Jak książki nas ratują?

Dedykuję : bibliotekom  domowym i   publicznym, księgarniom i księgarenkom, antykwariatom.

Zwierzęta ratują nas przed bezdusznością a książki przed samotnością i zapadaniem się , zwierzęta uczą nas czułości, a książki łączą nas z innymi ludźmi  wprowadzając do naszego życia mądrość i odwagę. Jednakże, by  umieć przyjaźnić się ze zwierzętami  i książkami, musimy  najpierw zatroszczyć się o siebie, o swój wewnętrzny świat.  Dzieciom to łatwo przychodzi, bo one żyją swoją pełnią, spontanicznie i  radośnie.

„Uczony, który tylko przerzuca kartki papieru, w końcu traci umiejętność myślenia.” (s.47)

„To nie jest tak, że jeśli będziesz pochłaniać książki jedna za drugą , twój ogląd świata sam się poszerzy. Choćbyś napakował sobie do głowy mnóstwo wiedzy, jeśli się nad nią nie zastanowisz, jeśli nie będziesz chodzić śmiało na własnych nogach, wszystko to będzie tylko pożyczką bez prawdziwej wartości.” (s.47)   

O arcydziełach

„Przyjemne czytanie tez jest dobre. Ale widoki z górskiej ścieżki, którą łatwo pokonujesz są ograniczone.[..] Kiedy już się wspinasz, wybieraj wysokie góry. Z nich widok jest najpiękniejszy.” ( s.113-4)

„[..] w książkach, którym ktoś poświęcił  swoja uwagę, o które ktoś  się przez długi czas troszczył, zamieszkuje dusza.” (s.207)

Na czym polega siła książek-„” uczą nas , byśmy myśleli o innych ludziach”, (s. 259) W książkach znajdujemy myśli mnóstwa różnych ludzi.[..] Dzięki temu, że  poznajemy  historię tych ludzi i ich słowa,  dzięki temu, że z nimi współodczuwamy, możemy poznawać dusze inne niż własne […]. Za pośrednictwem książek możemy poznawać ich dusze” ,( s.240).

( cytaty pochodzą z książki Sosuke Natsukawa, O kocie, który ratował książki, tłum. A. Zalewska, FlowBooks, Kraków 2023)

„ podczas gdy ja tonąłem w  swojej lekturze[…] w Poszukiwaniu, straconego czasu, tłum. T. Boy-Żeleński, t.1, s.86

Istnieją też „ Książki,  które rozbudzają w tobie ciekawość niespodziewaną gwałtowną i niezbyt wyraźnie usprawiedliwioną’ ( Italio Calvino, Jeśli zimową nocą podróżny, przeł. A. Wasilewska, PIW, Warszawa 2023, s.4.)

   Nasze domowe zwierzęta chronią nas przed bezdusznością i  odnalezieniem stałego gruntu na tych mokradłach, w jakie zamieniliśmy nasz świat i nasze życie społeczne.  A książki  ratują nas przed samotnością stadną, przed izolacją plemienną. Przed utratą zdolności do krytycznego myślenia i zachęcają do nawiązywania więzi z innymi  ludźmi (więzi  poznawczych, emocjonalnych i estetycznych). Do czego niezbędny jest  dialog, jaki prowadzi się z bohaterami lektur, których należy  pytać się, komentować ich wybory i działania, zaprzeczać, czyli zagadywać.” Poznawanie literatury-stwierdza  Szahaj- jest też poznawaniem drugiego człowieka w dwóch wymiarach: jako przedstawiciela jakieś określonej kultury (subkultury)a zarazem jako kogoś odrębnego.” [1]Tylko wtedy można  zachować twórczy stosunek do słowa pisanego, kiedy praktykuje się go w stosunku do siebie, do innych  i do świata. W uroczej opowieści  z japońskiego  cyklu” cosy novel” w sposób bardzo prosty- na tym polega „cosy” tych książek-mówi się o mocy i duszy książek, które odkryć można tylko wtedy, kiedy   je się czyta  okularami własnej duszy. Wówczas  przeżywa się  je i dzięki wyobraźni wnika się w tajniki  innego życia. Pisał profesor Markowski, że książki to nie szafa z ubraniami,, ale alternatywne style życia”, które trzeba przemyśleć i przeżyć wraz z losem, jaki innym przypadł  w udziale. Są książki pięknie napisane a ich język ma w sobie coś magicznego, bo odkrywa nowe wymiary wyobraźni. Bywają też  książki głupie i złe, powstały tylko po to, by kogoś poniżyć, zniszczyć czy zdeprecjonować. Książki chwalono i ganiono już w starożytności, dzisiaj  książki stają się przede wszystkim towarem i wiążą się z szeroko rozumianą konsumpcją.  Wciąż jednak wielu czytelników  przekonanych jest o tym, że  książki ratują nas  przed bezmyślnością i agresywnością. Są wehikułem, który przenosi nas w inne kultury i  w inne światy. Pozwalają też „ poznać, zrozumieć i wyrazić” ( Iwaszkiewicz, Wspomnienia,  Wydawnictwo. Lit., Kraków 1957, s.6)  siebie, innych i zamieszkiwany przez nas wspólny świat.

Cztery kwestie sporne w sprawie książek

  Lektury zakazane?

