Autor: EP

Rodzinna Europa – coś się kończy i coś się zaczyna

Rodzinna Europa przebywała we mnie ze swoimi górami; lasami i stolicami i ta mapa uczuciowa przesłaniała zbyt doraźne kłopoty.” (Cz. Miłosz, Rodzinna Europa, Logos, Warszawa 1981, s..310)

  Zacznijmy od banalnych stwierdzeń; każde pokolenie jest  uczestnikiem swojej zbiorowej historii, strażnikiem swojej pamięci i sprawcą swojej mitologii. Jeszcze jednej, tworzącej kolejne indywidualne i zbiorowe wizje rodzinnej Europy. Symbolu domu i budowy, symbolu całości i części, zmieniającego się miejsca i czasu oraz względnie  trwałych  opowieści. Tworzyła  ją  kultura słowa, obrazu i dźwięku, a więc literatura i filozofia, malarstwo i muzyka, architektura i technika. Rodzinna Europa-jedność w wielości czy wielość w jedności, raz jest mirażem a  za drugim razem wymownym, oczywistym, historycznym faktem. Rodzinna Europa ma swoje fundamenty w filozofii i w kulturze starogreckiej, w rzymskim prawie i w chrześcijańskich katedrach i Summach pisanych przez uczonych mnichów. Prawdą jest to także, że  korzeniem idei rodzinnej Europy jest utopia, jest sen o Europie, który nigdy nie wcielił się w jakąkolwiek rzeczywistość. Europa pałaców, ogrodów , wspaniałych bibliotek i uniwersytetów  ma na sumieniu wojny i konflikty, kolonializm i rasizm, nacjonalizm i  rządy absolutne oraz totalitarne,  biedę, kryzysy i prześladowania. Z pewnością Europa w równym stopniu dzieli narody, społeczeństwa i grupy etniczne a także emigrantów jak również ich  łączy. Nie można ani jednoznacznie stwierdzić czym jest ani też przesądzić czym nie jest. Jedno jest pewne, od kilkudziesięciu lat kultura europejska znalazła się na marginesie innych kultur, które ją zdominowały i bez walki przejęły widzów, czytelników czy twórców. Rozróżnienie literatury globalnej i narodowej, europejskiej i klasycznej jasno dowodzi, że i na tym polu  trudno o jasny status rodzinnej Europy. Jesteśmy dzisiaj świadkami kolejnego rozpadu  tej idei osadzonej w  ramach, w jakich była on wyzwaniem w czasach młodości obecnych  70 i 80  latków. By nie wdawać się w rozważania historiozoficzne, warto dodać, że idea rodzinnej Europy nigdy nie została sformalizowana i jej wizja utkana została przede wszystkim z marzeń, tęsknot, z pragnień. Z tego, co oczywiste i zatarte w pamięci, z potrzeby tożsamości i z konieczności zadomowienia się. W tej wydumanej krainie jest jeden stały wątek o odbytej podróży w głąb siebie , który przetrwał w różnych formach literackich i filozoficznych. Wątek ten znalazł swoje najpełniejsze i najdoskonalsze  odbicie w Czarodziejskiej górze, XX wiecznej powieści Tomasza Manna. To była ostatnia lektura śmiertelnie chorego Czesława Miłosza-autora studiów pod zbiorowym tytułem Rodzinna Europa. Nie wdając się w domysły natury metafizycznej, można w tej powieści  odnaleźć  ślady  historycznego dziedzictwa filozofii niemieckiej ( Kant, Nietzsche, Schopenhauer) i muzyki ( w tym przede wszystkim pieśni/ piosenki Schuberta o Lipce). Każda z tych sfer: literackich, filozoficznych i muzycznych jest swoistym rodzajem poznania otwierającym się  nie tylko na różne formy życia, ale też na inne przeżycia własnej cielesności i duchowości, które dopełniają się w kontemplacji. Z tych powodów ta arcy powieść  była tyle razy komentowana, analizowana, konfrontowana z całą pisarską twórczością Manna, ze poprzestanę tutaj na kilku uwagach, „ Życie, duch i czas to dopiero  to dopiero tworzywo, warunki, by zaistniało to, co najważniejsze ; osoba, żywa, konkretna osoba, równocześnie odkrywająca swoją cielesność i przynależność do świata duchowego; by zaistniała nierozdzielna od niej wolność.[1]W tym syntetycznym komentarzu Ewa Bieńkowska znakomicie ujęła wszystko to, co stało się doświadczeniem Hansa Castorpa .  Zarazem jest to przekaz pewnej ludzkiej i filozoficznej mądrości. W której cztery idee stanowią historyczną oś  rodzinnej kultury europejskiej, łączącej  wszystkie epoki począwszy od starożytności do wczesnego modernizmu. Mam na myśli: ideę czasu, ideę  ducha,  ideę osoby i ideę wolności. Czym zatem jest  wizja rodzinnej Europy oparta na wspomnianych ideach? Życiem, które chce siebie zrozumieć, egzystencją, która  sama siebie wyraża w poszukiwaniu tego, co w niej jest i co o niej stanowi? Wyrazem i manifestacją wolnego, osobowego  ducha, subiektywności,  która kształtuje biografię jednostki w jej wyjątkowości i unikalności?

