To, co jest najbardziej przerażające w stanowiskach wielu etyków, to ich przywiązanie do określonej koncepcji czy systemu, a nie do realnych spraw ludzkich. Ten rodzaj oportunizmu ma swoje konsekwencje w podejściu do kwestii, które są złożone i osadzone w konkretnych sytuacjach. A więc nie znajdują ani definitywnych odpowiedzi ani tym bardziej zasadnej argumentacji, do nich należy np. moralne prawo człowieka do samoobrony przed niezawinioną agresją lub pytanie czy powinno się za wszelką cenę ratować życie ludzkie ? Od razu warto wyjaśnić, że w tej ostatniej kwestii inne podejście mają placówki lecznicze a inne opiekuńcze. Np. ostatnio rozmawiałam z dyrektorem warszawskiego hospicjum, który mi wyjaśnił, że oni nie mają ani odpowiednich warunków ani też obowiązku, by ratować „za wszelką cenę życia pacjenta”, raczej pozwalają mu odejść. Z drugiej strony, mój krakowski przyjaciel-wykładowca m. in. etyki i bioetyki- od lat proponuje swoim kolegom, by odwiedzili miejsca, gdzie spotkają się z przypadkami nieuleczalnych chorych niemowląt i dorosłych. Jak do tej pory nikt nie skorzystał z oferty kolegi, ponieważ większość etyków głosząc jedynie prawdziwe poglądy o świętości życia ludzkiego boi się, że ulegną perswazji relatywizmu. Tymczasem problem nie tkwi w systemach czy poglądach, ale w podejściu do zagadnień antropologicznych- czy mówimy za człowieka (kim jest, jak powinien żyć i do czego zmierzać) czy razem z nim (jak się sam określa, czego pragnie i do czego dąży)?
Przyglądając się praktykom szpitalnym miałam wrażenie, że ten głęboki rozdział między ratowaniem życia a ratowaniem człowieka wymuszony jest przez procedury. W szczęśliwych okolicznościach pacjent opuszcza szpital „zdrowszy” a często z odleżynami, z psychicznymi urazami, z fizycznymi dolegliwościami wymagającymi dalszego leczenia. Na własny koszt lub latami apelując do ludzi dobrego serca a najczęściej męcząc się do końca życia ze skutkami ubocznymi „wyleczonej” choroby. Sytuacja ta jasno dowodzi, że oddzielenie czynności leczniczych od opiekuńczych prowadzi do swoistego przewartościowania życia w stosunku do dobra człowieka. Nie wszyscy też –mam na myśli etyków- popierają dostęp pacjentów do środków znieczulających ból. Jeszcze jeden wymowny przykład „oświeconej niewiedzy” etyków, by nawiązać do znanego tytułu dzieła Mikołaja z Kuzy. Oczywiście można lekceważyć radykalne stanowisko etyków, biorąc pod uwagę ich marginalny wpływ na instytucje publiczne. Bywa jednak tak, że np. politycy czy autorzy szkolnych podręczników, kierując się względami ideologicznymi, sięgają do ich skrajnych poglądów.
Zdrowy rozsądek podpowiada, że ratowanie zdrowia jest ściśle powiązane z ratowaniem człowieka, że dolegliwości organiczne skutkują bólem i cierpieniem, że klasyczne twierdzenie o jedności psycho -fizycznej człowieka nie traci na aktualności tylko z czasem wzbogaca się o dodatkowe struktury. Dlaczego więc część etyków głosi bezwzględny prymat życia? Praktycznie z tych samych powodów z jakich szpitale nastawione są na przypadki medyczne, a mianowicie dla wygody, wyeliminowania wszystkich możliwych wątpliwości czy dylematów prawnych i moralnych. Konformizm i oportunizm takich postaw skutkuje mentalnością biurokratyczną, na skutek której cierpi pacjent a wraz z nim męczy się rodzina szukając dla niego skutecznej pomocy medycznej. Problem nie dotyczy, jak wydaje się, spraw finansowo-kadrowych, ale zasadniczego rozdziału czynności leczniczych od podstawowych, opiekuńczych. Ludzka bieda, o której pisał Tischner, ma dużo wymiarów i źródeł, nigdy nie będziemy dysponowali jako ludzkość taką ilością środków, by jej zapobiec. Zawsze jednak jest czas i powód, by z postawy konformistycznej przejść do postawy odpowiedzialności za życie i dobro człowieka.