Czy trzeba  palić,  publicznie unicestwiać książki takie jak  pamiętniki czy zapiski słynnych morderców i psychopatów?  Przywódców  czy wodzów usprawiedliwiających i gloryfikujących  zbrodnie ludobójstwa?  A czy  kryminały lub horrory nie powinny znaleźć się na tym samym  indeksie ksiąg zakazanych?  Są przecież pisane z nieukrywana intencją, by zaspokoić najniższe ludzkie instynkty, niezależnie od bardziej lub mniej literackiej fabuły. Można tę listę rozszerzać na różne gatunki i rodzaje powieści, które ze względu na swoją treść zniszczyć jak to tyle razy już robiono. Z różnych powodów: moralnych i religijnych, politycznych i  obyczajowych. Historia pokazuje, że zabranianie wydawania i czytania  wspomnianych książek nie przynosi pożądanych rezultatów, ponieważ  jedyne antidotum znajduje się w naszych głowach i gustach literackich. Odwieczny apel, by lektury szkolne pełniły taką funkcję  zawsze się kończy  fiaskiem ( sprawdziany, testy, wypracowania podlegają podręcznikowym schematom). Pozostają kluby literackie, teatralne i filmowe na terenie szkoły, pozostaje kwestia mody na tzw. dobrą, trudną lekturę, niektóre gry komputerowe video  z ich ciekawymi historiami. Kultywowanie opowieści rodzinnych, albumów, dzienników i pamiętników, a przede wszystkim  codzienne formy komunikacji.   

Arcydzieła i dzieła?

 Kanony lektur są zmienne, podobnie jak indywidualne kryteria i smaki, chociaż w literaturze światowej, globalnej  (a więc popularnej, dostępnej na każdym stoisku lotniska czy dworca np. kryminały Nesbo czy Kinga) i narodowej nastąpiły zmiany  w klasyfikacji  arcydzieła. Zaczęto stosować do nich miarę indywidualnych lektur czytelników, to, co jest powszechnie czytane zasługuje na miano dzieła o zasięgu światowym. Wprowadzenie literatury w jednostkowy świat poznania, uczuć i wartości sprawia, że wiedza i zaangażowanie czytelnika/czytelników decyduje o jej klasyfikacji;  ” Im większa jest jednak wiedza, tym większa zdolność do samodzielnego tworzenia literatury światowej[2] Pojawiają się tutaj uwarunkowania i tryby, które wychodzą poza Gombrowiczowskie „dlaczego wielkim poetą był”. Do mojej obecnej listy arcydzieł np. dołączam różne pozycje, ale trwałe miejsce w niej znajdują  m. in. baśnie Andersena, Lalka Prusa, A na samym piedestale znajduje się W poszukiwaniu straconego czasu Proust’ a i Czarodziejska góra Manna. Prawdę rzekłszy nie dlatego, a przynajmniej nie tylko dlatego, że te dwie powieści uznane są za arcydzieła literatury europejskiej, ale że od lat do nich wracam., By znaleźć się w tym samym a zarazem w innym świecie, z nowymi myślami i przeżyciami, podobnie się dzieje kiedy po raz trzeci czy czwarty zwiedza się ulubione miasto i wędruje się znanymi uliczkami. Świecą te same latarnie, ale jest inna pora roku, pada deszcz i wszystko wokół nabiera innych barwi i wymiarów.

Lektura arcypowieści wymaga szczególnej oprawy, nie można się w nich zanurzyć np. w  poczekalni dentystycznej czy na dworcu. W takich miejscach podlegają trywializacji, pozbawia się je  wyłączności naszej uwagi, na którą zasługują.  I tak znalazłam się w samym środku sporu o to, czy kanon arcydzieł opiera się na obiektywnych strukturach, kryteriach i ustaleniach, czy też współtworzą go indywidualne preferencje czytelników. Warto powtórzyć za Calvino, że istnieją książki, „które rozbudzają w tobie ciekawość niespodziewaną gwałtowną i niezbyt wyraźnie usprawiedliwioną”. W tobie czy we mnie, ale  nie we wszystkich czytelnikach książki te budzą gwałtowną ciekawość. Nie wiemy, a przynajmniej nie potrafimy racjonalnie wyjaśnić, dlaczego zachwycamy się np. powieściami Myśliwskiego czy Tokarczuk. Można nawet cenić jakiegoś pisarza, ale nie lubić czytać jego powieści.  Ostatecznie przecież to książki nas wybierają i albo się temu ochoczo poddajemy albo przymuszeni ( szkoła, przynależność do środowiska, zawód)  traktujemy taką  lekturę jako zło konieczne.

 Nie podważając istnienia obiektywnych arcydzieł, począwszy od greckich tragików, postuluję, by tworzyć swoje własne biblioteczki arcydzieł, złożone z  ulubionych dzieł, książek, które nas ratują przed  zapadaniem się w siebie, znikaniem. Można odnaleźć w nich nieskończoną wzniosłość Autentyku, jego ekstatyczną moc, o której tak pięknie pisał Bruno Schulz „ zwykłe książki ą są jak meteory. Każda z nich ma jedną chwilę, moment taki, kiedy z krzykiem wzlatuje jak feniks […}.wszystkie książki dążą   do Autentyku. Żyją one tylko wypożyczonym życiem, które w momencie zlotu wraca  do swego starego źródła.[3] 

  Czy należy nakazać czytanie książek?