 Wniosek? Rodzinna Europa  jest zawsze dana jako indywidualne doświadczenie i pragnienie, jakie znajdujemy w sobie. Stanowi część naszej indywidualnej tożsamości pod warunkiem, że jest  aktualnym i pożądanym mitem. 


[1]     E. Bieńkowska, W poszukiwaniu Królestwa Człowieka. Utopia sztuki od Kanta do Tomasza Manna, Czytelnik, Warszawa1981, s.327.

Ratować życie czy człowieka?

To, co jest najbardziej przerażające w stanowiskach wielu etyków, to ich przywiązanie do określonej koncepcji czy systemu, a nie do realnych spraw ludzkich. Ten rodzaj oportunizmu  ma swoje konsekwencje w podejściu do kwestii, które są złożone i osadzone w konkretnych  sytuacjach. A więc nie znajdują ani  definitywnych  odpowiedzi ani tym bardziej zasadnej argumentacji, do nich należy np. moralne prawo człowieka do samoobrony przed niezawinioną  agresją lub pytanie czy powinno się za wszelką cenę ratować życie ludzkie ? Od razu warto wyjaśnić, że w tej ostatniej kwestii inne podejście mają placówki lecznicze a inne opiekuńcze. Np. ostatnio rozmawiałam z dyrektorem warszawskiego hospicjum, który mi wyjaśnił, że oni nie mają ani odpowiednich  warunków  ani też  obowiązku, by ratować „za wszelką cenę życia pacjenta”, raczej pozwalają mu odejść. Z drugiej strony,  mój krakowski przyjaciel-wykładowca m. in. etyki i bioetyki- od lat proponuje swoim kolegom, by odwiedzili miejsca, gdzie spotkają się z  przypadkami  nieuleczalnych chorych niemowląt  i dorosłych. Jak do tej pory nikt nie skorzystał z oferty kolegi, ponieważ większość  etyków  głosząc jedynie prawdziwe poglądy o świętości życia ludzkiego boi się, że ulegną perswazji relatywizmu. Tymczasem problem nie tkwi w systemach czy poglądach, ale w podejściu do zagadnień antropologicznych- czy mówimy za człowieka (kim jest, jak powinien żyć i do czego zmierzać) czy razem z nim (jak się sam określa, czego pragnie i do czego dąży)?

Przyglądając się praktykom szpitalnym  miałam wrażenie,  że ten głęboki rozdział między ratowaniem życia a ratowaniem człowieka wymuszony jest przez  procedury. W szczęśliwych okolicznościach pacjent opuszcza szpital „zdrowszy” a często z odleżynami, z psychicznymi urazami, z fizycznymi dolegliwościami wymagającymi dalszego leczenia. Na własny koszt lub  latami apelując do ludzi dobrego serca a najczęściej  męcząc się do końca życia ze skutkami ubocznymi „wyleczonej” choroby. Sytuacja ta jasno dowodzi, że oddzielenie czynności leczniczych od opiekuńczych prowadzi do swoistego przewartościowania  życia w stosunku do dobra człowieka. Nie wszyscy też –mam na myśli etyków- popierają dostęp pacjentów do środków znieczulających ból. Jeszcze jeden wymowny przykład „oświeconej niewiedzy” etyków, by nawiązać do znanego tytułu dzieła Mikołaja z Kuzy.  Oczywiście można lekceważyć radykalne stanowisko etyków, biorąc pod uwagę ich marginalny wpływ na instytucje publiczne. Bywa jednak tak, że np. politycy czy autorzy szkolnych podręczników, kierując się względami ideologicznymi, sięgają do ich skrajnych poglądów.

 Zdrowy rozsądek podpowiada, że ratowanie zdrowia jest ściśle powiązane z ratowaniem człowieka, że dolegliwości organiczne skutkują bólem i cierpieniem, że klasyczne twierdzenie o jedności psycho -fizycznej  człowieka nie traci na aktualności tylko z czasem wzbogaca się o dodatkowe struktury. Dlaczego więc część etyków głosi bezwzględny prymat życia? Praktycznie z tych samych powodów z jakich szpitale nastawione są na przypadki medyczne, a mianowicie dla wygody, wyeliminowania wszystkich możliwych wątpliwości czy dylematów prawnych i moralnych. Konformizm i oportunizm takich postaw skutkuje mentalnością biurokratyczną, na skutek której cierpi pacjent a wraz z nim  męczy się rodzina szukając dla niego skutecznej pomocy medycznej. Problem nie dotyczy, jak wydaje się, spraw finansowo-kadrowych, ale zasadniczego rozdziału czynności leczniczych od podstawowych, opiekuńczych. Ludzka bieda, o której pisał Tischner, ma dużo wymiarów i źródeł, nigdy nie będziemy dysponowali jako ludzkość taką ilością środków, by jej  zapobiec.  Zawsze jednak  jest czas i powód, by z postawy konformistycznej przejść do postawy odpowiedzialności za życie i dobro człowieka.

Wywiad przeprowadzony z prof. Ewą Podrez w dniu 17.II. 2012 roku przez studentów IFiS UP. (rozmawiają: Michał Piekarz, Kamil Sawczak)

Zapraszam do zapoznania się z wywiadem. Link do strony Polskiego Towarzystwa Etycznego.