przybywający z całego świata i pochłaniający jego uwagę oraz czas. Mimo to Zofia podtrzymywała w sobie utopijną wizję dwojga białych gołębi żyjących samotnie we wspólnym gnieździe. Za takie szczęście była gotowa wielokrotnie zapłacić nawet własnym życiem. Na różne sposoby próbowała przekonać męża o swojej ofiarnej miłości, czemu towarzyszyły coraz silniejsze ataki nerwowe.
Najbardziej poruszająca w tej historii pozostaje jednak sama miłość. Jakim podlegała przemianom? Jakie uczucia za sobą porywała? Ile było w niej bezinteresownej troski, a ile nieuświadomionego egoizmu? Zofia Tołstoj szczerze i bezgranicznie kochała starzejącego się, schorowanego męża. Mimo to w jej miłości można dostrzec znaczną domieszkę trucizny: gwałtowne sceny zazdrości, nieustanne podejrzenia i ciągłe śledzenie. Było to uczucie przypominające żywioł – płonęło pięknie i wysoko, lecz pozostawiało po sobie zgliszcza. Żyjąc pod ogromną presją emocjonalną, Zofia coraz mniej panowała nad swoim postępowaniem. Tym bardziej cierpiała, że otoczenie widziało w niej jedynie kobietę chorą i obłąkaną.
W tradycji filozofii i kultury europejskiej, począwszy od chrześcijaństwa, miłość zajmuje miejsce najwyższej wartości. Odpowiedź człowieka na jej wezwanie ma znaczenie egzystencjalne, etyczne i metafizyczne (religijne). Wpływa na to, jak chcemy żyć, jakich dokonujemy wyborów oraz jaki sens nadajemy własnemu istnieniu. Dla Tołstoja, twórcy ruchu etyczno-religijnego, człowiek powinien w Bogu i dla Boga miłować wszystkie ludzkie dusze. Lew Nikołajewicz doskonale wiedział, jak wielki ciężar życia rodzinnego wzięła na siebie Zofia. Przez kilkadziesiąt lat przepisywała jego powieści i artykuły oraz wykonywała ich korekty. Był jej za to wdzięczny. Jednocześnie nie zgadzał się z jej poglądami dotyczącymi wychowania dzieci, własności majątku czy honorariów autorskich. Sam był gotów oddać chłopom wszystko, co posiadał, i – jak rzeczywiście uczynił – zrzec się wynagrodzenia za kolejne publikacje oraz wydania zbiorowe swoich dzieł. Był przecież najpopularniejszym i najbardziej cenionym pisarzem w Rosji.
Tołstoj kochał żonę przede wszystkim miłością duchową. Zmuszał siebie do cierpliwości i łagodności wobec niej. Zofia natomiast pragnęła uczucia wyłącznego, całkowicie skupionego na niej samej. Marzyła o więzi podobnej do tej, którą Anna Karenina odnalazła w miłości do Wrońskiego. Dla Anny była ona jedynym celem i sensem życia.
W 1903 roku Zofia Tołstoj zanotowała:
„Skończyłam korektę Anny Kareniny. Śledząc krok za krokiem stan jej duszy, zrozumiałam siebie i poczułam strach. Lecz nie dlatego popełnia się samobójstwo, by się na kimś zemścić, tylko dlatego, że brak sił do życia […]. Nagle jasno wyobraziłam sobie Lwa Nikołajewicza płaczącego starczymi łzami i mówiącego, że nikt nie widział, co się we mnie działo, i nikt mi nie pomógł.” (Zofia Tołstoj, Pamiętniki, PWN, Warszawa 2014, s. 333).
Nikogo nie można nauczyć miłości, nie istnieje również jeden, idealny przepis na kochanie. Miłość wyłączna, jakiej pragnęły Anna i Zofia, w różnym stopniu zniewala i prowadzi do dramatów. Z drugiej strony miłość chrześcijańska, rozumiana dosłownie, obejmuje wszystkich. Tym samym staje się ideałem wykraczającym poza nasz codzienny krąg uczuć. Jest doskonała – w przeciwieństwie do nas samych.