 Kiedy chciałam podarować mojej 11 letniej kuzynce przepięknie ilustrowaną książkę ’Mapy”, usłyszałam wtedy, że ma dosyć takich prezentów. Woli pieniądze albo nowy smartfon, ew. smartwatch najnowszej generacji. Dostała je od rodziców i innych krewnych, dwa lata później musiała korzystać z korepetycji, praktycznie obejmujących wszystkie szkolne przedmioty. Będąc w 7-mej klasie w dalszym ciągu nie lubi książek i nie lubi czytać. Rodzice, bojąc się o następstwa wynikające z tej abnegacji,  nakazali  jej czytanie lektur, co zakończyło się zdecydowaną odmową. 13-latka nie roztaje się ze smartfonem, co może mieć też pozytywny wpływ na zmianę jej  stosunku do lektur. Chodzi o wyzwania takie, jak o samodzielne przygotowanie przez ucznia czy grupy uczniów wirtualnego programu z lektur, czy  zespołowe opracowanie scenariuszy filmowych itp. Powtarzające się pytania „ Po co mam czytać te bzdurną nowelkę  Prusa czy  te nudne  fragmenty Trylogii?” mają swoje uzasadnienie nie tylko w tym wieku. Po prostu książki z kręgu literatury pięknej nie są „do czytania”, ale do poznawania i interpretowania. Gorzej, kiedy ludzie dorośli sięgają tylko po  poradniki  lub  szukają w lekturze tylko rozrywki.  Są to ich prywatne wybory i  zwykle nie podlegają one ocenie publicznej i środowiskowej. Przedstawiciele władzy  niejednokrotnie z dumą wyznają, że nie czytają  Tokarczuk czy Gombrowicza, nie znają też  prozy Chwina.  Z czego jasno wynika, że kariera zawodowa nie jest uzależniona od tego, co się czyta i czy w ogóle umie się czytać ze zrozumieniem. Inaczej rzecz się ma z kulturą osobistą i społeczną, tutaj wyraźnie ujawniają  się braki wynikające z ograniczonego kontaktu z książkami. Przejawiają się one w sposobie myślenia,  niezdolności do współdziałania i biernej, społecznej postawie.

  Czy życie bez książek jest gorsze np. etycznie niż życie w otoczeniu bibliotek? Nie, z pewnością nie, wszyscy znamy takie dzieci jak moja nastoletnia kuzynka, które mogą mieć w sobie dużo miłości i czułości, a także babć i dziadków opiekuńczych i dobrych, którzy nigdy nie sięgali do książek bez praktycznych  powodów. Tylko, że im trudniej zaakceptować swoje ograniczenia,  pogodzić się ze swoim losem i ze znalezieniem dla siebie miejsca w tak szybko zmieniającym się świecie. Z wiekiem  człowiek pragnie, by jego życie miało jakieś znaczenie dla niego samego i dla innych.  Bez mocy książek  ulega się łatwo wszelkiego rodzaju demagogii, łatwo też ludzie stają się łupem ideologii czy ofiarami teorii spiskowych. Książki nas przed tymi plagami  chronią, ostrzegają i ratują pod warunkiem, że chcemy i potrafimy wykorzystać ich moc. Lektura ulubionych książek przynosi ze sobą  pocieszenie i podnosi na duchu,  otwiera inne możliwości indywidualnego i wspólnotowego życia. Literatura popularna, np. w wersji ostatnio modnej, japońskiej  cosy novel spełnia ważną funkcję terapeutyczną, związaną również z rozrywką. O czym przekonałam się podczas wizyty w szpitalu, kiedy to   chory kolega skarżył się, że żona przynosi mu Miłosza i Tołstoja, a on potrzebuje „jakiegoś nieskomplikowanego kryminału”. Znajoma po śmierci najbliższych, w dziennikach pisarzy znalazła „ pokrewieństwo losów, dusz i cierpienia”.  To jeszcze jeden dowód na to, że w różnych sytuacjach i okolicznościach potrzebujemy różnych lektur, z wyższych i niższych pólek. Budzą  one czasami sentymenty, bawią i ciekawią (mój ulubiony Klub Pickwicka, a z drugiej strony regału  tom Gogola), czasami przyjaźnią się z czytelnikami. Bywa, że  oddalamy się od nich na dekady, by znowu do nich wrócić z przekonaniem, że się nigdy ich nie opuściło, że zawsze nam towarzyszą. Kiedy przyglądam się swojej bibliotece, znajduję w niej  prezenty  od Bliskich. Z dedykacją, z życzeniami, z pamięcią chwili, kiedy spod papieru ukazywała się okładka i obietnica nowej, fascynującej lektury. W tym roku pod choinką powinnam znaleźć pierwszy tom Dzienników J. Iwaszkiewicza, od dwóch lat przeze mnie poszukiwany. Z niecierpliwością czekam na spotkanie z autorem Panien z Wilka i ludźmi z jego otoczenia, by poznać i zrozumieć  bliżej Iwaszkiewicza i jego świat. W trakcie lektury  postacie z książek stają się zarazem realne jak i  fikcyjne, co umożliwia utożsamienie się z nimi i ich losem. Bywa ono tak silne, że czytelnik stara się kontynuować opowieść, przerwaną w tym miejscu, w którym wypełnia je jego ciekawość i wyobraźnia.

  Można więc dojść do wniosku, że o ile zwierzęta łączą nas ze wspólnotę istnienia, to książki wiążą nas z losem ludzkim; moim, twoim, naszym. W czym  wyraża  się ich pokrewieństwo z Autentykiem, z Księgą ksiąg. Wniosek; trzeba i powinno się zachęcać  ludzi do czytania, ale nigdy nie  wolno zmuszać  ich do tego pod presją kary! Zasada ta nie stosuje się do uczniów, którzy skazani są na czytanie lektur według klucza ocen a nie indywidualnego zainteresowania.   

Elity i..reszta   

    W nieodżałowanym kabarecie Olgi Lipińskiej śpiewano „ Po co nam elita, która nudne książki czyta”  – trwa od trzydziestu lat walka z elitami ( „łże elity”),  zarzuca się  jej, że ma  pretensje do pouczania innych, do mędrkowania i do wywyższania się. W 2019 roku Jacek Dukaj wydał niezmiernie intrygujący zbiór  esejów pt. „ Po piśmie” , stawiając w nim równie  radykalne  jak i kontrowersyjne tezy, oparte na spornych diagnozach, niemniej jednak bardzo ciekawych i dających do myślenia. Nie rozwijając tej arcyważnej i aktualnej problematyki, jaką podjął autor „ Lodu”, nawiąże do jednego, wybranego wątku. Dukaj rozpatruje  świat najbliższej przyszłości, w której egzystować będą obok siebie-a nie razem – niepiśmienne tłumy i wąska elita „czytających”, a więc posiadających zdolność do abstrakcyjnego myślenia. Wymagającego koncentracji i szukania najbardziej doskonałych i nowatorskich rozwiązań. Istnienie tych elit nie jest usankcjonowane politycznie czy społecznie, ma swoje źródło w systemie zarządzania postępem technologicznym. Upraszczam wywody Dukaja, ale chodzi mi o wskazanie na związek miedzy elitą a książkami, myśleniem abstrakcyjnym a  np. poezją i filozofią. Czytanie „Fenomenologii ducha” Hegla czy „Bojaźni i drżenia” Kiekiegaarda w istocie staje się ich studiowaniem,  w którym czytelnik skupia się na zrozumieniu zaróno ich treści jak i kryjącego się za nimi sposobu myślenia. Przenikają się w nim  sfera znaczenia, rozumienia i doświadczania bytu pośród innych bytów, samoświadomości pośród innych świadomości oraz egzystencji pośród rożnych innych form życia. To przykład książek, które stawiają przed czytelnikiem jeden, ale za to konieczny warunek; musisz myśleć tak głęboko, by wyjść poza zwykły ogląd siebie i świata. Oczywiście wspomniane książki, a w tym również  np. poezja Różewicza i Miłosza, czy Rilkiego i Eliota nie są masowo czytane  i analizowane,  należą głównie  do lektur uniwersyteckich. Ulubione powieści, reklamowane w ramach kultury popularnej albo są jak większość kryminałów produktami przeznaczonymi do jednorazowego użytku albo wynikają z poczucia/ przeżycia  wspólnoty.  „ Jednoczą  nas social media. Jednoczą nas celebryci.[…] Stąd takie desperackie wysiłki celebryckie pisarzy; przeżyj mnie! Mnie, mnie przeżyj! I wówczas-może-zechcesz przeżyć moją literaturę.[4]  Według Dukaja  to los takich pisarzy jak Houllebecqa, Knausgarda czy Twardocha.

  To , jakie książki czytamy i pod jakim kątem wynika  nie tylko z naszej indywidualnej wrażliwości, wyobraźni i oglądu świata, ale także z naszej sytuacji życiowej. Niektórzy socjolodzy przekonani są o tym, że kiedy polityka i kultura podlegają masowym gustom, dominuje w nich narcyzm, kiczowatość i populizm, a to prowadzi do wtórnego barbarzyństwa.  Alosza Awdiejew, emerytowany profesor UJ zauważył, że „Nasza kultura polityczna jest bardzo niska. Słuchając niektórych polityków, dobrze wiem, jakich książek nie czytali.”[5]

   Te krótkie i niezborne uwagi miały prowadzić do dwóch konkluzji, pierwsza mówi o tym, że niezależnie od tego, jakim politycznym i społecznym  grom podlega elita to istnieje ona chociażby po to, by wymyślić te gry. Po drugie, myślenie abstrakcyjne, które jest źródłem wszystkich ludzkich osiągnięć zarówno w sferze  zaawansowanych  technologii  jak i w sztuce kompozytorskiej, rozwija się na gruncie m.  in. wiedzy książkowej i wyobraźni z niej wynikającej. Pięknie to wyłożył profesor Szahaj, pisząc, że „Literatura była i jest laboratorium myślenia, w którym można zaprojektować i wypróbować różne warianty wspólnotowego i indywidualnego istnienia, jednym z najważniejszych mechanizmów społecznego i jednostkowego uczenia się, wehikułem zmiany kulturowej.”  [6]  


[1]A. Szahaj, O interpretacji, Universitas, Kraków 2014, s.91.

[2] P. Czapliński, Literatura światowa i jej figury, Teksty Drugie 2014. 4, s.26.

[3] B. Schulz, Sklepy cynamonowe, Wyd. Literackie, Kraków 1964, s.171-172.

[4] J. Dukaj, Po piśmie, Wyd. Literackie, Kraków 2019, s.302.

[5] Rozmowa z A. Adwdjewem,  Szczęśliwy Rosjanin nad Wisłą,Kraków, nr 01 (182), styczeń 2020, s.37.

[6]A. Szahaj,  dz.cyt., s.91.

Felietony

Zapraszam do zapoznania się i refleksji nad dwoma nowymi felietonami – Felietony oraz zaktualizowana została na stronie sekcja Wykłady.

Nowe felietony

Serdecznie zapraszam do zapoznania się z nowymi felietonami o etyce chrześcijańskiej w dziale Felietony.

Nowe podcasty o tematyce kryminalnej w serwisie YouTube.

Zapraszam Szanownych Czytelników do odsłuchania i subskrybowania mojego nowego projektu na kanale YouTube. Mam nadzieję, że przekaz, również w tej formie się Państwu spodoba. Proszę o komentarz oraz łapkę w górę, jak i polecenie zainteresowanym. To ważne by zorientować się, co i dlaczego Państwa interesuje, a co nieco mniej. Bezpośredni odnośnik do kanału: https://www.youtube.com/@WokolKryminalow oraz na podstronie Podcasty. Jeszcze raz serdecznie zapraszam!

Polemizuj a nie atakuj! 

Z etyką chrześcijańską spotkałam się na wykładach ks. prof. Ślipki, który zachęcał nas do dyskusji na ćwiczeniach i seminariach, a nawet nagradzał czekoladkami za wytrwałe polemiki. To był ciekawy czas dla tej dziedziny filozofii, na KULu wykładał Wojtyła i młody Styczeń, a w Krakowie można było razem z ks. Tischnerem studiować teksty  Husserla i Heideggera. Znak i Tygodnik Powszechny sięgał po dzieła francuskich myślicieli, po wyróżniającą się eseistykę i literaturę: hermeneutyka, egzystencjalizm, strukturalizm i fenomenologia to były główne nurty ówczesnej myśli filozoficznej. Pod ich wpływem zmianie też ulegała koncepcja etyki chrześcijańskiej i sposób jej uprawiania. Ożywiły się dyskusje filozoficzne, zarówno w kręgu tomistycznym jak i szerszym, dotyczącym fundamentalnych kwestii filozoficznych. Ks. Ślipko brał w nich aktywny udział, zawsze skupiając się na ocenie konkretnych, teoretycznych propozycji, nigdy swojej krytyki nie przenosił na autorów czy zwolenników owych propozycji. Trzeba bezstronnie przyznać, że Ksiądz Profesor potrafił polemizować nawet z najbardziej radykalnymi zwolennikami np. marksizmu, przestrzegając zarówno zasad dyskusji jak wzorców kultury uniwersyteckiej.  Uważał, że to nie poglądy czy teorie są wrogie, ale ludzie, którzy w imię tej czy innej ideologii atakują innych, darząc ich często prawdziwą nienawiścią. Teorie są prawdziwe lub fałszywe, błędne albo poprawne, racjonalne albo nieracjonalne, spójne albo chaotyczne, niezborne. Profesor uważał, że z dwóch powodów etycy powinni ze sobą dyskutować, debatować, polemizować. Po pierwsze dlatego, żeby filozofując zachować pewną racjonalną miarę, która według niego z jednej strony odróżnia naukę ( episteme) od wiedzy potocznej ( doxa), a z drugiej ideologię, światopogląd od poznania filozoficznego. Po drugie, polemiki są niezbędne po to, by zapewnić etyce rozwój odpowiadający zachodzącym zmianom w kulturze i nauce. Niezależnie od tego, czy dzisiaj w ten czy w inny sposób pojmuje się kryteria właściwie uprawianej filozofii, postulat wspólnego debatowania wydaje się nader aktualny. Podobnie jak przekonanie Profesora Ślipki, że  krytyce podlega teoria filozoficzna  a nie jej twórca, powinien stać się wyzwaniem dla nowocześnie pojętej kultury naukowej. Dodać trzeba, że taka postawa odróżnia naukę od kultury masowej i polityki.

Abrakadabra.., czyli abstrakcyjny realizm i realizm abstrakcyjny

Filozofowie i artyści lub też artyści i filozofowie mają szczególny stosunek do rzeczywistości: tworzą ją, modyfikują, krytykują, unicestwiają i zawieszają, poddają metamorfozie i mnożą. Wszystkie te zabiegi, wysiłki, koncepcje, przedstawienia, stylizacje i warianty są przez historyków sztuki i filozofii zakwalifikowane, poddane interpretacjom i opatrzone odpowiednimi etykietami: np. idealizm Hegla lub realizm Arystotelesowski, transcendentalizm Kanta i postmodernizm Foucault’a. Podział ten ułatwia studentom przygotowanie się do egzaminu, ale w istocie nie wyjaśnia tego, dlaczego dana koncepcja filozoficzna i konkretny twórca wciąż inspiruje do myślenia, zrozumienia, problematyzowania. Spotkania między dawnymi twórcami a ich współczesnymi czytelnikami mogą przebiegać na dwóch poziomach w zależności od tego, kto w nich uczestniczy (czytając, słuchając lub oglądając, ogólnie studiując), i jaką może/potrafi wybrać dla siebie perspektywę poznawczą. Pierwszy poziom prowadzi od doświadczenia (realizmu) do abstrakcyjnego jego zapisu, bo wszystko to, co przekazywane jest w różnych formach narracyjnych, podlega interpretacji. Jednostkowej czy zbiorowej, zapośredniczonej w zmysłach, poznaniu umysłowym, w wyobraźni i intuicji, w języku, w formie zapisu i komunikacji. Na drugim poziomie nie dane doświadczenia są poddawane różnorodnym narracjom (np. muzycznym czy poetyckim), ale odkrywa się nowy sposób ich przedstawienia i zapisu.. Tak jak to ma miejsce w rysunkach dziecięcych, kiedy wyobraźnia jest jeszcze wolna od reguł porządkujących sposób myślenia, słuchania widzenia, przeżywania i postrzegania. Dziecko rysując, posługuje się swoistą, ścisłą logiką, którą przekazuje cierpliwie tłumacząc dorosłym dlaczego kot pływa (tak mu się śni), a żaba nosi okulary (żeby lepiej widziała łódki). Nic nie jest w tych pracach przypadkowe, chociaż wszystko wynika z działań poddanych abstrakcji. Jednym słowem, dla artystów i filozofów bezpieczne są utarte ścieżki, bo nie pobłądzą (przynajmniej tak im się wydaje), ale jeśli uda się wyznaczyć nowe szlaki to może dotrą do zatopionej Atlantydy. Poczują smak filozoficznej przygody, dzięki której możemy nie tylko odzyskać świat dla filozoficznej refleksji, ale też zmodyfikować samą tą refleksję za pomocą krytycznych pytań. Zmuszających do myślenia poza tym, co przyjmuje się za abstrakcyjne i realistyczne na rzecz tego, co jest ważne, cenne, twórcze i źródłowe.

Kto uprawia etykę? Etyków portret własny

Przypadek zrządził, że znalazłam sie kilka dekad temu w gronie etyków i mogłem je obserwować, nawiązując wiele znajomości. I na tej podstawie podzieliłam ich na trzy zasadnicze grupy, które z kolei dzielą się na dodatkowe zbiory. Podział ten dotyczy w różnym stopniu profesjonalizmu, kompetencji, wiedzy i otwartości (vide; hermeneutyczności) jak i indywidualnego temperamentu, charakteru, przynależności do określonego środowiska akademickiego i rodzinnego, światopoglądu oraz humoru i zdolności do samokrytyki. Etyk to nie tylko wybór specjalizacji akademickiej, ale umiejętność wnikania w sprawy ludzkie, charakterystyczna dla niektórych twórców. Tytułem komentarza warto dodać, że o ile bycie filozofem jest w ogóle trudnym zadaniem, to bycie etykiem nie tylko mnoży te trudności, ale je rozciąga na całą sferę praktyczną. W przeciwieństwie do np. metafizyka, etyk publicznie odpowiada za głoszone poglądy i sposób, w jaki je formułuje.

Jacy są zatem etycy?

Pierwsza, najbardziej głośna grupa to wojownicy, część z nich utożsamia się z ulubioną doktryną, filozofem czy wybranym nurtem. Stad wynika ich agresja, z jaką atakują swoich przeciwników czyli tych którzy myślą inaczej. Język i metody zapożyczają od polityków, co można sprawdzić na forach Internetowych czy pisanych przez nich blogach. W ich cieniu pozostają tzw. stratedzy, którzy wybierają drogę polemiki, celując w teorie, a nie w tych, którzy je głoszą.

Druga, duża grupa to rzemieślnicy, którzy zajmują się etykami szczegółowymi z pozycji metaetyki. Do tego potrzebna jest wiedza metodologiczna, znajomość specyfiki problemowej danej dziedziny oraz związane z nią procedury. Nie robią wokół siebie szumu, zachowują równowagę, wierząc w to, że etykę z nauką łączy kryterium racjonalności.

Jeszcze inne rozumienie etyki prezentuje trzecia i ostatnia grupa, którą stanowią zarówno „dyplomowani” etycy jak i artyści, wrażliwi na los świata i człowieka. Łączy ich twórcza zdolność do przekraczania schematów kulturowych i filozoficznych. Dzięki nim i ich pracom można zrozumieć, ile zła i dobra człowiek może uczynić sobie i innym.

I jeszcze statystyka; w etyce przeważają rzemieślnicy, natomiast wojownicy i artyści z odrębnych powodów stanowią tzw. środowiskowe mniejszości. Ten stan ulega powoli zmianie ze względu na modne dzisiaj wojny ideologiczne i światopoglądowe (wojownicy) oraz powszechny stan kryzysu (artyści).

Teatr a nasze sumienia

koniec przedstawienia, a początek pytań.

frag. z epilogu Dobrego człowieka z Seczuanu” B. Brechta

teatr to zwierciadło i streszczona żywa kronika czasu.

z monologu Hamleta Szekspira, akt trzeci, scena druga, przeł. J. Paszkowski

Teatr Powszechny w Warszawie wystawił ostatnio (2022r) sztukę pt. „Odpowiedzialność”, w przedstawieniu tym aktorzy pełnią potrójną rolę; są przewodnikami, sędziami i oskarżycielami publicznymi, a ściślej odwołują się do ratyfikowanych przez nasz rząd praw człowieka oraz zapisów konstytucji RP. Po przytoczeniu niezbitych dowodów na to, że nie są one powszechnie realizowane, należy zadać sobie dwa pytania: o skutki takiego zaniechania oraz o jego przyczyny. Dlaczego dzisiaj przykłada się nierówną miarę do praw: uchodźcy, emigranta, kobiety, bezdomnych, biednych, ludzi o różnej orientacji religijnej czy seksualnej, o odmiennej narodowości? Zwykle na te pytania padają trzy odpowiedzi: 1). winni są politycy i ich populizm, 2). ten stan rzeczy jest naturalną konsekwencją różnic ekonomicznych i kulturowych, występujących między państwami, narodami i wspólnotami oraz 3). winni jesteśmy my wszyscy, wybierając konformizm.

Z odmiennych punktów widzenia wszystkie trzy odpowiedzi są w jakimś stopniu  słuszne, ale tylko jedna z nich ma swojego konkretnego adresata, czyli nasze sumienia: pani, pana, moje.

Wspomniany spektakl Teatru Powszechnego doprowadził nas (czyli publiczność) do tego momentu, kiedy odpowiedzialność wszystkich za położenie ludzi znajdujących sie na granicy polsko-białoruskiej, staje się odpowiedzialnością ciążącą na każdym z nas. I każdy musi sobie odpowiedzieć na pytanie, co powinien zrobić, by zmienić tę dramatyczną sytuację ? Teatr społecznie zaangażowany zostawia nas z tymi pytaniami i z bolesną wiedzą, o tym że tragiczny los jednego człowieka kładzie się cieniem na sumieniu wszystkich. Dlaczego właśnie teatr przypomina, że jesteśmy ludźmi tylko wśród ludzi i dla ludzi. O ile etyka tłumaczy te związki, jakie zachodzą między nami, o tyle „przeznaczeniem teatru […] jest służyć za zwierciadło naturze”. Tyle i – chciałoby sie dodać, aż tyle – powiedział Szekspir o teatrze w Hamlecie. (akt trzeci, scena druga, przeł. J. Paszkowski). Teatr nie zastępuje etyki, ale może ją urealnić, by użyć ulubionego zwrotu metafizyków, a więc skonkretyzować jej znaczenie normatywne.

Wiśnie, poezja i etyka

Norwid z genialną intuicja stwierdził, że ze wszystkich cudów świata najcenniejsze są dwa: poezja i dobroć. Dodajmy od siebie, że łączą je ze sobą okruchy istnienia, zmienne, barwne, dynamiczne, nieuchwytne w swojej krasie i majestacie; takie właśnie jak owoc wiśni. O którym pięknie, mądrze i czule pisała Jolanta Brach-Czaina w książeczce pt. „Szczeliny istnienia”. To książka o konkrecie metafizyki, jego egzystencjalnych drobinach bytu, od których zaczyna się poezja i dobroć. Tylko poezja potrafi zmierzyć się z indywidualnym, niepowtarzalnym doświadczeniem istnienia i tylko akt dobroci może go uchronić od uprzedmiotowienia. Jesteśmy egzystencjalnym konkretem na różne sposoby, a poznanie jest tylko jednym z nich i to nie najważniejszym. Istniejemy przez dzięki przynależności do wspólnoty istnień w łańcuchu pokarmowym. Zjadamy i jesteśmy zjadani, rodzimy się i umieramy jak wszystko, co istnieje, a codzienne praktyki tj. krzątanina domowa pozostają w związku z wszystkimi wzniosłymi pojęciami, jakimi dysponuje etyka. W tym niezwykłym dziełku metafizyka codzienności i etyka wracają do początku; do przyrody, w której „następuje spotkanie istniejących.” (s.20). Zło i ofiara, zbrodniarz i prześladowany, wnikanie w drugiego, tworzenie i współtworzenie istnienia osoby kochanej to tematy, które pozostają w kręgu metafizyki i etyki istnienia „Co się kryje w skrajnym złu, jakim jest śmierć każdej zadręczonej ofiary?”(137). W etyce istnienia dobrocią jest sama wartość istnienia, która nie jest ani wrodzona, ani nadana, polega zatem „na umiejętności przeżycia wartości ostatecznej każdej chwili, a z drugiej na nadawaniu jej wartości absolutnej, przez nas samych ustalonej.” (208).

Lubię czytać książeczkę Brach-Czainy razem z Sklepami cynamonowymi Bruna Schulza – podobna poetyka, wyobraźnia, czułość do różnych form istnienia, wydarzająca sie metafizyka i pochwała dla świata codziennych zjawisk, faktów, które zyskują na swej niezwykłości wtedy, kiedy dostrzega sie w nich „konkrety egzystencjalne, drobiny znaczące” ( s.12). W tym tekście znajduje się nie tylko pewna wizja etyki istnienia, ale też książka ta powstała z etycznych intuicji i przemyśleń; „Można powiedzieć, że jest to etyka dzielności, nasza naturalna etyka, nieunikniona, bo w istnieniu nie ma sposobu, by zdjąć czy zawiesić choćby na chwilę trud samego istnienia. I choć nie możemy uchylić się od dzielności, to jednak możemy chyba być z niej dumni.” (s.206).

(wszystkie cytaty pochodzą  z J. Brach-Czaina „Szczeliny istnienia”, Wydaw. Dowody na istnienie, Warszawa 201.)

Pochwała fikcji literackiej

Po raz pierwszy lektura przeniosła mnie bezpośrednio w rzeczywistość , przyjmując na siebie rolę przewodnika oraz komentatora i prowadziła od namiotów rozstawionych przed Galerią Krakowską, do woluntariuszy, „terytorialsów”, żołnierzy amerykańskich,  udzielających pomocy ludności ukraińskiej. To, co widziałam, przebywając ostatnio w Krakowie, domagało się wyjaśnień, próby zrozumienia dlaczego doszło do wojny w Ukrainie, dlaczego ma ona taki a nie inny przebieg, jaką rolę odgrywają w niej kraje zachodnie, do jakiego stopnia interesy stanowią ukryte źródła tej zbrojnej agresji, która ma miejsce od 24 02 2022 w Ukrainie? A przede wszystkim jak można przerwać tragedię ludzi, ich mordowanie i gnębienie? Sam fakt, że w XXI wieku doszło do takiej agresji zbrojnej na europejskim terytorium suwerennego państwa, wciąż jest wydarzeniem szokującym i zgoła nieprawdopodobnym!

A jednak byli pisarze, którzy opisali tę wojnę, która teraz sie toczy, z opisem jej geopolitycznym i ekonomicznym tła, z zagłębianiem się w indywidualne i zbiorowe losy żołnierzy i ludności cywilnej. Trudno sie zatem dziwić, że wspomniane obrazki krakowskie stanowiły dla mnie ilustrację do książek Wojtka Miłoszewskiego: Inwazji, Farby i Kontry. Wymienione teksty Miłoszewskiego należą do nurtu political fiction i są to powieści, które kreują nowe, mniej czy bardziej fantastyczne wizje świata polityki, z którego wyłaniają się nowe konflikty i zagrożenia dla ludzkości. W lekturze tych książek kluczową rolę odgrywa fikcja literacka, czyli fikcja reprezentacji, o której pisze Ryszard Nycz, że „w odróżnieniu od naukowych fikcji wyjaśniających […]- te fikcje odkrywające (eksploracyjne) transgresywnie przekraczają i rozszczepiają wszelkie porządki przeszłe i teraźniejsze, antycypując przyszłe możliwości.” (cyt. za R. Nycz, Od teorii nowoczesnej do poetyki doświadczenia. w: Kulturowa teoria literatury 2. Poetyki, Problematyki, Interpretacje, pod red. T. Walas, R. Nycz, Universitas, Kraków 2012, s.38) Tak więc trylogia wojenna Miłoszewskiego o zbrojnym ataku Federacji Rosyjskiej na Ukrainę, a następnie Polskę antycypuje wydarzenia wojenne, których jesteśmy świadkami. Ustawia przed czytelnikami lustra, w których odbijają się losy ludzkie połączone z losami naszego, wyobrażonego świata. Nie chodzi zatem w tych książkach o zgodność z faktami, ale o literackie wizje tego, co może się zdarzyć, a więc co pozostaje w potencjalnym kręgu formy substancjalnej, jakby powiedział Arystoteles. Fikcja literacka nie zastępuje prawdy naukowej, ale jest nią na gruncie egzystencjalnej wyobraźni, gdzie łączą się ze sobą doświadczenia tego, co jest z tym, co może być lub mogłoby się zdarzyć.

Dodajmy, że od talentu pisarza literatury political fiction, jego wiedzy, intuicji i wyobraźni zależy, czy czytelnik potrafi w obecnie doświadczanej, wojennej rzeczywistości, odnaleźć nowe znaczenia i odkryć wcześniej nieprzewidziane procesy i wydarzenia. Czy one również otwierają się przed etyką, czy wyprzedzają ją, a może nawet zastępują? Związek etyki z literaturą, fikcji z filozoficznym poznaniem, doświadczeniem i językiem zawsze był bliski, chociaż nigdy nie sprowadzał się do jednej interpretacji. Można bez większego ryzyka przyjąć, że etyka istnieje na różne sposoby i wiąże się z rozmaitymi językami i doświadczeniami, które dotyczą wprost ludzkiej egzystencji takimi jak: literatura, sztuka, muzyka, kultura, filozofia czy religia. Dzięki literackiej fikcji etyk odkrywa nowe prawa i porządki, jakie mogą zaistnieć w świecie i poddaje je refleksji egzystencjalnej. Literatura political fiction, uświadamia swoim czytelnikom, że wydarzenia te są potencjalnie realne, że mają wpływ na nasze wybory, sądy i przekonania, mimo, że pozostają w kręgu możliwości. Transgresja, przekraczanie i wykraczanie poza znane porządki leżą zarówno w naturze zmieniającego się, ludzkiego świata jak i samego człowieka.